To inwestycje w budowę "twardej" infrastruktury - dróg, linii kolejowych i sieci internetowej - powinny być priorytetem w nowej unijnej strategii gospodarczej, roboczo zwanej "Europa 2020" - przekonuje premier Donald Tusk w specjalnym liście do szefów Rady Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej oraz do premiera Hiszpanii (bo to Hiszpanie w tym półroczu przewodniczą Unii). Z listu, którego kopię otrzymała "Gazeta", wynika, że badania naukowe i inwestycje w wiedzę są też ważne, ale znajdują się jednak na drugim planie.
- Podstawą sprawnie funkcjonującej gospodarki rynkowej jest dobrze rozwinięta infrastruktura. Istniejące na europejskim rynku wąskie gardła hamują
wzrost gospodarczy i blokują potencjał 500 mln obywateli. Z tego względu kluczowe wydaje się uwzględnienie w strategii pt. "Europa 2020" wskaźnika infrastruktury - przekonuje Tusk.
- Można odnieść wrażenie, że premier nadrabia zaległości powstałe na etapie tworzenia strategii "Europa 2020". Wiadomo, że wersja przygotowana przez Komisję Europejską mówi innym, niż nasz językiem - słowa Tuska komentuje Paweł Świeboda, szef think-tanku demosEuropa. - Równie istotne jak to, co premier mówi, jest to, czego nie mówi - ledwie wzmiankuje o gospodarce opartej na wiedzy i innowacjach. Pomija milczeniem budowę gospodarki o niskiej emisji CO2.
Rząd ma jednak nadzieję, że polska koncepcja strategii gospodarczej dla UE zyska poparcie innych rządów. - Wszystkie kraje naszego regionu są z nami. Poparli nas także Włosi i Portugalczycy - zapewnia Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych, w rządzie odpowiedzialny za sprawy europejskie. - Premier Tusk ewidentnie mówi w imieniu regionu i nowych krajów Unii. Wie, że za rok, gdy zacznie się rozmowa o pieniądzach [z nowego
budżetu UE], odwołań do strategii "Europa 2020" będzie bardzo wiele i kolosalne znaczenie ma, co zostanie w niej zapisane - potwierdza Świeboda.
Ale już w Brukseli do listu Tuska podchodzi się dość sceptycznie. - Ten list będzie elementem debaty na temat strategii - mówi jeden z rzeczników KE Amadeu Altafaj Tardio. Polskie propozycje nie wywołują w Brukseli wielkiego poruszenia, bo - jak mówi wysoki urzędnik KE - główna walka o strategię "Europa 2020" już się rozegrała. Oczywiście - jak przekonują urzędnicy - na forum Komisji.
- To oczywiste, że nowe kraje UE muszą nadal nadrabiać dystans do starej Europy np. w sprawie infrastruktury, i dlatego nie trzeba rozpisywać się na ten temat w strategii. On jest formą mobilizacji politycznej do realizacji celów nieoczywistych bądź zaniedbywanych - mówi Fabian Zuleeg z brukselskiego European Policy Centre. - Nie można mieć pretensji, że strategia [w wersji Komisji] przewiduje wydatki na rozwój naukowy, a nie na wodociągi. To trudne, ale nowa Europa musi wyrównywać zapóźnienia, a zarazem uczestniczyć w budowie innowacyjnej gospodarki.
W Brukseli coraz powszechniejsze staje się przekonanie, że prawdziwa bitwa o pieniądze zacznie się w 2011 r., a strategia nie będzie miała na nią wielkiego wpływu. - Kraje UE będą teraz dopisywać do tekstu swe kolejne poprawki, jak pomóc Afryce czy może Antarktydzie. Dokument zacznie wkrótce przypominać unijną choinkę, co znaczy, że zupełnie straci znaczenie - ironizuje jeden z eurokratów.
Na niekorzyść propozycji polskiego premiera działa także jedna z jego propozycji przedstawionych w liście: Tusk zasugerował, by dodatkowym źródłem finansowania unijnych inwestycji były pieniądze zebrane na światowym rynku kapitałowym.
- To nienowy pomysł. Dyskutuje się głównie o możliwości emisji
euroobligacji. Jednak już teraz wiadomo, że kilka krajów, z Niemcami włącznie, jest przeciw i nie zmienią opinii w bliskiej przyszłości - mówi Zuleeg.
