Grecja chwieje się, ale się nie poddaje. Koszt ubezpieczenia się od ryzyka upadłości Grecji jest obecnie ponadtrzykrotnie wyższy niż w przypadku Polski i ponadjedenastokrotnie wyższy niż dla Niemiec, ale też uległ w ostatnich tygodniach pewnemu obniżeniu. Główną troską największych państw strefy euro nie jest zapewne los samej Grecji, gdyż dominuje przekonanie, że zasługuje ona na jak najdotkliwszą karę za poważne błędy w polityce gospodarczej i manipulowanie danymi statystycznymi.
Globalny kryzys dość łagodnie obszedł się z grecką gospodarką, która w ubiegłym roku skurczyła się tylko o około 1 proc., gdy w całej strefie euro spadek PKB był zbliżony do 4 proc. Drastycznego pogorszenia sytuacji fiskalnej Grecji (wzrost deficytu finansów publicznych do blisko 13 proc. PKB i długu - do ponad 113 proc. PKB) nie da się więc zrzucić na karb globalnych zawirowań ani też przypisać działaniom międzynarodowych spekulantów. Grecy sami są sobie winni, ale przywódcy strefy euro nie chcą dopuścić do bankructwa tego kraju, gdyż obawiają się zagrożeń dla stabilności całego obszaru wspólnej waluty i wiarygodności każdego z jego członków.
Grecka choroba mogłaby rozprzestrzenić się na inne najsłabsze ogniwa strefy euro, zwłaszcza na Portugalię, Hiszpanię, Irlandię i Włochy. Upadłość Grecji uderzyłaby także silnie w instytucje finansowe Niemiec, Francji i innych krajów, które mają dziesiątki miliardów euro należności od greckich dłużników (w tym papiery skarbowe greckiego rządu). Jak na razie wciąż jeszcze jest nadzieja, że działania rządu w celu ograniczenia deficytu fiskalnego (do 8,7 proc. PKB w tym roku) oraz dość mgliste obietnice pomocy ze strony partnerów z UE pozwolą Grecji utrzymać dostęp do finansowania rynkowego i przetrwać najbliższe dwa miesiące, kiedy to musi zdobyć na obsługę długów około 20 mld euro.
UE niby chce, ale nie wie, jak pomóc Nie ma jednak żadnej gwarancji, że środki te uda się zdobyć, dlatego konieczny jest plan awaryjny, nad którym debatowali niedawno unijni ministrowie finansów. Z oficjalnego komunikatu wynikało, że osiągnięto porozumienie co do źródeł i formy pomocy dla Grecji, ale wkrótce potem okazało się, że wciąż istnieją poważne rozbieżności.
Główną przeszkodą dla udzielenia Grecji wsparcia przez unijnych partnerów są obawy o stworzenie precedensu, że kraj niepilnujący porządku w finansach publicznych i łamiący unijne reguły może liczyć na solidarną pomoc UE. Aby uniknąć takich sytuacji, w unijnych przepisach świadomie wykluczono możliwość udzielania specjalnych pożyczek krajom strefy euro i zapisano coś na kształt formuły "za długi mojego partnera nie odpowiadam". Nawet więc gdyby kraje UE zdecydowały się na pomoc dla Grecji i przełamały wszelkie opory natury politycznej i ekonomicznej, to trzeba byłoby jeszcze znaleźć właściwą podstawę prawną. Jedyną realną opcją są poszukiwania rozwiązań w ramach obowiązujących przepisów, bo próba dalszej modyfikacji traktatu lizbońskiego byłaby zbyt ryzykowna i czasochłonna.
Jednym z takich rozwiązań mogłaby być korzystna dla Grecji interpretacja postanowień art. 122 traktatu o funkcjonowaniu UE, który mówi o możliwości udzielenia pomocy krajom członkowskim zagrożonym poważnymi trudnościami wskutek klęsk żywiołowych lub innych nadzwyczajnych zdarzeń pozostających poza ich kontrolą. Istnieje jednak ryzyko, że przypisanie problemów Grecji globalnemu kryzysowi, a nie jej własnym błędom, mogłoby wywołać sprzeciw nie tylko wielu polityków, ale i ekspertów prawnych. Dlatego też za najbardziej prawdopodobną formę pomocy UE dla Grecji przyjmuje się obecnie pożyczki dwustronne - skoordynowane w ramach strefy euro, ale formalnie udzielane na zasadzie dobrowolności.
Europejski Fundusz Walutowy - może kiedyś... Przypadek Grecji pokazuje, że członkowie strefy euro nie wiedzą nie tylko, czy i jak pomóc temu krajowi, ale też, czy do reguł rządzących tą strefą należy na trwałe wpisać mechanizm wzajemnej pomocy finansowej. Przeciwnicy mówią, że oznaczałoby to przekształcenie strefy euro w coś na kształt "unii transferowej", w której bogatsi członkowie wspierają biedniejszych, i w której de facto przestaje działać dyscyplina rynkowa.
Stosunkowo najwięcej uwagi skupiła ostatnio zgłoszona przez niemieckiego ministra finansów Wolfganga Schäublego propozycja utworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego (EFW). Pozwalałby on unikać ryzyka niewypłacalności krajom strefy euro uzdrawiającym swe finanse publiczne. Dostęp do jego środków byłby uzależniony od realizacji programu reform zaakceptowanego przez eurogrupę i Europejski Bank Centralny, a pożyczki byłyby na tyle drogie, by nie opłacało się po nie sięgać bez absolutnej potrzeby. EFW pozwoliłby krajom strefy euro uniknąć potrzeby udawania się po pomoc do Międzynarodowego Funduszu Walutowego, co budzi sprzeciw ze względów prestiżowych i politycznych.
Niemiecki minister finansów podkreśla potrzebę wzmocnienia sankcji skłaniających do utrzymywania dyscypliny fiskalnej. Oprócz bardziej zdecydowanego nakładania kar przewidzianych w ramach unijnego paktu stabilności i wzrostu proponuje się też niemal automatyczne wstrzymywanie dostępu do środków z funduszu spójności oraz zawieszanie prawa głosu krajów łamiących ustalone reguły, a nawet możliwość pozbawienia członkostwa w strefie euro. Bardzo niewiele mówi się natomiast, skąd EFW miałby pieniądze. Nie do końca wiadomo też, czy obejmowałby tylko kraje strefy euro i jeśli tak, to co miałoby uzasadniać takie pogłębianie podziałów w UE.
W kwestii źródeł finansowania EFW można się tylko powołać na pomysły ekspertów ekonomicznych (D. Gross i T. Mayer), którzy pierwsi zgłosili propozycję utworzenia takiego funduszu, docelowo finansowanego z kar nakładanych na wszystkie kraje przekraczające dopuszczalne progi deficytu i długu publicznego (czyli 3 proc. i 60 proc. PKB). W początkowym okresie musiałby jednak korzystać z pożyczek na rynkach finansowych.
Stanowisko innych krajów strefy euro jest jak dotąd dużo mniej entuzjastyczne niż Niemiec i można przypuszczać, że dużo czasu jeszcze upłynie, nim propozycja utworzenia EFW nabierze konkretnych kształtów. Jest też całkiem prawdopodobne, że EFW nigdy nie powstanie jako odrębna instytucja, natomiast krajom strefy euro stworzona zostanie co najwyżej możliwość korzystania ze wsparcia na zasadach zbliżonych do tych, jakie obowiązują obecnie dla krajów spoza tej strefy.
Polska zajęła jak na razie pragmatyczne stanowisko w sprawie EFW, twierdząc, że nie zamierza przeszkadzać krajom strefy euro w rozwiązywaniu ich własnych problemów, ale też podkreślając, że nie dostrzegamy większych przeszkód, aby kraje te korzystały też z pomocy MFW. Trzeba jednak pamiętać, że Polska też zmierza do strefy euro, więc powinniśmy uczestniczyć w wypracowywaniu rozwiązań, które kiedyś będą i nas dotyczyć.
...za to MFW jest tu i teraz Jak zatem pomóc Grecji, skoro droga do utworzenia EFW jest jeszcze bardzo daleka i mglista? Jeśli pominąć dość egzotyczne pomysły sprzedaży przez Grecję kilku wysp lub zabytków czy też szybkiego porzucenia euro, to wciąż najlepszym rozwiązaniem wydaje się przezwyciężenie trudności bez pomocy finansowej z zewnątrz, bo umocniłoby to wiarygodność wspólnej waluty. Ale do tego niezbędna jest pełna determinacja władz Grecji we wdrażaniu programu oszczędnościowego i zdolność do opanowania protestów społecznych oraz utrzymanie przekonania wśród uczestników rynku, że w razie jakiegoś "nieszczęścia" pomoc zewnętrzna jednak nadejdzie.
Gdyby pojawiła się taka konieczność, to uważam, że grecki rząd powinien zwrócić się przede wszystkim do MFW. W ten sposób uzyskałby szybką i fachową pomoc bez potrzeby łamania czy naginania przepisów unijnego prawa. Do przezwyciężenia pozostałyby opory natury polityczno-prestiżowej, ale z ostatnich doniesień medialnych wynika, że wiele krajów UE (w tym i
Niemcy) coraz bardziej skłania się do takiego rozwiązania. Silny sprzeciw zgłasza podobno jeszcze
Francja, ale trzeba mieć nadzieję, że nie wynika to głównie z tego, że obecny szef MFW jest potencjalnym kandydatem na prezydenta tego kraju. Nie ma też chyba istotnych przeszkód, aby warunki wsparcia od MFW uzgadniać nie tylko z rządem Grecji, ale też z ekspertami Komisji Europejskiej i EBC (podobny mechanizm działa już w przypadku programów wsparcia dla Węgier, Łotwy i Rumunii). Gdyby zaś kraje strefy euro zdecydowały się na udzielenie Grecji dobrowolnego wsparcia, to takie środki z łatwością można by połączyć z pomocą od MFW.
Dość trudno jest przewidzieć finał tej sprawy. Nie można jednak wykluczyć, że nawet jeśli Grecja nie poradzi sobie sama z problemami, to ostatecznie przeważy niechęć przed oddawaniem jej spraw w ręce MFW, często oskarżanego w Europie o zbytnie uleganie wpływom
USA. Wówczas jednak kraje strefy euro będą musiały nagiąć swoje zasady i udzielić Grecji dobrowolnej, ale też odpowiednio skoordynowanej pomocy dwustronnej. Pytanie, czy takie rozwiązanie przypadnie do gustu podatnikom z tych krajów.
*Wiesław Szczuka jest doradcą zarządu BRE Bank SA