Biznes Ludzie Pieniądze

Aaa... pilnie pożyczę kilkaset miliardów

Leszek Baj
22.03.2010 , aktualizacja: 22.03.2010 10:18
A A A Drukuj
W tym roku najbardziej rozwinięte kraje Europy muszą pożyczyć ponad 2 bln euro. Ministrowie finansów emitują gigantyczną liczbę obligacji, które finansują potrzeby pożyczkowe. By je wszystkie sprzedać, nieźle się nagimnastykują. Jak oni to robią?
Ile kosztuje ubezpieczenie obligacji?
Ile kosztuje ubezpieczenie obligacji?
- Obligacje to pewnego typu towar. Są lepsze i gorsze, mają mniej lub bardziej atrakcyjną markę i opakowanie, są też droższe i tańsze. Za wyroby lepszej jakości musimy zapłacić więcej, a za gorszej mniej - mówi "Gazecie" Piotr Marczak, dyrektor departamentu długu publicznego w resorcie finansów.

Przed kryzysem finansowym rynek skarbowych obligacji przypominał dobrze zaopatrzony sklep, gdzie ładnie opakowane towary rzadko zmieniały półkę, na której były wystawiane. Sprzedawcy i kupujący dokonywali transakcji według ustalonego rytuału, spokojnie i bez pośpiechu. Wszystko było dobrze poukładane i przewidywalne.

Kryzys zmącił ten spokój. Obecnie rynek obligacji rządowych bardziej przypomina ruchliwy supermarket, gdzie towar krąży pomiędzy lepszymi i gorszymi półkami, często stosowane są promocje i przeceny, a sprzedawcy próbują jak najszybciej sprzedać towar.

Ciągle najlepiej pozycjonowane towary na półkach (obligacje) mają Niemcy czy Amerykanie. Kupującym (inwestorom) nie muszą ich reklamować. Nabywcy wiedzą, że to najbardziej wiarygodni sprzedawcy na rynku. Jeśli klienci wrócą do nich następnego dnia, zawsze mogą oddać towar i dostaną za niego zwrot pieniędzy. Inwestorzy wiedzą, że gdy przyjdzie dzień wykupu obligacji, takie kraje jak Niemcy czy USA będzie na pewno na to stać.

Jeśli ktoś lubi większe ryzyko, może szukać promocji. Wtedy można trafić na okazje, ale łatwo też dać się oszukać. Weźmy choćby taką Grecję. Jej obligacje można kupić tanio (czytaj: więcej na nich zarobić), ale co nam po tym, jeśli towaru nie da się zwrócić?

Sprzedać towar za kilkaset miliardów

Gdzie w tym supermarkecie jest polska półka z obligacjami? Jeszcze rok temu nasze stoisko omijano szerokim łukiem. - Nasz region był traktowany podejrzliwie. Inwestorzy sądzili, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą mieć kłopoty z finansowaniem swoich potrzeb walutowych - mówi Marczak. Ale od tego czasu wszystko się zmieniło.

Nam kryzys gospodarczy nie zaszkodził tak bardzo jak innym krajom. Resort finansów skwapliwie to wykorzystuje. Robi wszystko, by inwestorzy w Ameryce czy Azji na długo zapamiętali, że jako jedyni w Unii Europejskiej uniknęliśmy w zeszłym roku recesji, a nasza gospodarka urosła o solidne 1,7 proc. - Ministerstwo aktywnie sprzedaje obligacje, korzystając z dobrej koniunktury. Wyniki naszej gospodarki dają nam przewagę - uważa Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

Polska gospodarka przeszła przez kryzys suchą stopą, więc inwestycja w nasze obligacje to stosunkowo małe ryzyko. Dlatego oprocentowanie polskich obligacji, czyli premia za ryzyko, jest obecnie najniższe od roku. Jest nawet niższe niż obligacji greckich, a więc kraju, który jest przecież członkiem strefy euro. - Nic dziwnego, że resort finansów stara się pożyczyć jak najwięcej już w pierwszej połowie tego roku - mówi Kalisz. Chce pożyczyć szybko, póki może to zrobić stosunkowo tanio.

Pod koniec 2009 r. dług skarbu państwa (bez długu samorządów czy służby zdrowia) sięgał 631,5 mld zł. W tym roku polski rząd musi pozyskać 196,8 mld zł, by wykupić stary dług i sfinansować tegoroczny deficyt budżetowy (w budżecie zapisane jest 52,2 mld zł na minusie). Rząd zaciąga więc kredyty i - głównie - emituje papiery skarbowe. Zgodnie z planem w Polsce mamy pożyczyć 166 mld zł, a na rynkach zagranicznych - równowartość prawie 31 mld zł. Do końca lutego MF pozyskało już prawie 53 mld zł, czyli 27 proc. całorocznego planu.

Problem w tym, że konkurencja na światowym rynku obligacji jest ogromna. Walcząc z recesją, wiele krajów wpompowało w swoje gospodarki miliardy. Pożyczone miliardy. Według analityków agencji ratingowej Fitch tylko w tym roku najbardziej rozwinięte kraje UE muszą pożyczyć najwięcej w historii - w sumie 2,2 bln euro. To niemal siedem razy tyle, ile wynosi PKB Polski. Niemcy, według Fitch, muszą pożyczyć ponad 380 mld euro, Włosi - 390 mld, a Francuzi - 450 mld euro. A przecież pożyczać pieniądze chcą nie tylko rządy, ale także firmy czy samorządy.

Na razie inwestorzy mają dużo pieniędzy i kupują wszystko co popadnie - banki centralne na całym świecie dodrukowywały pieniądze, przeznaczyły miliardy na zwiększanie płynności rynków finansowych.

Łotysze, którzy do niedawna byli całkowicie uzależnieni od międzynarodowej pomocy (w sumie 7,5 mld euro od Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Unii Europejskiej), po raz pierwszy od września 2008 r. sprzedali dwuletnie obligacje.

Grecy, którzy mają ogromne kłopoty z finansami publicznymi, wyemitowali dziesięcioletnie obligacje warte 5 mld euro. Popyt był trzy razy wyższy.

Inwestorzy widzą w takich emisjach okazję do porządnego zarobku. Greckie dziesięcioletnie obligacje są oprocentowane na ponad 6 proc., niemieckie na blisko 3 proc., chociaż jeszcze kilka lat temu ta różnica była niewielka. Grecy muszą płacić dużo więcej, bo są dużo mniej wiarygodni. Ich dług publiczny przekroczył w zeszłym roku 113 proc. PKB, niektórzy inwestorzy w prognozach przewidywali nawet utratę wypłacalności Grecji.

- My widzimy w tym szansę na dobrą inwestycję - ocenia Katherine Dryer, dyrektor w dziale zarządzania portfelami obligacji w funduszu inwestycyjnym BlackRock. Jej zdaniem różnice w oprocentowaniu greckich i np. niemieckich obligacji osiągnęły już taki poziom, że odzwierciedlają bardzo pesymistyczny scenariusz dla greckiej gospodarki. A BlackRock załamania w Grecji nie oczekuje.

Pytanie: czy takie eldorado może potrwać długo?

- Zainteresowanie inwestorów obligacjami rządowymi może spaść, gdy rządy i banki centralne zaczną się wycofywać z programów wspierających gospodarki - uważa Piotr Kalisz. Wtedy finansowanie będzie droższe, a to zła wiadomość dla rządów - by pożyczyć, będą musiały zaoferować więcej. 

- Jeśli z powodu trudniejszych warunków na rynku rentowność obligacji będzie przez pewien czas wyższa, oznacza to, że koszty obsługi długu znacząco wzrosną, a przecież wiele krajów już ma wysokie deficyty budżetowe - mówi "Gazecie" Douglas Renwick, analityk agencji Fitch.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy