Gdy powstawały ponad dziesięć lat temu Specjalne Strefy Ekonomiczne, miały pomóc w przyciągnięciu inwestorów do tych miejsc w Polsce, które wówczas były zagrożone strukturalnym
bezrobociem i biedą. Głównym magnesem Stref były obowiązujące na ich terenie ulgi podatkowe, z dużym trudem obronione w negocjacjach z Brukselą (gdy
Polska wchodziła do Unii).
Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić, jaki jest bilans działania SSE. Na warsztat wzięła wycinek - lata 2006-08. I ze zdumieniem odkryła, że nikt - żaden resort ani instytucja centralna - nie próbował tego dokładnie policzyć.
Na pierwszy rzut oka efekty istnienia SSE są pozytywne. W latach 2006-08 utworzono w nich prawie 75 tys. nowych miejsc
pracy, dzięki 30,7 mld zł wniesionych inwestycji. Jednak nie wiadomo, z jakim ubytkiem dla
budżetu państwa wiązały się udzielone w SSE ulgi podatkowe, sprzedaż gruntów poniżej rynkowej wartości i dotacje dla inwestorów w Strefach. Wiadomo jedynie, że ulga w podatku CIT do końca 2007 r. wyniosła 4,2 mld zł. - Nie zbilansowano osiągniętych przez państwo korzyści (nowe miejsca pracy, wzrost podatków lokalnych) z poniesionymi kosztami, które w całości nie są znane - pisze NIK w raporcie pokontrolnym.
Izba zarzuca też, że Ministerstwo Gospodarki nie ma długofalowej koncepcji działania SSE, a wydłużenie ich istnienia do końca 2020 r. nie było poprzedzone analizami.
Jeszcze większe wątpliwości Izby wzbudziły zmiany obszarów Stref. Inspektorzy NIK zwrócili uwagę na to, że rząd decydował się na rozszerzenie jakiejś strefy (włączenie do niej nowych obszarów), choć SSE były zagospodarowane tylko w 70 proc. Innym zarzutem NIK-u jest to, że strefy rozszerzano o obszary, które nijak nie można nazwać "słabo rozwiniętymi" (a przecież podstawowym zadaniem SSE miało być pobudzanie gospodarcze regionów biednych).
Przykładowo, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną rozszerzono o obszary leżące w granicach Warszawy, a Wałbrzyską i Tarnobrzeską SSE poszerzono o działki we
Wrocławiu. Inwestorzy dostawali więc dwa prezenty w jednym - atrakcyjne grunty w metropolii i jeszcze ulgę podatkową. Dlaczego? Bo Ministerstwo Gospodarki (to z jego inicjatywy rząd podejmował decyzję o rozszerzeniu obszaru stref) działało pod dyktando inwestorów. - Przedsiębiorcy, wnioskując do spółki zarządzającej o objęcie strefą nowych obszarów, niejednokrotnie zastrzegali, że w przypadku odmowy uruchomią działalność poza Polską. Tego typu praktyki okazały się skuteczną formą nacisku, np. przy powiększeniu Kostrzyńsko-Słubickiej SSE o blisko 10 ha gruntu w Nowym Tomyślu oraz Pomorskiej SSE o 7,8 ha terenów prywatnych we Frydrychowie w gminie Kowalewo Pomorskie - stwierdza Izba w swoim raporcie.
W okresie objętym kontrolą NIK rząd aż 55 razy zmieniał granice SSE, w wyniku czego ich obszar powiększył się z 7,5 do 11,8 tys. hektarów.
