Skrót BIP jest paskudny, ale brzmi jeszcze paskudniej, kiedy się go rozwinie w Biuletyn Informacji Publicznej. Brzmi to jak wzdęcie albo nazwa strasznej choroby administracyjno-biurokratycznej. To jak wobec tego przekazać, że BIP-y są dla normalnych ludzi ważne? Bo zdaniem Szymona Osowskiego z Pozarządowego Centrum Dostępu do Informacji Publicznej są ważne.
wyborcza.biz: Po co są BIP-y? Szymon Osowski: Po to, aby nie trzeba było chodzić do urzędu, stać w kolejkach, czekać godzinami, żebrać o uwagę urzędnika, żeby coś wytłumaczył.
Wystarczy komputer podłączony do internetu i można np. sprawdzić, jak załatwić rejestrację samochodu w urzędzie i jakie dokumenty trzeba ze sobą wziąć. Rada gminy podejmuje decyzję o zmianie strefy parkowania. Prezydent zawiesza działanie strefy na jaki okres? Wchodzi się na stronę i można zobaczyć, jak ona wygląda. Rodzic chce się dowiedzieć, na co
szkoła jego dziecka wydaje pieniądze. Zagląda na stronę BIP szkoły i widzi, jak wygląda jej plan finansowy. Proste rzeczy, a ułatwiające życie.
Ile urzędów powinno prowadzić BIP-y, a nie prowadzi? - Ok. 80 tys. urzędów, szkół, przedszkoli, teatrów, organizacji pozarządowych, które korzystają ze środków publicznych.
A ile ma? - Ok. 9 tys. Głównie gminy, urzędy centralne etc. Reszta, zwłaszcza szkoły, nawet nie wie, że ma taki obowiązek. Część też boi się kosztów. Trzeba założyć stronę, aktualizować ją itp. Wiele osób to przeraża.
Jaka kara grozi za nieposiadanie BIP-a? - Nic nie grozi. Owszem, MSWiA od kilku miesięcy przygotowuje nowelizację ustawy o dostępie do informacji publicznej. Resort chce wprowadzić kary za brak BIP-a oraz za jego niedbałe prowadzenie w sensie nieaktualizowanie, niezamieszczenie istotnych informacji itd. Jakie będą jednak kary, ministerstwo nie wie. Pytało nas o zdanie jako stronę społeczną, ale trudno określić, jakie rzeczywiście miałyby być to sankcje.
Jakich informacji nie chcą udzielać urzędy? - Niewygodnych. Spotkaliśmy się na przykład z blokowaniem dostępu do decyzji w inwestycjach budowlanych. Mieszkańcy miejscowości turystycznych chcieli zobaczyć jak wyglądało postępowanie administracyjne i jakie rzeczywiście decyzje zapadły, ponieważ powstające budynki niszczyły walory krajobrazowe.
Częstym przypadkiem trudności w dostępie do informacji są spółki gminne, które wykonują zadania publiczne, i mieszkańcy chcą wiedzieć, ile za to dostają pieniędzy, jak wygląda ich działanie. W tym roku bardzo dużo problemów było z dostępem do umów na odśnieżanie i faktur za odśnieżanie. Mieszkańcy chcieli zobaczyć, kto i za ile odśnieża.
Czy za udostępnienie informacji publicznych można brać pieniądze? - Z zasady nie, choć oczywiście zdarzają się takie spektakularne przypadki, że gmina za kilkaset stron ksero chce 1,5 czy 2 tys. zł. To jednak moim zdaniem jest sprzeczne z prawem. Urząd może pobrać opłatę za płytę CD. Jednak nie kilkadziesiąt złotych - realną kwotę. Może zażądać za pendrive'a 40 zł, ale już nie 150 zł.
