Ekonomiści oczekiwali, że po kiepskim wyniku ze stycznia (wzrost jedynie o 2,5 proc.) wzrost sprzedaży przyspieszył, choć raczej nie tryskali optymizmem. Średnia prognoz wynosiła ok. 3,8 proc.
Jednak nawet najwięksi pesymiści pomylili się - w lutym sprzedaż zwiększyła się jedynie o 0,1 proc. Gdy uwzględnić roczny wzrost cen o 2,9 proc., to okaże się, że realnie kupowaliśmy dużo mniej.
Teraz ekonomiści zastanawiają się, czy nasza gospodarka traci impet po doskonałym jak na warunki kryzysowe 2009 roku? Pesymizmu nie kryje Michał Dybuła, główny ekonomista
BNP Paribas. - To są strasznie słabe dane. Tłumaczyłbym je tym, że spadki zatrudnienia w całej gospodarce dopiero nabierają tempa. O ile sektor przedsiębiorstw wydaje się stabilny, to w innych sektorach skala spadku zatrudnienia będzie teraz przyspieszać - cytuje go Reuters.
Inni są zdania, że do sklepów mogliśmy chodzić mniej choćby ze względu na ostrą zimę - mróz i zaspy, które utrudniały poruszanie się. Stąd mógłby wynikać spadek sprzedaży w sklepach z żywnością o 4,9 proc. - Jedzenie kupujemy nie tylko w sklepach spożywczych. Sprzedaż żywności w sklepach niewyspecjalizowanych, czyli np. w supermarketach wzrosła o 11 proc. - mówiła na konferencji prasowej wiceprezes GUS Halina Dmochowska.
Warunki pogodowe i mniejsza liczba mieszkań oddawanych do użytku mogły zmniejszyć zainteresowanie meblami oraz sprzętem RTV i AGD - sprzedaż spadła o 14,7 proc.
O 12,8 proc. mniej kupiliśmy samochodów, ale wciąż rosła sprzedaż paliw (o 14,8 proc.), kosmetyków i farmaceutyków (o 15,7 proc.) i odzieży i obuwia (o 14,1 proc.).
Naszym wydatkom trudno rosnąć dynamicznie skoro sytuacja na rynku pracy wciąż nie poprawia się. W lutym stopa
bezrobocia wzrosła do 13 proc, z 12,7 proc. w styczniu. W pośredniakach zarejestrowanych było 2101 tys., o 49 tys. więcej niż w styczniu.
Co dalej z naszymi zakupami? - Nie należy snuć teraz zbyt pesymistycznych wizji. Wiosenna aura i bliskość świąt zwiększy skłonność gospodarstw domowych do zakupów - twierdzi Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ. Wskazują na to choćby badania koniunktury - w marcu w handlu po raz pierwszy od dłuższego czasu przeważali optymiści, oczekujący większej sprzedaży w przyszłości. Do ostrożnego optymizmu namawia też Halina Dmochowska. - Nastroje konsumentów poprawiają się, może niezbyt gwałtownie, ale systematycznie. Dynamika wynagrodzeń jest niska, jednak trzeba zwrócić uwagę na to, że znacznie szybciej rosną emerytury i renty - powiedziała wiceprezes GUS.
Ernest Pytlarczyk, ekonomista
BRE Banku, twierdzi, że sytuacja na rynku pracy będzie się stabilizować. Spadek zatrudnienia z miesiąca na miesiąc jest mniejszy. - Nasze pensje nie rosną tak szybko jak jeszcze parę miesięcy temu. Ale większa pewność zatrudnienia poprawi nastroje konsumentów - przewiduje Pytlarczyk.
Prawdopodobnie nie da się jednak uniknąć wyhamowania
wzrostu gospodarczego. Tym bardziej że aura spowodowała katastrofę w budownictwie - w styczniu sprzedaż w tej branży skurczyła się prawie o 15 proc, a w lutym - o 25 proc. Zdaniem Adama Czerniaka, ekonomisty Invest Banku, w I kwartale
PKB zwiększy się o 2,6 proc. wobec 3,1 proc. w końcówce 2009 r. Dariusz Winek sądzi, że będzie to 2,4-2,5 proc.
