Biznes Ludzie Pieniądze

Markopolos - człowiek, który przejrzał Madoffa na wylot

Agnieszka Mitraszewska
28.03.2010 , aktualizacja: 28.03.2010 22:50
A A A Drukuj
Harry Markopolos już wiele lat temu przewidział, że fundusz inwestycyjny Bernarda Madoffa to piramida finansowa. Nikt nie chciał go słuchać
Harry Makropolos, menedżer niewielkiego funduszu inwestycyjnego w Massachusets. Przewidział, że fundusz Madoffa to piramida finansowa.
Fot. AP
Harry Makropolos, menedżer niewielkiego funduszu inwestycyjnego w Massachusets. Przewidział, że fundusz Madoffa to piramida finansowa.
Wiadomo, że pierwszego, kto krzyknie "król jest nagi!", początkowo uważa się za wariata. Harry Markopolos, menedżer niewielkiego amerykańskiego funduszu inwestycyjnego w Massachusetts, geniusz matematyczny, przez prawie dziesięć lat usiłował zwrócić uwagę amerykańskiej Komisji Giełdy i Papierów Wartościowych (SEC) na pewnego oszusta z branży finansowej, który na wielką skalę defraudował pieniądze inwestorów dosłownie pod nosem władz.

Oszust miał tak rozległe wpływy i chodziło o tak wielkie pieniądze, że Harry Markopolos obawiał się o własne życie. Matematyka była jednak nieubłagana i widział czarno na białym to, czego nie widzieli regulatorzy rynku ani przedstawiciele instytucji finansowych - że mają do czynienia z przestępstwem finansowym na gigantyczną, niespotykaną dotąd skalę.

Markopolos po raz pierwszy zwrócił się do SEC w 2001 r. Zaczął pisać do polityków i dziennikarzy, namawiając ich, by przyjrzeli się bliżej interesom Bernarda Madoffa.

W 2005 r. przygotował nawet dla SEC szczegółowe dossier zatytułowane "Największy fundusz inwestycyjny na świecie jest oszustwem", gdzie posługując się niezbitymi liczbami, udowadniał swoją tezę. Dlaczego nikt go nie słuchał?

W opublikowanej właśnie książce "No one would listen" Markopolos wspomina swoje liczne spotkania z przedstawicielami władz finansowych, powątpiewając w ich kompetencje. W SEC pracuje więcej prawników niż finansistów. Prawdopodobnie w ogóle nie rozumieli, co Harry do nich mówi.

Chodziło ponadto o Bernarda Madoffa, powszechnie szanowanego finansistę, byłego prezesa giełdy Nasdaq. Jego renomowana i całkowicie przejrzysta firma cieszyła się przecież zaufaniem. Tyle, że pod jej przykrywką działał fundusz dziesięć razy większy, niż ktokolwiek przypuszczał, który w dodatku był piramidą finansową. Pochłonął, niczym czarna dziura, 65 mld dolarów.

Nikt w to nie chciał wierzyć. "The Wall Street Journal" wrzucił dossier Markopolosa na dwa lata do szuflady. Podobnie postąpiły inne gazety. Uznano go za nieszkodliwego wariata.

Faktycznie, Markopolos mógł wydawać się nieco ekscentryczny. W pewnym okresie nie rozstawał się z maską gazową w obawie, że śledczy SEC wtargną do jego domu z gazem łzawiącym. Pisze, że był nawet gotów zabić Madoffa, gdyby ten zagroził jego życiu. Ludzie, którzy biorą na siebie rolę dzwonka alarmowego, zawsze wydają się trochę dziwni. Odwaga i pasja są po prostu ekscentryczne.

W 2004 r. Harry Markopolos porzucił zarządzanie funduszem, by całkowicie poświęcić się swemu śledztwu. Twierdzi, że profesjonaliści, menedżerowie funduszy powierzających pieniądze Madoffowi, musieli coś podejrzewać. Prawdopodobnie sądzili jednak, że mają do czynienia z innym przestępstwem - obrotem na podstawie nielegalnie zdobytych informacji - i woleli nie wnikać.

Harry do dziś nie czuje się do końca bezpieczny. Twierdzi, że klientami Madoffa, który odsiaduje wyrok 150 lat więzienia, byli rosyjscy mafiosi i południowoamerykański kartel narkotykowy.

Markopolos prowadzi śledztwa również w innych sprawach. Oskarżył m.in. State Street Corporation o oszustwa na transakcjach walutowych o wartości 35 mld dolarów na szkodę funduszy emerytalnych. Bank bez wiedzy klientów stosował najwyższy kurs dnia do sprzedaży waluty, a najniższy do kupna, różnicę zachowując dla siebie. Na razie nie wiadomo, czy State Street Corporation będzie dążyła do ugody, płacąc karę, czy zdecyduje się na dowodzenie swojej niewinności w procesie.

Na muszce Markopolosa znalazła się też jedna z firm farmaceutycznych. Twierdzi, że przy branży farmaceutycznej oszuści z Wall Street to baranki. Jego zdaniem jeden z leków sprzedawany na całym świecie łącznie za 1 mld dolarów jest szkodliwy dla pacjentów i producent wie o tym od samego początku. W tej sprawie Harry ciągle nie ma kluczowego świadka.

Są tacy, którzy uważają, że Harry Markopolos powinien stanąć na czele SEC. Ale w mediach i w Waszyngtonie przeważa opinia, że to wariat. Może racje mają i jedni, i drudzy. Jak dowodzi przypadek Madoffa, na pewno warto go wysłuchać, żeby potem nie żałować.

"No One Would Listen", Harry Markopolos, John Wiley & Sons, 2010



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów