W sobotę zaczął się trzydniowy strajk zorganizowany przez związek zawodowy Unite skupiający 12 tys. pracowników personelu pokładowego British Airways. Związkowcy sprzeciwiają się zamrożeniu pensji i zmianom warunków
pracy. Dzięki tym zmianom zarząd chce zaoszczędzić około 62,5 mln funtów. A jest przyparty do muru, bo od marca do grudnia 2009 r. przewoźnik stracił aż 245 mln funtów.
Analitycy zwracają uwagę, że strajk powoduje błędne koło. Jeśli związki nie dogadają się z władzami firmy, to już w przyszłą sobotę wybuchnie kolejny czterodniowy protest. Wtedy zdaniem ekspertów w sumie strajk może kosztować nawet więcej niż planowane oszczędności, o które idzie spór.
Trzydniowy protest już spowodował poważne komplikacje dla tysięcy pasażerów brytyjskiego przewoźnika, także tych lecących z Polski. Odwołano nawet tysiąc połączeń. Wielu pasażerów musiało zmienić plany podróży. BA porozumiało się z blisko 60 przewoźnikami m.in. z LOT-em, którzy zapewnili alternatywne połączenia klientom brytyjskiego przewoźnika.
Jakie efekty przyniósł strajk? Ocena zależy od punktu widzenia. - Obiecaliśmy, że BA będzie latało i dokładnie to zrobiliśmy - powiedział w niedzielę w nagranym filmie szef BA Willie Walsh. Ogłosił, że w ciągu weekendu przewoźnikowi udało się uruchomić co najmniej 26 z odwołanych wcześniej lotów, bo część pracowników przyszła jednak do pracy. Według przewoźnika w niedzielę na lotnisku Gatwick stawiło się aż 97 proc. pracowników i ponad połowa na Heathrow.
Innego zdania są przedstawiciele związku Unite, których zdaniem do pracy przyszła tylko jedna piąta pracowników. - Wbrew temu, co mówią władze firmy o załamującym się proteście, tylko pięć załóg pokładowych złamało strajk, 80 poszło na chorobowe - powiedział Tony Woodley, szef Unite.
Związek oskarżył zarząd, że przywracając loty, tylko stracił pieniądze, bo pasażerowie już wcześniej znaleźli sobie inny środek transportu. - BA traci setki tysięcy funtów, ilekroć startuje jeden z tych samolotów, to dużo jak na propagandowy gest - powiedział gazecie "Daily Telegraph" rzecznik związku. - Uważamy, że te samoloty latają prawie puste. BA puszcza loty duchy w świat, by zrobić pozytywne wrażenie - dodał.
Czy jest jeszcze szansa na porozumienie? Brytyjczycy mają dość strajku. W sondażu dla
radia BBC 60 proc. uznało strajk za "nieuzasadniony", a tylko 25 proc. pytanych poparło w strajku pracowników linii. - Jest oczywiste, że strajk nie jest w niczyim interesie. Musimy wynegocjować porozumienie - powiedział Woodley. Do porozumienia wezwał też obie strony brytyjski premier Gordon Brown.
Dla pasażerów linii lotniczych w Europie strajk w BA to dopiero początek. Od 28 do 31 marca strajk planuje personel pokładowy Air France (o ile nie dogada się z zarządem w sprawie warunków pracy). Związek zawodowy pilotów Lufthansy grozi z kolei czterodniowym strajkiem od 13 kwietnia.