-
Ateny mogą potrzebować pieniędzy pod koniec kwietnia lub w maju. Zdaniem kanclerz Merkel byłoby błędem sygnalizować pomoc już teraz - mówi nam niemiecki dyplomata.
Szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso publicznie wzywa tymczasem kraje UE, aby już na rozpoczynającym się jutro szczycie UE uzgodniły pomoc finansową dla Aten, choć - wbrew sugestiom jego pomocników - w tej sprawie nie ma nawet poparcia całej Komisji. Z kolei
Berlin jest zdecydowany na odwleczenie decyzji o pomocy o cztery-sześć tygodni, stawia coraz to nowe warunki oraz sugeruje, że część kredytu dla Grecji powinien wziąć nas siebie Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
- Może to źle, że dyskutujemy za pośrednictwem mediów, ale przecież tę grę rozpoczęli
Niemcy. To niemiecki minister finansów zaczął drukować kontrowersyjne artykuły o wyrzucaniu maruderów ze
strefy euro - mówi jeden z urzędników Komisji.
Od czasu lutowego szczytu UE, kiedy rynki finansowe uspokoiły się po nieformalnych zapewnieniach o pomocy dla Grecji ze strony Paryża i Berlina, ta francusko-niemiecka koalicja bardzo osłabła, a Francuzi już niemal nie skrywają publicznie różnicy poglądów z Niemcami. Pospołu z Barrosem, Hiszpanami i Włochami zamierzają naciskać na kanclerz Angelę Merkel na spotkaniu przywódców krajów strefy euro przed szczytem UE.
-
Grecja na razie nie potrzebuje pieniędzy - mówi nam jednak wysoki niemiecki dyplomata w Brukseli, choć część ekspertów twierdzi, że Ateny muszą szybko znaleźć ok. 20 mld euro. Jednak źródła rządowe w Berlinie przekonywały wczoraj media, że nim do kieszeni sięgną kraje euro (po pożyczki dwustronne koordynowane przez Brukselę), Grecja powinna wyczerpać wszystkie możliwość zapożyczenia się na wolnym rynku.
Innym warunkiem Berlina miałoby być wszczęcie w Brukseli poważnej dyskusji o koordynacji polityki gospodarczej w strefie euro i nadzorze nad urzędami statystycznymi krajów z kłopotami, aby nie manipulowały danymi, jak do niedawna Grecy. - Przypadek Grecji to świetne ostrzeżenie dla innych krajów UE. To nie może się powtórzyć - mówi unijny dyplomata.
Rząd Niemiec - które musiałby wziąć na siebie nawet 30 proc. pomocy dla Aten - żąda też podobno obietnic kolejnych reform w Grecji i chce ujrzeć pierwsze efekty tych zmian, które zapowiedział już rząd Jeoriosa Papandreu. Merkel ma też problem, aby przekonać koalicjantów rządowych z FDP do szybkiego uruchomienia planu pomocy dla Aten. - Po co się spieszyć? Pomoc może okazać się w ogóle niepotrzebna - mówił wczoraj koalicyjny szef MSZ Guido Westerwelle.
Inni niemieccy politycy spekulują, że Grecja miałaby dostać od krajów euro kredyty co najwyżej w wysokości 10-12 mld euro, czyli dwa razy mniej, niż domaga się w zakulisowych negocjacjach. Berlin boi się, że jeśli Ateny zbyt gładko wyjdą z opałów, zachęci to inne kraje UE do lekceważenia dyscypliny budżetowej.
