Biznes Ludzie Pieniądze

Grecka budżetówka to raj na ziemi, który trzeba zdobyć łapówką

Witold Szabłowski
29.03.2010 , aktualizacja: 30.03.2010 11:55
A A A Drukuj
Żeby dostać pracę w aparacie państwowym, często trzeba dać komuś pieniądze pod stołem. Albo być z rodziny, albo bliskiego kręgu znajomych pryncypała
Christos Katsoulas, nauczyciel informatyki
Fot. Albert Zawada
Christos Katsoulas, nauczyciel informatyki
Przeczytaj także: Sfrustrowani Niemcy, zmęczeni Grecy

Grecki lekarz zarabia mniej niż Albańczyk na budowie

Witold Szabłowski: W której szkole pracujesz?

Christos Katsoulas: Dobre pytanie. Mam kilka godzin w gimnazjum, kilka w liceum, a w drugim liceum jestem na zastępstwie za panią, która urodziła dziecko.

W szkołach nie potrzeba informatyków na cały etat?

- Potrzeba! We wszystkich tych szkołach są inni informatycy, zatrudnieni podobnie jak ja. Na ćwierć, na pół, na jedną ósmą etatu. Podobnie jak biolodzy, matematycy, historycy czy nauczyciele greckiego.

To dlaczego zamiast biegać do trzech szkół, nie dostaniesz w jednej całego etatu?

- Bo szkoły nie mogą zawierać kolejnych umów o pracę.

Przez kryzys?

- Nie do końca, to się zaczęło dużo wcześniej. Grecka budżetówka to taki raj na ziemi. Pewne zarobki, wiele przywilejów, pewna praca. Ale bardzo trudno się tam dostać. Przeciętny Grek jak kończy studia, nie marzy o karierze milionera, ale o pracy w budżetówce.

I administracja, i dyrektorzy szkół, i wszyscy inni ludzie na kierowniczych stanowiskach bardzo umiejętnie z tego korzystają. Żeby dostać pracę w aparacie państwowym, często trzeba dać komuś pieniądze pod stołem. Albo być z rodziny, albo bliskiego kręgu znajomych pryncypała. Albo w jakiś inny sposób mu się "opłacić".

Mam rozumieć, że tylko uczciwi nie mają etatu?

- Ten system jest trochę bardziej skomplikowany. W moich szkołach mniej więcej jedna trzecia wszystkich nauczycieli pracuje tak jak ja. A wszyscy mamy rodziny, bierzemy kredyty, chcemy jechać na wakacje. Skoro nie może się zmienić na lepsze, to niech chociaż zostanie, jak jest - myślimy. Każdy dyrektor ma w takich jak ja, swoją naturalną klientelę. Ludzi, którzy będą go popierać, głosować na niego i - jeżeli jest w partii - na jego partię. Bo jak się zmieni pryncypał, to może zabiorą mi to, co już mam.

Nie wiem, czy zwróciłeś uwagę na greckie klany polityczne. Ojciec dzisiejszego premiera Jeoriosa Papandreu też był kiedyś premierem. Wujek jego poprzednika Kostasa Karamanlisa - premierem i prezydentem. Dziadek wicepremiera Teodorosa Pangalosa był prezydentem przed II wojną światową.

Takie przykłady można mnożyć. A skoro tak jest na górze, to wyobraź sobie, jak jest na dole. W szkołach, radach miejskich, ambasadach, szpitalach, rządzą klany i klaniki. Od lat ci sami ludzie, ich dzieci, wnuki i pociotki. To też jest jedna z przyczyn kryzysu, a o tym prawie wcale się nie mówi. Bo jeżeli wszyscy myślą tylko o zachowaniu status quo, to kto ma pchać kraj do przodu?

A ty czujesz już kryzys?

- Kryzys to ja czuję, od kiedy skończyłem szkołę średnią. Teraz zbieramy to, co było siane całymi latami. Złożyło się na to i wejście do euro, na które kompletnie nie byliśmy gotowi, ale dzięki któremu Niemcy mogli tu tanio wypoczywać. I olimpiada, z której wszyscy jesteśmy dumni, ale za której przygotowanie płacić będą jeszcze nasze wnuki. I radosna polityka zamiatania pod dywan, którą tu uprawiały kolejne rządy.

Jak mają nie zamiatać, skoro każda decyzja budzi wielkie społeczne protesty? Jak reformować taki kraj?

- Zobacz, budynek, w którym pijemy kawę, należy do Cerkwi prawosławnej. Nie zobaczysz na nim ani jednego krzyża. To apartamentowiec. Ale właścicielem jest cerkiew i bardzo bym się zdziwił, gdyby płaciła chociaż jedno euro podatku z tego, co na nim zarabia. Reformy zacząłbym więc od opodatkowania Cerkwi.

Później opodatkowałbym właścicieli statków. Wiesz, że oni tradycyjnie są zwolnieni z podatków? Jak na drugą morską potęgę świata budżet ma z nich zaskakująco mało pożytku.

Później, gdyby się okazało, że jeszcze jakichś pieniędzy brakuje, pomyślałbym o podatku od luksusu - drogich samochodów, plazm, wycieczek. Ale obcinanie pensji najuboższym? Albo podnoszenie ceny i tak drogiej benzyny? Do tej pory co miesiąc jeździliśmy z dziećmi do babci na wieś. Ale paliwo podrożało z jednego euro na półtora i w tym miesiącu nie pojechaliśmy. Czy pojedziemy w kwietniu, okaże się, jak dostanę pierwszą obniżoną pensję.

*Christos Katsoulas - nauczyciel informatyki

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów