Nad naszymi odpadami ciąży fatum - nie działa segregacja, nie ma nowych inwestycji, za to jest szara strefa, a będą jeszcze kary za niedostosowanie się do unijnych norm. Czego trzeba, by zapanować nad tym bałaganem? Przede wszystkim dobrego prawa.
- Gdyby każdy rozdział ustawy o odpadach wyglądał jak ten "azbestowy", byłoby to kuriozum w skali cywilizowanego świata - twierdzi Artur Domaszewicz z Centrum Gospodarki Odpadami "Waste-Park" Fundacji Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza.
- To jaskrawy przykład psucia prawa - twierdzi profesor Jerzy Dyczek z Akademii Górniczo-Hutniczej.
- Nie mam nic przeciwko nowym technologiom. O ile są przebadane, a nie tylko przepychane - dodaje prof. Neonila Szeszenia - Dąbrowska z Instytutu Medycyny Pracy.
Dwoje ostatnich należy do powołanej przy Ministerstwie Gospodarki Rady Programowej (prof. Dyczek jest jej przewodniczącym), która ma m.in. opiniować projekty aktów prawnych dotyczących azbestu. Dlaczego członkowie rady dystansują się wobec decyzji ministerstwa? O co chodzi?
Azbestowa rewolucja
12 marca weszły w życie przepisy, które wywracają sposób postępowania z azbestem, groźnym dziedzictwem czasów PRL-u (pisaliśmy o tym 8 marca w tekście "Wpuszczeni w azbest"). Ponieważ azbestowe włókna są rakotwórcze, prawo zabraniało rozdrabniać zawierające je odpady. Dotąd wolno je było tylko zakopać. Teraz będzie je można także kruszyć i przetwarzać. Dlaczego? Bo wymaga tego urządzenie produkowane przez wrocławską spółkę Aton HT -przynajmniej takie można odnieść wrażenie. I tu zaczyna się lista zastrzeżeń pod adresem ustawodawcy. Zdaniem ekspertów zapisy w ustawie...
Są ewidentnie dedykowane jednej firmie.
Wskazuje na to 16 razy powtórzone "przetwarzanie odpadów zawierających azbest w urządzeniach przewoźnych". Zresztą Ministerstwo Gospodarki nie ukrywa, że jest inaczej, skoro jak wyjaśnia: "Nie znamy innej niż stosowana w urządzeniach firmy Aton technologii unicestwiania włókien azbestu w mobilnych urządzeniach".
W efekcie projekt rozporządzenia przypomina instrukcję obsługi reaktora mikrofalowego z serii Aton ("odpady są rozdrabniane w hermetycznej części urządzenia do wielkości mniejszej niż 20 mm, należy je rozgrzać do minimum 900 st. C, przez co najmniej 3 minuty" itp.). - Absolutnie nie powinno to tak wyglądać - twierdzi prof. Dyczek. Ustawa nie może zawierać aż tylu szczegółów.
Ustawa wyklucza stosowanie innych metod
Siłą rzeczy, tak skonstruowana ustawa wyklucza stosowanie innych metod, a tych jest kilkadziesiąt. - Większość chemicznych metod nie wymaga kruszenia ani podgrzewania do 900 st. C. A chcąc taką zastosować, musiałbym zrobić i jedno, i drugie. I jeszcze wsadzić całą aparaturę na kółka - zaznacza Artur Domaszewicz, uczestnik sejmowej podkomisji. Na zlecenie jej przewodniczącego Marka Kuchcińskiego sporządził ekspertyzę, która krytykowała projekty zapisów, ale została zignorowana. Domaszewicz twierdzi, że w rozporządzeniu był co prawda akapit dopuszczający inne metody (fizyczne, chemiczne oraz ich kombinacje) unieszkodliwiania odpadów azbestowych, ale zniknął. Po tym, gdy ustawę podpisał prezydent.
Kłóci się z logiką wdrażania nowych technologii
Zwykle najpierw wprowadza się instalacje stacjonarne, a potem mobilne (które muszą być odporne na wstrząsy i zdolne do pracy w zmiennych warunkach). A tu odwrotnie: ustawa dopuszcza jedynie urządzenia mobilne, które z definicji mają mniejszą wydajność, są droższe i narażone na rozszczelnienie, co w przypadku azbestu ma podstawowe znaczenie.
Dlaczego niestacjonarne? Choć mobilność sama w sobie jest zaletą, eksperci sądzą, że postawienie na kołach reaktora ważącego wraz z osprzętem blisko 9 ton mogło mieć też inny powód. Jaki? Prawny.
- Urządzenie przewoźne nie jest instalacją - twierdzi Domaszewicz. -I jako takie wymyka się dwóm restrykcjom -nie trzeba sporządzać raportu oddziaływania na środowisko ani wykonywać badań w akredytowanych laboratoriach.
Ta kwestia okazała się kością niezgody między resortami gospodarki i środowiska. - Z konferencji uzgodnieniowej wyszliśmy z rozbieżnością - przyznaje Małgorzata Szymborska z departamentu gospodarki odpadami. - Jesteśmy przeciwni instalacjom mobilnym, zwłaszcza w kontekście odpadów niebezpiecznych.
Resort gospodarki postawił jednak na swoim - reaktory nie straciły kół. To ułatwia ich użytkowanie (bo upraszcza formalności poprzedzające uruchomienie urządzenia w nowym miejscu), ale utrudnia kontrolę.
Kuriozalne warunki kontroli
Tym bardziej że ustawodawca zapisał kuriozalne warunki kontroli. Na przykład obecność azbestu po unieszkodliwieniu odpadów ma być badana pod mikroskopem transmisyjnym. - Piramidalna bzdura - kwituje prof. Dyczek. - Tak można badać maleńkie próbki ważące setne, jeśli nie tysięczne części grama. Jak taka próbka ma być reprezentatywna dla partii odpadów ważących dziesiątki czy setki kilogramów? - pyta.