Przeciwko niesprawiedliwemu podziałowi unijnych funduszy protestuje cały Parczew. Ta gmina w województwie lubelskim zgłosiła projekt budowy basenu przy szkole, na co chciała dostać pieniądze z "Regionalnego programu operacyjnego". Otrzymała wysoką ocenę od ekspertów i znalazła się na czele listy rankingowej.
Ale dotacji może nie dostać. Mimo opinii ekspertów zarząd województwa przesunął projekt na koniec listy. - Nasi mieszkańcy mieli tyle nadziei... Przecież od 20, może nawet od 30 lat mówiło się, że potrzebny jest basen. My w Parczewie nie jesteśmy krezusami, wydaliśmy 80 tys. zł na przygotowanie projektu? I co?! Ręce opadają - denerwuje się Adam Wróblewski, przewodniczący gminnej rady.
Nie tylko u niego hasło "unijne fundusze" wywołuje złość. Podobne odczucia mają przedsiębiorcy, którzy starali się o unijną dotację z programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka", np. na uruchomienie e-biznesu (tzw. działanie 8.1). Poszkodowani są nie tylko ci, którzy dotacji nie dostali, bo wniosek złożyli trzeciego, a nie drugiego dnia naboru. Gorycz wylewa się też z firm, którym wsparcie obiecano... ale jeszcze go nie wypłacono. - W całym programie operacyjnym "Innowacyjna gospodarka" do końca stycznia wypłacono 4 proc. dostępnych funduszy. W lutym wypłacona kwota wzrosła do 4,14 proc. Czyli przyspieszyło o nieco ponad 0,1 proc. - komentuje Kamil Misiak z Fundacji Przedsiębiorczości Akademickiej, jednej z instytucji, która dotację niby dostała, ale pieniędzy jeszcze nie widziała. - Mamy rok 2010. Półmetek budżetu Unii na lata 2007-13. A wydaliśmy nieco ponad 4 proc. pieniędzy z PO IG. W jaki sposób teraz wydamy pozostałe 96 proc.? - pyta Misiak.
Wydajemy za wolno?Oprócz awantur problemem w wydawaniu unijnej kasy jest tempo. Po imponującym sprincie w końcówce ubiegłego roku, na początku 2010 wydawanie unijnej kasy zwolniło. - Początek 2010 r. przyniósł rozczarowanie. W styczniu br. poziom wydatków wyniósł zaledwie ok. 800 mln zł, podczas gdy w grudniu 2009 r. było to prawie 2,6 mld zł - mówi Jerzy Kwieciński, były wiceminister rozwoju regionalnego, obecnie ekspert BCC.
Rząd przekonuje, że nie jest tak źle. Z rządowych danych wynika, że owszem, styczeń faktycznie był słaby, ale już kolejne tygodnie przyniosły poprawę. - Od 1 stycznia do 16 marca br. Bank Gospodarstwa Krajowego wypłacił beneficjentom ponad 2,9 mld zł - mówi "Gazecie" Adam Zdziebło, sekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.
A już za kilka dni te dane będą wyglądać lepiej. Nową świecką tradycją stało się wpisywanie wydatków do systemu informatycznego SIMIK w ostatnich dniach kwartału. Rządowy plan przewiduje, że w całym 2010 r. rozliczymy z Brukselą co najmniej 26,9 mld zł.
Tempo wydawania - wolniejsze, niżby oczekiwali pozarządowi eksperci - ma zresztą swój głębszy cel. Unijne fundusze działają tak, że najpierw trzeba wydać własne pieniądze, a dopiero potem ubiegać się o refundację. Im szybciej wydajemy, tym większe jest chwilowe obciążenie dla budżetów państwa, samorządów albo firm. - Prognozowany poziom rozliczania wydatków [tzw. certyfikacji] zapewni równomierne obciążenie wydatkami budżetu państwa - podkreśla Zdziebło.
Upraszczając: nie opłaca się nadymać wydatków w jednym roku (np. stawiać sobie celu 40-miliardowego, teoretycznie wykonalnego), bo budżet państwa by tego obecnie nie udźwignął. Zabrakłoby na obowiązkowy wkład własny.
Co nas hamuje?Pedanteria. - Instytucje zarządzające funduszami europejskimi nie radzą sobie z obsługą rosnącej liczby wniosków o płatność - ostrzega Jerzy Kwieciński, ekspert BCC. A urzędnicy utrudniają życie beneficjentom. - Zamiast sprawdzać, czy rozliczany projekt jest sensowny, urzędnicy sprawdzają pieczątki na fakturach. A przepływy pieniężne sprawdzają na papierze, zamiast użyć Excela - denerwuje się Michał Gwizda, ekspert firmy doradczej AccreoTaxand, który na co dzień zmaga się z urzędniczą biurokracją. - Urzędnicy hodują potwora, nad którym sami potem nie potrafią zapanować. Przy każdej najdrobniejszej zmianie projektu każą pisać nowy aneks do umowy, dodawać kolejne dziesiątki załączników, które potem sami muszą kontrolować - mówi.
Opóźnienia w wypłacie. Wielokrotnie opisywaliśmy w "Gazecie" przypadki, gdy odbiorca dotacji - np. w programie operacyjnym "Kapitał ludzki" - czekał 180 dni na wypłatę pieniędzy, choć potrzebne dokumenty przesłał. Rząd twierdzi, że zatory płatnicze są usuwane. - Sygnalizowane w prasie i w raporcie BCC opóźnienia w przekazywaniu środków beneficjentom dotyczą pojedynczych przypadków. W zdecydowanej większości działań średni czas, jaki upływa pomiędzy złożeniem przez beneficjentów wniosków o płatność a dokonaniem wypłaty środków mieści się w przedziale 15-65 dni - zapewnia "Gazetę" wiceminister Zdziebło.
Niewłaściwe zasady naboru i wyboru wniosków. To właśnie one wywołały aferę w przypadku dotacji zarządzanych przez PARP, to one wywołują ferment w "Regionalnym programie operacyjnym" na Lubelszczyźnie. - System oceny wniosków jest skompromitowany - ocenia Gwizda. - We wszystkich konkursach o dotację wybór wniosku powinien być oparty wyłącznie na punktacji wynikającej z oceny jakości projektu. Koniec z uznaniowością - podpowiada.
Co władze robią, żeby w maszynie unijnych funduszy przestało zgrzytać? Nie wszystkie działania były godne pochwały. Np. PARP, gdy krytyka ze strony przedsiębiorców osiągnęła apogeum... zwolniła rzeczniczkę prasową. - Kozła ofiarnego sobie znaleźli - kpi Misiak. - Nikt ze szczebla naprawdę decyzyjnego w Agencji konsekwencji nie poniósł.
Na szczęście były też inne działania. PARP, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zmieniły krytykowane procedury. Od teraz we wszystkich kolejnych konkursach o dotację na e-biznes wnioski będą składane już tylko przez internet. Zostanie też wprowadzona ich ocena jakościowa, tak by moment złożenia wniosku przestał się liczyć.
Ale dla niektórych firm i tak będzie już za późno na złożenie wniosku.
Uwaga na projekty kluczowePrzez najbliższe miesiące czyha jeszcze jedna, potencjalna pułapka. Chodzi o tzw. projekty kluczowe. Rząd (jeszcze ten poprzedni) zadecydował, że blisko jedna trzecia unijnych pieniędzy będzie rozdzielona poza konkursami, na tzw. projekty kluczowe, szczególnie ważne dla rozwoju gospodarki, ochrony środowiska itp.
Pomysł nie był zły, ale był zdradliwy. Bo o ile budowa dróg idzie do przodu (a prawie wszystkie drogi dostaną dotację bez konkursu, w ramach listy projektów kluczowych), o tyle wiele innych instytucji, np. samorządów, nie spieszy się w ogóle. Tak jakby myślały, że skoro udało się wepchnąć "swoją" inwestycję na listę projektów kluczowych - to już jest pozamiatane.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego już kilka razy musiało ogłaszać przepadek dotacji. Przykład? Krosno, Jasło, Międzyrzec i powiat rzeszowski miały za unijne pieniądze przygotować tereny pod inwestycje biznesowe. Fundacja Signum Temporis miała zbudować w Sandomierzu Centrum Kształcenia i Wymiany Myśli Europejskiej. Zaś spółka Nucleagena - Warmińsko-Mazurskie Centrum Genetyki Molekularnej. Inwestycje te (łącznie warte ponad 120 mln zł) wpisano na listę projektów kluczowych programu operacyjnego "Rozwój Polski Wschodniej". Unia miała dać na nie 80 mln zł, ale nie da. Odbiorcy albo nie dotrzymali terminów, albo nie wykupili gruntów, albo złożyli zły wniosek o dotację. I zostali skreśleni z listy. - Nie oni pierwsi, nie oni ostatni - ostrzegają przedstawiciele MRR.
Pieniądze odebrane opóźnionym projektom z listy "projektów kluczowych" będą rozdzielone w konkursie. Ale to oznacza, że do gospodarczego krwiobiegu trafią o wiele później.
Na drodze do pełnego wykorzystania unijnej kasy czeka nas jeszcze wiele takich wybojów.
Najwięcej euro wydamy na infrastrukturęLwią część wydatków z unijnej kasy w tym roku będą stanowić wielkie inwestycje infrastrukturalne. - Do 22 marca w PO IŚ podpisano 586 umów o łącznej wartości 40 mld zł. Beneficjenci wydali 7,5 mld zł. 5,9 mld zł wypłacono. Tylko w ciągu dwóch i pół miesięcy tego roku beneficjenci złożyli wnioski o płatność na 1,5 mld zł! - wylicza Zdziebło.
Na liście dużych inwestycji znajduje się m.in. przebudowa drogi krajowej nr 4 na odcinku Machowa - Łańcut (486 mln zł dofinansowania), budowa drogi ekspresowej S3 na odcinku Szczecin - Gorzów Wlkp. (1,63 mld zł), drogi ekspresowej S-19 (odcinek Stobierna - Rzeszów, 399 mln zł), drogi ekspresowej S5 Poznań - Wrocław, odcinek Kaczkowo - Korzeńsko (1,06 mld zł), drogi ekspresowej S2 w Warszawie, odcinek węzeł Konotopa - węzeł Puławska wraz z odcinkiem węzeł Lotnisko - węzeł Marynarska (4,06 mld zł).
Warszawscy kierowcy, którzy jeżdżą w okolicach lotniska Okęcie, na własne oczy mogą zobaczyć unijne pieniądze w akcji. Tak samo jak na północy Warszawy, w okolicach budowy Mostu Północnego, albo na Powiślu - gdzie rośnie Centrum Nauki "Kopernik". Efekt działania pieniędzy z UE widzą też mieszkańcy maleńkich miejscowości Świerklany, Bełk i Sośnica (obok właśnie powstał kolejny odcinek autostrady A1, część projektu z pięciomiliardową dotacją) albo mieszkańcy Bielska-Białej i Żywca (które połączyła droga S69).
