Obecnie europejscy przewoźnicy mogą kupować jedynie do 25 proc. udziałów w amerykańskich liniach lotniczych. Prawo unijne zezwala amerykańskim liniom na posiadanie do 49 proc. udziałów w europejskich konkurentach. W czwartek negocjatorzy z UE i
USA doszli do wstępnego porozumienia, że docelowo te przepisy trzeba zmienić. - Obie strony zgodziły się na zmniejszenie barier w dostępie do rynku - oświadczył komisarz UE ds. transportu Siim Kallas.
Ale nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Najpierw USA muszą wprowadzić zmiany w prawie. Tymczasem wielu amerykańskich polityków w Kongresie przez lata sprzeciwiało się otwarciu branży lotniczej z obawy o miejsca
pracy. - Nie ma obowiązku wprowadzenia zmian. Nie ma też ram czasowych. Jest współpraca - studził amerykański negocjator John Byerly.
Z takiej postawy Amerykanów niezadowolone jest Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Lotniczych (IATA). - To rozczarowujące, że w tak krytycznym momencie nie poczyniliśmy poważnego postępu w sprawie własności - powiedział Giovanni Bisignani, szef IATA.
Główny unijny negocjator Daniel Calleja ma jednak nadzieję, że Amerykanie ostatecznie swoje prawo zmienią. Przekonani np. ustępstwami Europy w sprawie zwiększonego dostępu do lotów nocnych dla amerykańskich przewoźników towarowych, np. FedEx.
O rynek amerykański warto się bić. Linie lotnicze w USA w 2009 r. przewiozły ponad 760 mln pasażerów, z czego ponad 80 proc. w ruchu krajowym. A to, że Europejczyków stać na kupowanie amerykańskich linii, pokazała niemiecka Lufthansa, która w 2008 r. nabyła 19 proc. amerykańskiego przewoźnika JetBlue.
Wstępne porozumienie w sprawie własności to kolejny etap w negocjacjach o liberalizacji europejskiego i amerykańskiego rynku lotniczego. Rozmowy trwają od 2003 r.
Po pierwszej rundzie rozmów udało się otworzyć na konkurencję niebo nad Atlantykiem. Wcześniej narodowi przewoźnicy mieli monopol na loty pomiędzy danym krajem europejskim a USA. Nowe porozumienie umożliwiło liniom lotniczym swobodne loty z każdego unijnego portu lotniczego do Stanów Zjednoczonych.
Pełne zniesienie barier na rynku lotniczym USA i UE może przynieść ok. 12 mld euro korzyści, m.in. w postaci tańszych biletów i 80 tys. nowych miejsc pracy. W ciągu pięciu lat może zwiększyć ruch transatlantycki o dodatkowe 26 mln pasażerów.
W sumie Ameryka i Europa stanowi 60 proc. światowego rynku lotniczego.
