Biznes Ludzie Pieniądze

Secesja z Unii Europejskiej

Witold Orłowski, Wojciech Orliński
22.03.2010 , aktualizacja: 28.03.2010 12:04
A A A Drukuj
W roku 1982 z Unii wystąpiła Grenlandia - autonomiczne terytorium zależne od Danii zamieszkane przez 60 tys. Eskimosów utrzymujących się głównie z połowu ryb i krewetek. Nikt specjalnie się tym nie przejął - mówi Witold Orłowski Wojciechowi Orlińskiemu w cyklu "Orliński pyta Orłowskiego
Mam pytanie bardzo abstrakcyjne - ale, jak pan już z pewnością zauważył, uwielbiam science fiction. Czy można sobie wyobrazić odpowiednik amerykańskiej wojny secesyjnej w Unii Europejskiej? Jakie kraje mogłyby chcieć wystąpić z Unii?

Kiedy kilka lat temu toczyła się w Polsce dyskusja przed referendum w sprawie członkostwa, jednym z argumentów podnoszonych przez przeciwników było to, że jak się raz weszło, to rzekomo z Unii Europejskiej nie można wystąpić. Nic nie pomagało tłumaczenie, że jest to kompletna bzdura - traktat o przystąpieniu do Unii to tylko umowa międzynarodowa, którą zawsze można wypowiedzieć.

Ale w sumie krytycy mieli trochę racji: wystąpienie jakiegokolwiek kraju z Unii byłoby procesem tak skomplikowanym i kosztownym, że rzeczywiście mało kto by to proponował. Nic nam jednak nie zabroni pobawić się w science fiction, zwłaszcza że pewne dające do myślenia precedensy jednak miały miejsce.

W roku 1982 z Unii wystąpiła Grenlandia - autonomiczne terytorium zależne od Danii zamieszkane przez 60 tys. Eskimosów utrzymujących się głównie z połowu ryb i krewetek. Nikt specjalnie się tym nie przejął, zwłaszcza że z gospodarczego punktu widzenia gest Grenlandczyków niewiele zmieniał - i tak rząd duński wspiera ich subsydium równym 30 proc. wytwarzanego na wyspie PKB.

Następni w kolejce byli Grecy - ale tylko werbalnie. Kiedy w roku 1981 wybory w Grecji wygrała socjalistyczna partia PASOK, jednym z jej haseł było przeprowadzenie referendum w sprawie wystąpienia kraju z EWG. Jak się jednak okazało, była to tylko populistyczna zagrywka skierowana do eurosceptycznej części elektoratu, bo liczącym na poważny napływ funduszy europejskich Atenom żadną miarą nie opłacało się z nich rezygnować.

Mamy tez przykład zamożnych Norwegów, którzy dwukrotnie (na początku lat 70. i 90.) wynegocjowali członkostwo, a następnie odrzucali propozycję akcesji w ogólnonarodowym referendum.

Ale generalnie rzecz biorąc, perspektywa opuszczenia Unii przez którykolwiek z krajów członkowskich jeszcze do niedawna wydawała się niewyobrażalna. Mamy jednak rok 2010 i żyjemy w świecie, w którym dzieją się rzeczy jeszcze kilka lat temu uważane za niemożliwe.

No właśnie - może więc czas już pomyśleć o secesyjnym scenariuszu?

No cóż, w grę mogłoby wchodzić kilka scenariuszy. Po pierwsze, mogłoby dojść do sytuacji, w której narodowy egoizm kilku krajów przeważyłby nad poczuciem wspólnego interesu. Myślę tu głównie o tych krajach, które najwięcej dokładają do unijnego budżetu - Niemczech, Holandii, Austrii czy Danii. Gdyby kraje te zaszantażowały resztę Unii, żądając obniżenia swojej składki, a w razie braku porozumienia grożąc secesją, kto wie, czym mogłoby się to skończyć. Oczywiście znacznie bardziej prawdopodobne od secesji z Unii byłoby osiągnięcie jakiegoś kompromisu budżetowego.

Innym możliwym zagrożeniem byłby faktyczny rozpad Unii między blok "zachodni" i "wschodni", wzdłuż linii dzielących zamożne kraje dopłacające do budżetu i uboższe korzystające (a do tego oferujące lepsze warunki do inwestowania, zwłaszcza tańszych pracowników). Albo na blok dążący do ścisłej integracji (zbudowany wokół Niemiec, Francji i krajów Beneluksu) i na blok sprzeciwiający się "niemiecko-francuskiemu dyktatowi" i "brukselskiemu superpaństwu".

Znowu nie bardzo chce mi się wierzyć, aby efektem tego mógł być formalny rozpad Unii. Jeśli już by do czegoś doszło, to zapewne raczej do powstania wewnątrz Unii klubu państw ściśle ze sobą współpracujących - i faktycznie wykluczających z takiej współpracy innych.

No i trzeci scenariusz, który przychodzi do głowy - nieco irracjonalny, ale może dlatego właśnie najbardziej prawdopodobny? Wyobraźmy sobie, że w którymś z krajów przeżywających duże kłopoty gospodarcze (dziś kandydatem byłaby Grecja, ale w przyszłości równie dobrze mogłyby to być Włochy) do władzy dochodzą populiści, którzy skutecznie przekonują naród, że winę za wszystkie kłopoty ponosi Bruksela.

Wystąpienie takiego kraju z Unii jest mało prawdopodobne, ale wyobrażalne, choć oczywiście nie rozwiązałoby to wcale jego problemów. Nikt by oczywiście nie rozpoczynał z tego powodu wojny, raczej doszłoby do "aksamitnego rozwodu". Ale rozwody, jak powszechnie wiadomo, bywają bardzo bolesne i kosztowne.

Jednym słowem, secesję jakiegoś kraju z Unii da się wyobrazić, choć wojny z tego na szczęście raczej by nie było!





Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy