Biznes Ludzie Pieniądze

Niewiarygodne przypadki toyoty prius

Andrzej Kublik
21.03.2010 , aktualizacja: 22.03.2010 13:05
A A A Drukuj
Kilka dni Ameryka żyła historią o kierowcy, którego toyota prius się zbiesiła i znienacka pomknęła pełnym gazem, nie dając się zatrzymać. Rząd USA po długich badaniach bezradnie przyznał, że nie wie, co się stało.
Toyota Prius
Fot. Toyota
Toyota Prius
James Sikes jechał swoją toyotą prius autostradą przez Kalifornię, gdy nagle czort wstąpił w jego auto. Jak przerażonym głosem opowiadał policjantom z drogówki, do których zadzwonił z komórki w samochodzie, prius nagle zaczął się rozpędzać i po chwili mknął po autostradzie z prędkością 150 km/godz. Sikes twierdził, że pedał gazu się zablokował i nawet ręką nie dało się go odciągnąć od podłogi, choć trzy razy próbował to zrobić. A na dodatek samochód się nie zatrzymywał, chociaż obiema stopami wbijał pedał hamulca w podłogę.

Na pomoc zrozpaczonemu kierowcy przyjechał policyjny wóz patrolowy. Policjanci twierdzili, że czuliswąd palonych hamulców i widzieli, jak kierowca staje na pedałach. Sytuację udało się opanować dopiero wtedy, gdy poradzili kierowcy, by zwolnił, używając hamulca awaryjnego, a potem wyłączył silnik. Wcześniej sugerowali, by wrzucił biegi na luz. Ale Sikes tłumaczył, że nie zrobił tego, bo bał się, że wrzuci bieg wsteczny i dojdzie do wypadku. Nie wyjaśnił też, dlaczego nie próbował zatrzymać auta, wyłączając po prostu silnik.

Prócz policjantów nie znaleziono innych świadków incydentu.

O tej historii dwa tygodnie temu na czołówkach rozpisywały się gazety w USA. Przypadek Sikesa był na miarę powieści Stephena Kinga o krwiożerczym samochodzie, który postanowił uśmiercić swojego kierowcę i tylko interwencja stróżów prawa ocaliła go przed zakusami japońskiej bestii mechanicznej.

Wszystkich w USA elektryzowała "przygoda" Sikesa, bo pod koniec stycznia amerykańska rządowa agencja bezpieczeństwa drogowego NHTSA nakazała Toyocie wezwać do naprawy 6 mln aut, które mogą mieć zacinający się pedał gazu. Z powodu tej wady auto zamiast hamować, miało samo przyspieszać, stwarzając ryzyko wypadku. Wybuchła panika. Wielu polityków w USA zarzucało Toyocie, że świadomie sprzedaje Amerykanom wadliwe samochody, narażając ich życie dla zysku. Japoński koncern kajał się i rozpaczliwie próbował obronić swoją reputację, udostępniając władzom USA wiele firmowych sekretów, np. specjalne czytniki danych z komputerów montowanych w autach Toyoty.

Incydent z autem Sikesa postawił pod znakiem zapytania wiarygodność zapewnień japońskiego koncernu, że jeśli coś złego zdarzyło się w przeszłości, to Toyota wyciągnęła nauczkę i już ze wszelkich sił próbuje naprawić błędy. Zakwestionowana została też jakość auta Prius - pierwszego i najpopularniejszego na świecie samochodu z ekologicznym napędem spalinowo-elektrycznym, które jest dumą Toyoty.

Sikes twierdził, że jego auto było na liście samochodów wymagających kontroli, ale gdy przyjechał do warsztatu, odesłano go z kwitkiem - bez kontroli. Incydent na autostradzie z jego samochodem dodatkowo podważał wiarygodność obsługi w serwisach Toyoty.

Przypadek statystycznie możliwy

Nic dziwnego, że do sprawdzenia, co się stało z autem Sikesa, ściągnięto doborową ekipę inżynierów NHTSA. Dla tej rządowej agencji sprawa też była prestiżowa. Gdy rozpętano aferę wadliwych pedałów w autach Toyoty, wielu kierowców twierdziło, że w przeszłości NHTSA bagatelizowała ich skargi. Z płaczem w Kongresie USA opowiadała o tym Amerykanka, której toyota przed laty również miała nagle sama popędzić po autostradzie, ale potem zdarzył się cud i auto samo stanęło.

Po kilku dniach badań specjaliści z NHTSA bezradnie rozłożyli ręce. - Będziemy nadal badać to auto, ale być może nigdy nie dowiemy się, co się stało - stwierdziła agencja w specjalnym komunikacie.

Inżynierowie NHTSA bez powodzenia próbowali odtworzyć sytuację opisywaną przez Sikesa, jeżdżąc jego autem. - Za każdym razem gdy technik wcisnął pedały gazu i hamulca do podłogi, silnik się wyłączał i auto zaczynało zwalniać - przekazało NHTSA w specjalnej notatce dla Kongresu USA.

Prius, którym jechał Sikes, ma dwa silniki elektryczne oraz silnik spalinowy. O tym, który z tych silników powinien pracować, decyduje specjalny komputer. Profesor mechaniki Craig Hoff z Uniwersytetu Ketteringa we Flint powiedział agencji AP, że Prius może samoczynnie przyspieszać tylko wtedy, gdy jednocześnie wysiądą dwa systemy - komputer sterujący silnikami oraz specjalne czujniki przekazujące do komputera informacje o wciśnięciu pedałów gazu i hamulca.

- Jest bardzo niewielkie prawdopodobieństwo, że oba te systemy się popsują, a do tego sygnał z czujników położenia pedałów będzie zły. Czy tak się mogło zdarzyć? Statystycznie rzecz biorąc, tak. Ale nie wydaje się to możliwe - stwierdził Hoff.

W notatce dla Kongresu z kontroli NHTSA stwierdzono, że hamulce w aucie Sikesa były zniszczone z powodu przegrzania. To potwierdza jego relację, że rozpaczliwie próbował zatrzymać auto. Ale w czasie kontroli NHTSA prawidłowo działał system zapobiegający niekontrolowanemu przyspieszaniu. A w takiej sytuacji hamulce nie powinny być zniszczone, bo system zabezpieczeń wyłączał napęd.

Czarna skrzynka w każdym aucie?

Na dodatek Toyota Prius ma "czarną skrzynkę", która rejestruje, co się dzieje z samochodem. Inżynierowie Toyoty po odczytaniu tego urządzenia w aucie Sikesa stwierdzili, że hamulce jego priusa były podczas jazdy na krótkim odcinku górzystej drogi uruchomione aż 250 razy. To doprowadziło do przegrzania hamulców. Inżynierowie Toyoty podkreślali, że samochód powinien się zatrzymać po naciśnięciu na hamulec, jak potwierdziły badania NHTSA. W USA zaczęto spekulować o "duchu w maszynie", który objawia się w postaci trudnych albo nawet niemożliwych do powtórzenia awarii oprogramowania komputerów sterujących głównymi instalacjami w nowoczesnych autach.

Japoński koncern odrzuca takie spekulacje. - Nie ma żadnego dowodu, że to auto w tajemniczy sposób samo się naprawiło - stwierdził rzecznik amerykańskiej filii Toyoty Mike Michels. Japoński koncern nie zarzucił jednak Sikesowi, że wyssał z palca swoją historię. On sam nie komentuje wyników badań ani nie zamierza pozywać Toyoty. A jego prawnicy z komentarzami wstrzymują się do zakończenia badań przez NHTSA.

Historię podobną jak Sikes opowiadała jedna z mieszkanek Nowego Jorku, która w zeszłym tygodniu rozbiła swojego priusa. Według jej relacji auto nagle przyspieszyło i się nie zatrzymało, chociaż naciskała na hamulec. Z danych w czarnej skrzynce wynika, że hamulce nie były uruchamiane - stwierdziło w piątek NHTSA.

Czy po tych przypadkach ubędzie doniesień o priusach, które czort opanował - nie jest pewne. Wiadomo jednak, że amerykańskie władze zastanawiają się nad opracowaniem standardu "czarnych skrzynek", które obowiązkowo będą instalowane w autach. Amerykańskie koncerny motoryzacyjne nie palą się jednak do tego, bo - jak twierdzą - podbije to cenę samochodów.





Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów