Jeszcze przed szczytem premier przekonywał (w specjalnym liście do innych europejskich przywódców), że wielomiliardowe inwestycje w "twardą" infrastrukturę, czyli m.in. drogi i linie kolejowe, powinny pozostać priorytetem w nowej unijnej strategii gospodarczej Europa 2020. Ma ona obowiązywać przez najbliższą dekadę.
- Baliśmy się, że ta nowa strategia będzie alternatywą dla obecnego planu rozwoju Europy. Może niektóre obawy były na wyrost, ale zmobilizowało nas to do skutecznej obrony dotychczasowych priorytetów - mówił wczoraj zadowolony Tusk.
Przywódcy UE zgodzili się bowiem, że wspólna polityka rolna oraz polityka spójności, czyli programy, z których obficie korzysta
Polska, "będą wspierać nową gospodarczą strategię Europa 2020, a projekty infrastrukturalne będą jednym z jej elementów". To niweluje obawy Polaków, że przygotowany przez Komisję Europejską projekt strategii jest napisany głównie pod "stare" kraje UE, które nie muszą wyrównywać zacofania w sprawie infrastruktury i mogą skupiać się na inwestycjach, np. w badania naukowe.
Ostateczna wersja strategii Europa 2020 na czerwcowym szczycie UE. Kraje UE czeka jeszcze żmudne doszlifowywanie tego dokumentu, bo każdy szczegół - jak obawiają się niektóre kraje UE - może mieć wpływ na przyszły
budżet Wspólnoty (na lata 2014-20).
Choć zapisanie polityki spójności czy też budowy dróg w strategii Europa 2020 nie jest żadną gwarancją, że dotacje z unijnego budżetu do np. budowy polskich autostrad pozostaną na poziomie podobnym do dziś, to te zapisy będą na pewno pomocną bronią w bitwie o unijne pieniądze, która rozpocznie się w 2012 r. - Nie wyolbrzymiałbym znaczenia strategii Europy 2020 na przyszły budżet. Ale warto było dmuchać na zimne i wywalczyć korzystne zapisy - mówi jeden z polskich eurokratów.
Jednak to nie debata o Europie 2020 zdominowała zakończone wczoraj spotkanie szefów unijnych państw i rządów w Brukseli. Główny spór dotyczył pomocy finansowej dla Grecji. Po gorączkowych negocjacjach między Francją, która chciała uniknąć zaangażowania Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), oraz Niemcami, które nie mają ochoty na pomaganie Grekom z własnej kasy, kraje strefy euro zatwierdziły w czwartek w nocy plan kompromisowy. Oceniany jako wygrana kanclerz Angeli Merkel.
Zgodnie z nim
Grecja w "ostateczności" (czyli gdy nie będzie mogła zebrać pieniędzy na rynku) będzie mogła zwrócić się o pomoc jednocześnie do MFW i krajów euro. Te ostatnie uruchomią kredyty - na zasadzie dwustronnej i bez ulg w oprocentowaniu - po jednogłośnej zgodzie krajów euro. - To niezły plan. Obietnica pomocy, jeśli zajdzie taka potrzeba, pozwoli odetchnąć rządowi i da Grekom zachętę do wypełnienia obietnic cięć budżetowych - mówił wczoraj Platon Monokrussos z EFG
Eurobank w Atenach.
Wielu ekspertów ostrzega jednak przed zbytnim entuzjazmem.
Niemcy mogą bowiem zawetować przyszłą pomoc (w głosowaniu strefy euro), zaś wsparcie MFW stanie pod znakiem zapytania, gdyby grecki rząd nie był w stanie przeprowadzić kolejnych cięć budżetowych - których Fundusz pewnie zażądałby.
Przywódcy strefy euro zapowiedzieli też wczoraj, że chcą wzmocnić wzajemny nadzór nad polityką finansową swych krajów. Chcą, by w przyszłości piętnowano nie tylko statystyczne oszustwa (takie, jakich dopuścili się Grecy), ale i błędy w planach budżetowych.
Projekt przepisów, które mają taką interwencję umożliwić, powstanie do końca tego roku.
