Przeczytaj także:
Sfrustrowani Niemcy, zmęczeni Grecy Grecka budżetówka to raj na ziemi, który trzeba zdobyć Jesteś pierwszym po Che Guevarze lekarzem komunistą, o jakim słyszę. W Grecji tak już jest, że w państwowych szpitalach pracują w dużej części lekarze lewicujący - ja do partii komunistycznej zapisałem się już na studiach. Mamy taki rodzaj wrażliwości, która stawia nas po stronie gorzej opłacanych, ale ogólnie dostępnych szpitali publicznych.
I zaraz po studiach przyszedłeś do tego szpitala? - Tu jestem wyjątkiem. Jedenaście lat przepracowałem w dużym szpitalu prywatnym. Ale za swoje poglądy byłem na cenzurowanym. I teraz, jak tylko na horyzoncie pojawił się kryzys, pierwszy poszedłem do odstrzału.
Czuć już ten kryzys? - Nie wiem, czy pacjenci czują go w kieszeniach - pierwsze obniżone pensje będą wpływać na konta w najbliższych dniach i dopiero wtedy ludzie zobaczą, ile mają. Ale na pewno się na niego przygotowują. Coraz więcej tych, co leczyli się prywatnie, zaczyna się grzecznie ustawiać w kolejkach do bezpłatnego, państwowego lekarza.
Widzę to, bo po zwolnieniu trafiłem do Sismanoglio, dużego szpitala państwowego na obrzeżach Aten.
I? - Już na poziomie podpisywania umowy widzę, ile się zmieniło. Choć mam 12 lat doświadczenia i dobrą opinię, dyrektor zaproponował mi umowę na 12 miesięcy. Powiedział, że to i tak dobre warunki, bo z innymi podpisuje na dwa-trzy miesiące w przód. W dodatku jest to umowa o dzieło - bez dodatków emerytalnych i dodatkowych pensji - w greckiej budżetówce są dwie, trzynastka i czternastka. Jestem więc kimś w rodzaju doktora freelancere'a. Ale najważniejsze, że płacą mi poza oficjalnym budżetem służby zdrowia, więc we wszystkich statystykach robionych dla Unii wygląda to ładnie. Tyle że nie jest prawdziwe.
A ile zarabiasz? - Konkretnie ci nie powiem, bo to się zmienia, zależnie od liczby dyżurów. Średnia pensja lekarza w Grecji to 1,3-1,4 tys. euro plus pieniądze za dyżury całodobowe. Dużo? Porównaj to z lekarzami w Niemczech. Ba, porównaj z Albańczykami, którzy pracują na budowach. Niejeden zarabia więcej niż lekarz.
Płacili nam dużo mniej, ale rok temu zorganizowaliśmy ogromne protesty i nam podnieśli. Nawet lekarze z mojego prywatnego szpitala brali w tamtych protestach udział. No, a teraz wszystko to stracimy.
Za dyżur na oddziale intensywnej terapii dostajemy około 100 euro. To wyczerpująca praca, bo często 32 godziny jesteś na nogach. Ale to nas jakoś trzyma finansowo. A teraz rząd postanowił obciąć nam 25 proc. od tych dyżurów.
Na czymś musi oszczędzać. Ale te oszczędności kompletnie nie mają sensu. Szpitalom potrzeba zmian strukturalnych, a rząd zamiata problemy pod dywan. Szpitale mają więcej pacjentów - przez tych, co dotąd leczyli się prywatnie. A rząd obcina im pieniądze o 25 proc. i mówi: Radźcie sobie, jak umiecie. Nie ma w tym żadnego planu na lata; ba, na rok do przodu. Chodzi o to, żeby dotrwać do lata, bo wtedy zaczną się 40-stopniowe upały i nikt nie będzie miał siły protestować.
Podobno w szpitalach, jak w całej greckiej budżetówce, pracuje o wiele za dużo ludzi. - To mit, który chętnie powtarza niemiecka prasa. Zanim zaczęły się te wielkie obniżki płac, związek zawodowy lekarzy negocjował przyjęcie do pracy kolejnych 3 tys. lekarzy i podobnej liczby pielęgniarek. Nie dlatego, że lubimy towarzystwo. Ale dlatego, że jak przyjdziesz w nocy na mój oddział, to zobaczysz istny dom wariatów. Mój ostatni dyżur: czterech po ciężkim wypadku, w tym jeden w śpiączce; narkoman, który miał wizje, szarpał się i chciał uciekać; facet umierający na serce, którego odesłali z kardiologii. I szóstka pacjentów, która już tam była wcześniej. Na to wszystko byłem ja i jedna pielęgniarka. Jeśli byłby jeszcze jeden wypadek i przywieźliby ludzi do nas, to choćby nie wiem, co im było, musieliby poczekać.
Najgorsze, że mamy sprzęt, żeby przyjąć dwa razy więcej pacjentów, niż przyjmujemy. Ale nie mamy personelu. Zdarza się, że nasz szpital na badania wysyła do szpitali prywatnych. Znów - dla Unii w tabelkach wygląda to ładnie. Ale de facto kosztuje dwa razy drożej.
To co powinien zrobić rząd? - Poszukać cięć gdzie indziej. Nie oszczędzać na służbie zdrowia.
*Dimitris Yfantis - lekarz z oddziału intensywnej terapii szpitala Sismanoglio w Atenach.