Biznes Ludzie Pieniądze

Samorządy nie chcą płacić zwrotów za karty pojazdu

Ziemowit Nowak, Maciej Sierpień, Kielce
25.03.2010 , aktualizacja: 26.03.2010 09:49
A A A Drukuj
Samorządy liczą pieniądze, jakie po wyroku Trybunału Konstytucyjnego muszą zwrócić kierowcom za wydane przed laty karty pojazdów. Dla wielu starostw może to być poważny cios finansowy, więc wymyślają sposoby, jak sprawę odwlec
W piątek [19 marca] na temat zwrotu za karty pojazdu dyskutowali naczelnicy wszystkich powiatów województwa kieleckiego. I nie zmienią swojego postępowania - pieniędzy kierowcom nie oddają, czekając na wyroki sądów w każdej sprawie.

Podobnie jest w innych starostwach w Polsce, tylko z nielicznymi wyjątkami.

- Gdyby wszyscy, którzy w tamtym czasie rejestrowali pojazdy, wezwali nas do zapłaty za wydanie karty pojazdu, to musielibyśmy przeznaczyć na ten cel ponad 2 mln zł. Z własnej woli pieniędzy zwracać nie będziemy, choć wiemy, że odsyłanie do sądu, to jedynie odwlekanie tego, co nie uniknione - przyznaje Jerzy Filip, dyrektor wydziału komunikacji starostwa powiatowego w Legnicy.

Jednym z najbardziej "poszkodowanych" może być powiat ziemski kielecki, bo należy do największych w kraju, a jednocześnie ubogich. Jak wyliczyło starostwo kieleckie, gdyby po pieniądze zgłosili się wszyscy, w sumie może to kosztować urząd 9 mln zł. To więcej niż w Lublinie (7 mln zł) czy Katowicach (4,3 mln zł).

"Gazeta" w styczniu poinformowała wszystkich kierowców, że mogą odzyskać nienależnie pobrane od nich pieniądze za wydanie tzw. karty pojazdu. Chodzi o 425 zł, które - zdaniem Trybunału Konstytucyjnego - znacznie przewyższają koszty wytworzenia takiego dokumentu, więc urzędy muszą je oddać. Ale tylko niektóre robią to chętnie.

Najczęściej starostwa nie oddają pieniędzy od razu. - Nie odczuwamy jakiegoś wielkiego zainteresowania kierowaniem wniosków w tych sprawach. Dotychczas wypłynęły do nas chyba tylko trzy. My jednak odsyłamy kierowców do sądu - nie ukrywa Agnieszka Jankowska, dyrektor wydziału komunikacji starostwa powiatowego w Stargardzie Szczecińskim.

A starostwo kieleckie wymyśliło kolejny sposób, jak legalnie utrudnić kierowcom odzyskanie pieniędzy. Zaczęło "brakować", czyli niszczyć akta spraw sprzed 5 lat. Dotknęło to mieszkańca podkieleckiej miejscowości pana Krzysztofa. Ponad 5 lat temu zarejestrował w kieleckim starostwie w sumie pięć pojazdów. - Nie handlowałem autami zawodowo, ale jak była okazja, to kupowałem w Niemczech i przywoziłem samochód do Polski, bo na stałe pracowałem za Odrą. Trochę się zarobiło - opowiada pan Krzysztof.

Teraz chciał odzyskać pieniądze za wszystkie karty pojazdu, za które musiał zapłacić. - Kolega czyta "Gazetę Wyborczą" i znalazł informację. Powiedział mi o tym, nawet dał mi wzór wniosku z "Gazety" - mówi pan Krzysztof.

Ale w kieleckim starostwie czekało go zaskoczenie. - Dostałem pismo, że pieniędzy za volkswagena golfa nie oddadzą, bo nie ma dokumentacji. Sami ją zniszczyli - mówi.

Rzeczywiście, jak napisał Henryk Stróżecki, naczelnik wydziału komunikacji i transportu starostwa powiatowego w Kielcach, "akta przedmiotowego pojazdu zostały spisane na protokół zniszczenia w dniu 10.02.2010 r.", czyli pięć dni przed tym, kiedy pan Krzysztof złożył wniosek o zwrot 425 zł. "Z uwagi na brak dowodów w przedmiotowej sprawie, tj. akt pojazdu oraz dowodu wpłaty za rejestrację, nie ma możliwości dokonania szczegółowej analizy rejestracji przedmiotowego pojazdu", tłumaczy Stróżecki. A pan Krzysztof nie odnalazł dowodów wpłaty. - Kto by to trzymał przez pięć lat - mówi.

Nabywca auta pana Krzysztofa zarejestrował golfa w Hrubieszowie i tam są teraz aktualne akta. A dokumenty odnoszące się do rejestracji, która wyszła z obiegu można zniszczyć po 5 latach.

Ale przepisy dotyczące brakowania akt tylko zezwalają, ale nie nakazują automatycznego ich niszczenia. Wątpliwości ma Anna Smorąg, wicedyrektorka Archiwum Państwowego w Kielcach, do którego wydział komunikacji starostwa kieleckiego musiał się zwrócić z wnioskami o zgodę na niszczenie akt. - Akta mogą być niszczone, ale nie muszą. Jeżeli urzędnicy mają wiedzę, że mogą być jeszcze potrzebne obywatelowi, to sprawa jest wątpliwa - mówi Smorąg.

Starostwo w piśmie poucza pana Krzysztofa, że wciąż może próbować odzyskać pieniądze przez sąd administracyjny. - Ja się nie poddam - zapowiada nasz czytelnik.

Pieniądze mogą odzyskać kierowcy, którzy zapłacili 500 zł za kartę pojazdu między 21 sierpnia 2003 a 14 kwietnia 2006 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że rozporządzenie ministra infrastruktury o wysokości opłat za jej wydanie jest niezgodne z prawem. Po tej decyzji Trybunału opłata została obniżona do 75 zł.



Ile oddadzą za karty

Wiele samorządów wyliczyło już, ile musiałyby zwrócić pieniędzy za wydanie zbyt drogich kart pojazdów, gdyby zgłosili się po nie wszyscy.

- Lublin - zwrot pieniędzy może sięgać nawet 7 mln zł

- Rzeszów - 2,5 mln zł, za prawie 6 tys. wydanych kart

- Kraków - 12 mln zł, za 27 tys. kart

- Katowice - 4,3 mln zł, 10 tys. kart

- Poznań - 13 mln zł, 30 tys. kart

- Kielce - 4,5 mln zł

- Starostwo powiatowe w Kielcach - 9 mln





Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów