Bóg spojrzał na ziemię i zobaczył, że źle się dzieje. Wezwał Noego. I powiedział: Zbuduj arkę z drzewa cedrowego. Za sześć tygodni ześlę wielki deszcz.
Kiedy zaczęło padać, Noe siedział i płakał, bo nie miał arki.
Bóg zapytał: Dlaczego nie spełniłeś mojego rozkazu?
Noe odpowiedział: Panie, coś mi uczynił? Jako pierwsze musiałem złożyć podanie o budowę. W urzędzie myśleli, że chcę budować stajnie dla baranów. Potem nie podobała im się architektura - za wymyślna dla baranów, a w budowę statku na lądzie nie chcieli wierzyć. Po przedłożeniu nowych planów dostałem znów odmowę, bo budowa stoczni na terenie zamieszkanym jest niedozwolona. A poza tym w planach nie są uwzględnione systemy do gaszenia w czasie pożaru. Na moją uwagę, że będę przecież otoczony wodą, przysłali mi psychiatrę z powiatu.
Żart z internetu? Wolne żarty. Realne życie przedsiębiorcy w Polsce potrafi być równie groteskowe.
Jesień 2007 r. Pan Andrzej sprowadził się właśnie do stolicy. Wynajął mieszkanie. W jednym pokoju chciał prowadzić małą firmę wydawniczą. Praktycznie komputer i telefon. Chciał też zawiesić tabliczkę z nazwą firmy na bloku.
Prowadzeniem działalności gospodarczej w mieszkaniach zajmuje się miejski wydział architektury. Najpierw panu Andrzejowi pokazano kilkustronicowy druk do wypełnienia, gdzie miał opisać przebudowę mieszkania (plan, materiały itp.), i dołączyć załączniki (m.in. wycinek topograficznego planu ulicy, do zdobycia tylko w jednym z urzędów miejskich). Plus podanie.
Kiedy pan Andrzej nieśmiało zaczął protestować, że nie zamierza nic budować, przerabiać ani wprowadzać maszyn, urzędnicy pokiwali głowami, ale pozostali niewzruszeni. Druk trzeba wypełnić. Wszystkie rubryki. Dostarczyć plany i załączniki. Czas oczekiwania na decyzję? Minimum 9-12 miesięcy.
Pan Andrzej się nie załamał. Przecież premier Donald Tusk, obejmując władzę, zapewniał, że przedsiębiorcom będzie lepiej. Postanowił na zmiany poczekać.
ZOBACZ niechlubne TOP20 bubli prawnych i przyślij swojego Licencje na zawołanie W Polsce każda ekipa obejmująca rządy na hasło "biurokracja" pręży muskuły i prezentuje cały arsenał gombrowiczowskich min. Własne programy do walki z tą plagą mieli: Leszek Balcerowicz, Jerzy Hausner, Kazimierz Marcinkiewicz, Jarosław Kaczyński.
Obecny rząd też walczy. Ma nawet trzy ośrodki do obcinania głów biurokratycznej hydrze. Pierwszy w Ministerstwie Gospodarki. Drugi w sejmowej komisji "Przyjazne państwo". Trzeci się właśnie tworzy w kancelarii premiera.
- Wygląda to tak, jakby biurokrację chciano zwalczać biurokracją, tworząc kolejne sztaby urzędników do jej zwalczania - dziwi się Andrzej Malinowski, szef Konfederacji Pracodawców Polskich (zrzesza 6 tys. firm zatrudniających 2 mln osób). I dodaje. - Były zapowiedzi zniesienia numerów REGON, ulg dla niewielkich firm rodzinnych, likwidacji pozwoleń na budowę. Nic nie wyszło. Słyszę za to, że będą większe kontrole. A to firm leasingowych, a to spółek paliwowych. Co się dzieje w tym kraju? Miało być przecież inaczej. A nie jest. A co jest?
Licencji, zezwoleń, pozwoleń, których urzędnicy mogą żądać od przedsiębiorców, mamy już blisko 700 - dwa razy więcej niż 20 lat wcześniej. W 1989 r. tzw. dopuszczeń do wykonywania danego zawodu było 100. Teraz jest 140.
Polska zajmuje 140. miejsce na 170 sklasyfikowanych państw pod względem liczby barier podatkowych związanych z prowadzeniem firm (raport OECD). Wykonanie czysto biurokratycznych przepisów zawartych tylko w ustawie o VAT kosztuje przedsiębiorców 35 mld zł rocznie!
Wielkiego pecha ma właściciel firmy, który musi iść do polskiego sądu. Z najnowszego raportu Banku Światowego wynika, że dochodzenie należności trwa tam 830 dni. Trzy razy dłużej niż na Węgrzech czy w Mołdawii. Zabiegi o zwrot pieniędzy wymagają od przedsiębiorcy średnio aż 38 procedur (złożenie pozwu, dodatkowe pisma procesowe, egzekucja, wydanie itp.). To prawie dwa razy więcej niż w Irlandii (20). I biją po kieszeni. Aby odzyskać 100 zł należności, trzeba wcześniej wydać 12 zł na prawników czy ekspertyzy.
Bubli prawnych, zamiast ubywać, przybywa. Od dwóch lat "Gazeta" prowadzi z nimi walkę i zbiera je na stronie www.bubleprawne.org. Czytelnicy wysłali nam aż 10 tys. propozycji legislacyjnych absurdów!
Komisja mało przyjazna Gdy dwa lata temu startowała komisja "Przyjazne państwo", jej szef Janusz Palikot w wywiadzie dla "Gazety" mówił: - Zadaję sobie pytanie: Kto i dlaczego uchwalił tyle idiotycznych przepisów w Polsce? Jak posłowie w wolnym kraju mogli tworzyć absurdy, z którymi na co dzień mają do czynienia? Przecież sami budują domy, rejestrują auta, ich dzieci zdają egzamin na prawo jazdy. Dlaczego ci ludzie zostali wybrani?