Załoga dysponuje 12 proc. akcji Energi, pozostała część należy do Skarbu Państwa. Ministerstwo Skarbu chce do końca czerwca sprzedać 85 proc. udziałów inwestorowi branżowemu. Wiele wskazuje na to, że zainteresowanym będzie państwowy gigant energetyczny -
Polska Grupa Energetyczna SA.
Już teraz w Gdańsku zaczął się ruch na rynku akcji pracowniczych. Każda akcja jest nominalnie warta złotówkę, więc pakiet pracowników można wycenić na ok. 600 mln zł. Gdy pojawiły się oferty w internecie, Komisja Nadzoru Finansowego zagroziła karami, ponieważ tego typu sprzedaż - do nieokreślonego odbiorcy - wymagałaby przygotowania prospektu emisyjnego.
Prawo nie zabrania jednak ogłaszania chęci zakupu udziałów. Takie ogłoszenie z dopiskiem "dobra cena" ukazało się właśnie w pomorskiej prasie. Zadzwoniliśmy pod podany numer. - Płacę 55 groszy za akcję, transakcję możemy przeprowadzić w biurze maklerskim - poinformował kupiec.
Tego typu sprzedaż to obecnie jedyna możliwość zbycia akcji. Ale czy warto?
- Zwracamy pracownikom uwagę, żeby podchodzili do różnych propozycji ostrożnie, ale nie podpowiadamy, jakie decyzje mają podejmować - mówi Beata Ostrowska, rzecznik prasowy Energa SA.
Przykład Lotosu pokazuje, że ze sprzedażą warto było czekać. W 1997 r. 1936 pracowników ówczesnej Rafinerii Gdańskiej otrzymało 15 procent akcji spółki. Niektórzy sprzedawali je po 9 zł, a potem po 3-4 zł, ale po ośmiu latach Lotos zadebiutował na
Giełdzie Papierów Wartościowych za 29 złotych. Pracownik Lotosu, który otrzymał maksymalną pulę akcji, mógł więc zarobić ok. 250 tys. zł.
Energa jest w innej sytuacji, resort skarbu nie planuje na razie wprowadzenia jej na giełdę - to minus dla właścicieli małych pakietów akcji. Dobra wiadomość to taka, że o przejęcie spółki zabiega wielkie PGE, interesują się nią także inne koncerny energetyczne i spółka jednego z najbogatszych Polaków Jana Kulczyka. Dodatkowo Energa ma uczestniczyć w budowie elektrowni atomowej w Żarnowcu.
- Nie ma gwarancji, że nowy właściciel akcji należących obecnie do Skarbu Państwa ogłosi wezwanie na pozostałe udziały. Istnieje więc ryzyko, że przez dłuższy okres pracownicy zostaną ze swoimi akcjami - mówi "Gazecie" Paweł Puchalski, analityk giełdowy Domu Maklerskiego BZ WBK. - Z drugiej strony, osoby skupujące te walory liczą na bardzo duży zysk (ostrożna wycena Energi mówi o 5 mld zł), więc sprzedawanie ich na aukcji po 50 gr oznacza oddawanie ich za połowę wartości. Z punktu widzenia akcjonariusza większościowego rozsądne byłoby wykupienie wszystkich akcji. Ale nie ma gwarancji, że tak się stanie.
