Przeczytaj takżeGrecki lekarz zarabia mniej niż Albańczyk na budowieGrecka budżetówka to raj na ziemi, który trzeba zdobyćJacek Pawlicki: Na szczycie Unii w Brukseli Niemcy podyktowały Unii warunki pomocy dla Grecji. Dlaczego Angela Merkel tak ostro i samolubnie zagrała? Do tej pory nie zachowywał się tak w UE żaden niemiecki przywódca.Ulrike Guérot, szefowa niemieckiego biura German Marshall Fund, znawczyni polityki europejskiej: Z trzech powodów. Pierwszy to majowe wybory w Nadrenii Północnej-Westfalii, z wielu względów kluczowe dla tego rządu. Drugi to bulwarowy dziennik "Bild", który od 1992 r., czyli traktatu z Maastricht, był przeciw euro. "Bild" przeciwstawiał się wspólnej walucie także w 2002 r., kiedy weszła w obieg. Tym razem Merkel nie była w stanie oprzeć się "Bildowi". Ustąpiła więc tym, którzy od początku byli przeciw euro. A trzeba pamiętać, że "Bild" to 5 mln czytelników!
Z wdzięczności "Bild" przedstawił Merkel jako kamienny pomnik na pierwszej stronie- Nie zapominajmy, że przeciwnicy euro to nie tylko "Bild". Nie brakowało ich też wśród gospodarczego establishmentu, także wśród deputowanych do Bundestagu. Przecież w 1992 r. 200 profesorów ekonomii wystosowało list przeciw euro. Dzisiaj te głosy wracają.
Jest jeszcze trzeci powód twardej postawy Merkel - Federalny Trybunał Konstytucyjny w Karlsruhe. W traktacie z Maastricht jest artykuł mówiący, że przejęcie długów w strefie euro jest niemożliwe. Jeśli Merkel zgodziłaby się na coś, co wyglądałoby jak przejęcie długów, natychmiast miałaby skargę w trybunale.
A poza tym dzisiejsze Niemcy to nie są te Niemcy sprzed 1989 r.
No właśnie, wtedy to był kraj, który zawsze wyciągał portfel i ratował Unię w opałach. Mówiło się złośliwie, że to dojna krowa Europy- Nie znoszę tego terminu. Owszem, płaciliśmy dużo, ale też wiele otrzymywaliśmy od Europy. Taka była umowa. Ale teraz Niemcy mają kłopoty demograficzne - starzejemy się. To ma wielki wpływ na niemiecką gospodarkę, system ubezpieczeń społecznych itd. W Niemczech pokutuje wciąż trauma wielkiej inflacji 1923 r. Stąd dominuje kultura ekonomiczna, która każe uważać na inflację i związane z nią problemy, a nie na recesję i problemy deflacyjne. Stąd nacisk na oszczędzanie i taka a nie inna polityka fiskalna.
Niemcy po 1989 r. zmieniły się pod wieloma względami, zrobiły się bardziej samodzielne, narodowe, niezależne, autonomiczne i asertywne. Zmieniła się też Unia: zrobiła się bardziej skomplikowana, trudniej sobie z nią poradzić. Taka Unia ma mniej namacalną wartość dla Niemiec. Niemcy wychodzą z roli europejskiego mistrza, kraju, który pilnował sprawnego działania systemu, oliwiąc go i napędzając jednocześnie. Przecież to my stworzyliśmy jednolity rynek. Przechodzimy do roli ofiary, to smutne...
Czy to, co robią teraz Niemcy, można nazwać ekonomicznym nacjonalizmem?- Może to tak pan nazywać.
Ale w Unii to normalne. Od lat zachowują się tak Francja czy Wielka Brytania- Ale Niemcy zachowywały się inaczej. Teraz zrezygnowały z polityki na rzecz integracji, zaczęły się upodabniać do Francji i Wielkiej Brytanii. Ale ten trend zaczął się już za kanclerza Gerharda Schrödera.
Skończył się okres symbiozy Niemiec z integracją europejską, który trwał do 1989 r. Była ona niemiecką raison d'etre czy nawet raison d'État z oczywistych względów historycznych. Można powiedzieć, że była to pewnego rodzaju hegemonia. Dawaliśmy i płaciliśmy dużo, ale też dużo korzystaliśmy, kontrolowaliśmy cały system.
Niemcy zapominają o swym strategicznym interesie. Ale to nie jest wynikiem jakiegoś superplanu. Nikt w Niemczech nie stoi za tym, że jesteśmy coraz bardziej "narodowi". Chcemy być mistrzami świata w piłce nożnej, chcemy mieć stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa, jesteśmy mistrzami eksportu, co napawa nas dumą. Choć nie ma w tym nic złego, to przez to tracimy z pola widzenia naszych sąsiadów, zapominamy o tym, że integracja europejska leży w interesie Niemiec.
Dla Angeli Merkel Niemcy są bardziej ważne niż Unia, podobnie jak dla Sarkozy'ego Francja jest ważniejsza niż Europa. Czy to nie jest normalne, że po tylu latach Niemcy doszły w końcu do punktu, gdzie od dawna byli inni członkowie UE?- Jest pan pewien, że to normalne? Pozostaje pytanie, jakie będą tego konsekwencje polityczne dla Europy i Niemiec.
Powiedziała pani sama, że Unia się zmienia, po rozszerzeniu Unii Niemcy dostosowują się do nowej roli...- Owszem, ale pytanie brzmi, czy to jest dobre dla Europy i Niemiec. Moja odpowiedź brzmi - nie! W Europie pojawiają się głosy kwestionujące sens euro jako jednej waluty dla jednolitego rynku. Nie tylko w Niemczech, ale we Włoszech, w Wielkiej Brytanii. Podobne głosy dało się słyszeć w Polsce braci Kaczyńskich. Niemcy zachowują się tak a nie inaczej także z powodu wielkiego rozczarowania Polską, Sarkozym i innymi krajami. Długo same prowadziły to europejskie przedsięwzięcie, ale teraz Merkel nie jest już w stanie skupić wokół tego większej części niemieckiej opinii publicznej. Bo większość niemieckiej opinii nie chce, by Niemcy dalej odgrywały swą tradycyjną rolę a już na pewno nie chcą za to płacić. W tej dyskusji gubi się jednak to, że nie płaciliśmy na Unię z powodów altruistycznych. Płaciliśmy, bo najbardziej korzystaliśmy z projektu europejskiego. Niemcy zapomnieli już, jak ciężko było być krajem z marką niemiecką, najmocniejszą walutą w europejskim systemie monetarnym. W czasie kryzysów walutowych w innych krajach nadmiernie rosła wartość marki, niemieckie produkty stawały się za drogie, trzeba było ciąć koszty pracy. Między innymi dlatego Niemcy zabrali innych na pokład. Chcieliśmy w ten sposób powstrzymać ich przed możliwością dewaluacji walut. Udało się. Dzięki temu staliśmy się championem eksportu. Tego nikt dziś w Niemczech nie widzi, za to widzi się głównie same wady euro.
Niemcy były tradycyjnym adwokatem euro, ale już nim chyba nie są?- Pytanie brzmi: czy zastanowiliśmy się aby nad politycznymi konsekwencjami takiego zachowania? O ile kraje UE akceptowały poprzednią rolę Niemiec, które dużo płaciły, ale i dużo korzystały z UE, o tyle nie jest pewne, jak będą odbierały obecną rolę i jaki będzie miało to wpływ na zdolność Niemiec do budowania koalicji w Unii. Dziś postrzega się nas jako coś złego w systemie, jako kraj, który w wielu sprawach zmierza w innym kierunku niż inne.
Weźmy czwartkowy szczyt UE: kraje Południa, Barroso, ale także na początku Francja były przeciwne rozwiązaniu z pomocą Grecji z udziałem MFW. I słusznie, bo mamy przecież traktat z Maastricht, chcemy spójności ekonomicznej i społecznej, mamy model dla europejskiej polityki gospodarczej. A Amerykanie, Chińczycy i Rosjanie mają teraz decydować, co się będzie działo w Grecji?
Wpuszczenie MFW do strefy euro było swoistą porażką Europy- To porażka europejskich wartości, klęska braku woli politycznej. I to dlatego, że tym razem Niemcy nie trzymały jak zawsze w kupie całego tego sklepiku. To może się odbić na pozycji Niemiec.
Czyli to była ryzykowna gra Merkel?- Bardzo ryzykowna. Niemcy pokazały, że nie są w stanie bronić projektu politycznego, jakim jest euro. Wielka szkoda.