Biznes Ludzie Pieniądze

Jak polska firma budowała skocznię w Holmenkollen

Joanna Blewąska, Radomsko
22.03.2010 , aktualizacja: 22.03.2010 10:21
A A A Drukuj
W ostatnim konkursie tegorocznego Pucharu Świata w Oslo Adam Małysz wykonał w drugiej serii wielki skok - z trzynastego na drugie miejsce. Jeszcze większy skok wykonała polska firma Janson z Radomska, która skocznię w Holmenkollen zbudowała
Skocznia w Holmenkollen budowana przez polską firmę Janson
Fot. AP
Skocznia w Holmenkollen budowana przez polską firmę Janson
Jak wygrywa się taki kontrakt? - Wystarczy złożyć najlepszą ofertę firmie, która wygrała przetarg - mówi Mariusz Izbiński, dyrektor marketingu.

W rzeczywistości tak łatwo nie jest. - Na rynku skandynawskim jesteśmy już od pięciu lat - dodaje Izbiński. - Aby dostać to zlecenie, musieliśmy pokazać wiele rekomendacji. Na szczęście budowaliśmy zadaszenie dla hal targowych w Niemczech, obiektów sportowych w Szwecji, mosty kolejowe w Danii.

Budowa skoczni Nye Holmenkollen Fyr w Oslo-Holmenkollen było jednak największym wyzwaniem w historii firmy Janson. Zwłaszcza że narciarstwo w Norwegii to sport narodowy, a Holmenkollen to świętość - najstarsza skocznia na świecie.

Skocznia kosztowała 900 mln zł, dwa razy więcej niż inne obiekty tego typu. Jest bardzo nowoczesna - podparta tylko w trzech punktach, sprawia wrażenie zawieszonej w powietrzu fali. Ponieważ stoi przodem do słońca, więc pod ścieżką najazdu ma instalację do chłodzenia śniegu. A po bokach rozciągnięta jest specjalna siatka tłumiąca podmuchy wiatru.

Skocznia ma ok. 80 m wysokości. Do jej budowy zużyto ponad tysiąc ton stali, a elementy składano w Polsce, właśnie w Radomsku.

Janson to firma rodzinna założona przez ojca i syna. Powstała w latach 80., a w 1993 r. wynajęła, a potem kupiła halę po byłym Mostostalu w Radomsku. Na rynek międzynarodowy weszła kilka lat później. - Dzięki współpracy partnerskiej naszego miasta i niemieckiego Wuppertalu - mówi dyrektor Izbiński. - Były organizowane spotkania biznesmenów. Składaliśmy oferty firmom, które mogły potrzebować konstrukcji stalowych, ale też spółkom o podobnym do naszego profilu, dla których mogliśmy zostać podwykonawcą.

Szybko odezwali się pierwsi zainteresowani i radomszczańska spółka została dostawcą konstrukcji stalowych pod hale targowe w Stuttgarcie i Hamburgu.

- Dziś mamy też kontakty z regionami w Anglii, na Ukrainie i na Węgrzech. I ciągle szukamy nowych partnerów, którym będziemy pokazywać nasze rodzime firmy - mówi Anna Milczanowska, prezydent Radomska. Zdaniem pani prezydent można to robić z czystym sumieniem. Bo są konkurencyjne nie tylko cenowo, ale też nie mniej innowacyjne. - Dużo dały dotacje z programu Innowacyjna Gospodarka. Nasze spółki mają co pokazywać - dodaje.

Sześć lat temu Janson rozpoczął współpracę ze Szwedami. - Robiliśmy z nimi m.in. zadaszenie stadionu w Göteborgu - mówi dyrektor marketingu.

To właśnie ta szwedzka firma wystartowała w przetargu na wykonanie skoczni w Holmenkollen. Okazało się jednak, że ma za małe moce wytwórcze, by samodzielnie wykonać inwestycję. A moc radomszczańskiego zakładu jest duża - 180 pracowników tworzy 400 ton stalowych konstrukcji miesięcznie.

Do przetargu zgłosiło się sześć firm. Do finału oprócz Szwedów przeszła austriacka firma, która pracowała już przy skoczni w niemieckim Garmisch-Partenkirchen. - Tuż przed sylwestrem 2008 r. dowiedzieliśmy się, że wygraliśmy - mówi dyrektor Izbiński. Zaraz potem do Radomska przyjechał audyt ze Szwecji, który już oficjalnie zaakceptował Polaków jako podwykonawców.

Nie wszystko szło jednak gładko. W Norwegii politycy i kibice nie byli szczęśliwi. Po pierwsze, skocznię zaprojektowało duńskie biuro architektoniczne JDS pod kierownictwem belgijskiego architekta Juliena de Smedta. Belg? Przecież tam się nawet nie uprawia skoków narciarskich. Wstrząs numer dwa: głównym wykonawcą zostali Szwedzi. Rodzime firmy były droższe, ale między Norwegią a Szwecją jest w sportach zimowych wielka rywalizacja. Trzeci szok: szwedzki wykonawca zlecił budowę głównych konstrukcji stalowych Polakom. Oliwy do ognia dolała publiczna telewizja NRK, która ogłosiła: "Polacy budują nasz narodowy obiekt ze stali pochodzącej ze złomowanych kuchenek i lodówek". - Nie mieliśmy dobrej prasy - przyznaje Izbiński. Tylko dziennik "Verdens Gang" uspokajał, że polska firma ma już renomę, a stal będzie sprowadzana z Finlandii.

To prawda, że w Polsce pozyskuje się stal, przetapiając złom. W Norwegii jest to nie do pomyślenia, bo tam są rudy żelaza. - Trzeba jednak pamiętać, że taka stal przechodzi badania, musi uzyskać certyfikaty. To bardzo dobry materiał, a Norwegii mógł przeszkadzać co najwyżej efekt psychologiczny - mówią przedstawiciele spółki Janson. Ale i tak stal na skocznię, która musiała spełniać wyjątkowo wysokie wymagania, dostarczyła fińska firma.

Produkcja rozpoczęła się dokładnie rok temu. Blacha przyjechała z Finlandii tirami. Wraz z nią rysunki techniczne, które wskazywały, jak należy ją ciąć, gdzie spawać, by powstał odpowiedni kształt. Stalowe belki łączy się potem w sekcje - kilkumetrowe elementy. Pojedyncza belka w gotowej konstrukcji skoczni wygląda jak zapałka. Naprawdę ma w przekroju prostokąt o wymiarach 50 na 60 cm.

- Jeszcze w Radomsku musieliśmy konstrukcję złożyć. Może nie zmontowaliśmy całej skoczni, ale łączyliśmy elementy, które w sumie przekraczały 60 m długości - mówi Robert Kopka, dyrektor wytwórni.

Do transportu wszystkie kawałki trzeba było rozłożyć niemal do pojedynczych belek. W listopadzie ubiegłego roku pojechały do Norwegii i tam były montowane przez cztery dźwigi.

Był dreszczyk emocji, czy wszystko "się zejdzie". Ale kiedy inżynierowie w kilkudziesięciu punktach skoczni porównali odchylenia od teoretycznego modelu w komputerze, okazało się, że największy nie przekroczył 20 mm! - Było nam bardzo miło, gdy na uroczystym otwarciu, w obecności króla Norwegii, my, Polacy, słyszeliśmy zewsząd: "good job" - wspomina dyrektor Kopka.

Skocznia budowana była na mistrzostwa świata w skokach narciarskich, które odbędą się w Oslo w 2011 r. Do tego czasu zostanie dopieszczona: dojdą ozdoby i mała architektura. Do użytku oddano ją już jednak w lutym, a tydzień temu odbyły się pierwsze historyczne zawody. Małysz zdobył drugie miejsce, pierwszy był Simon Ammann.

- Czy w Holmenkollen mamy naszą małą tajemnicę, na przykład napis: "Małysz Król" na spodzie konstrukcji? - pytamy pracowników Jansona. - Nic z tego - mówi Izbiński. Wymogi dotyczące korozji są tak ściśle określone, że nie można wprowadzać nawet obcych farb czy mazaków.

Adam Małysz zresztą radomszczan trochę rozczarował. Bardzo chcieli go zapytać, czy podczas zjazdu czuł polską rękę. Ale nawet nie znalazł chwili, by dać im autograf.

Ile Janson zarobił na zleceniu od Szwedów, tego spółka nie zdradza. Przyznaje tylko, że rozliczała się za kilogram dostarczonej konstrukcji, a zagraniczne kontrakty są opłacalne. - Ale najważniejsze, że taka znana inwestycja otwiera nam drzwi - mówi dyrektor. I zdradza, że Szwedzi mają szanse wygrać wykonawstwo kolejnego spektakularnego obiektu sportowego. A już zapowiedzieli, że znów chcą współpracować z wytwórnią z Radomska.





Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów