Naukowcy z Oksfordu uważają, że dane o światowych rezerwach ropy zostały sztucznie zawyżone w latach 80. przez kraje członkowskie OPEC, które walczyły w tym okresie o większe udziały w światowym rynku.
Według brytyjskich naukowców rzeczywisty poziom konwencjonalnych rezerw ropy to nie, jak się obecnie uważa, 1,15-1,35 bln baryłek, ale co najwyżej 850-900 mld. Według Kinga, którego cytuje brytyjski "Daily Telegraph", oznacza to, że już w 2014 r. popyt na ropę może przekroczyć podaż. Zdaniem naukowców od dawna wiedzą o tym najważniejsze instytucje takie jak Międzynarodowa Agencja ds. Energii czy koncern British Petroleum, jednak nie biorą tego czynnika pod uwagę w swojej bieżącej polityce. "Niezbędne jest przeprowadzenie śledztwa w sprawie wykrycia źródła tego błędu, który jest dobrze znany, nie jest jednak brany pod uwagę z uwagi na drażliwość tematu" - czytamy w raporcie brytyjskich naukowców. Dodają oni, że do danych na temat rezerw doliczane są też źródła ropy wytwarzanej z piasku bitumicznego, której wydobycie jest jednak znacznie trudniejsze i droższe. Co więcej, może się okazać, że z ekonomicznego punktu widzenia wydobywanie takiej ropy nigdy nie okaże się opłacalne.
- To bardzo ważne, aby dokładnie stwierdzić, ile rezerw ropy mamy, ponieważ jeśli te szacunki się sprawdzą, może się okazać, że już w latach 2014-15 ilość wydobywanej ropy może być znacznie mniejsza od popytu na nią - mówi David King, dodając, że może to doprowadzić do znacznej podwyżki cen. Dziwi się też rządom zachodnich państw, które nie traktują tego problemu poważnie, w sytuacji gdy np.
Chiny starają się przejmować tak dużo źródeł energii, jak to tylko możliwe.
Zdaniem dr. Olivera Inderwildi, który napisał raport razem z Davidem Kingiem, kluczem do rozwiązania problemu jest zwiększenie efektywności w korzystaniu z pozostałych zasobów ropy. - Wiara w to, że alternatywy takie jak biopaliwa mogą złagodzić braki w dostawach ropy, to naiwność - uważa.
