Spór idzie o tzw. elastyczną linię kredytową, którą rok temu dostaliśmy od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W burzliwym okresie kryzysu finansowego dostaliśmy dostęp do ponad 20 mld dol. kredytu. Kosztowało to około 180 mln zł. Choć z pożyczki nie skorzystaliśmy, trudno powiedzieć, że okazała się niepotrzebna. - Dzięki niej udało się ustabilizować kurs złotego. Działała jak dodatkowa polisa ubezpieczeniowa - mówią ekonomiści.
Spór nr 1: przedłużyć linię Rząd chciałby przedłużyć umowę o kolejny rok. - Dzisiejsza sytuacja jest zupełnie inna niż ta sprzed roku, ale daleko nam do zrównoważonego wzrostu światowej gospodarki. W najbliższych miesiącach czeka nas jeszcze wiele zawirowań. Nadal obserwujemy ogromną zmienność na rynkach - przekonuje wiceminister finansów Dominik Radziwiłł.
Jednak na podpisanie umowy nie chce zgodzić się Narodowy Bank Polski. Co istotne, to NBP płaci za utrzymanie linii kredytowej. Nie tego argumentu jednak używa. - Sytuacja polskiej gospodarki i systemu finansowego jest obecnie na tyle dobra, że
Polska może przejść z grona państw, którym
MFW udziela wsparcia, do grona tych, które za pośrednictwem MFW pomagają innym krajom w przezwyciężaniu skutków globalnego kryzysu - czytamy w opublikowanym wczoraj komunikacie. Stało się to tuż po spotkaniu szefa NBP Sławomira Skrzypka z przewodniczącym Funduszu Dominikiem Strauss-Kahnem, który wczoraj gościł w
Warszawie.
Czy dostęp do kredytu MFW jest nam dziś jeszcze potrzebny? - Linia kredytowa to dobry instrument i uważam, że jakiś czas mogłaby nam służyć - mówi Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej.
- Moim zdaniem nie potrzebujemy jej. Sytuacja nie jest dramatyczna, nie potrzebujemy stabilizować kursu złotego - ripostuje Mirosław Gronicki, były minister finansów. - Ministerstwo Finansów i NBP powinny jednak ustalić stanowisko w zaciszu gabinetów i ogłosić ostateczną decyzję. Cała ta dyskusja medialna nie służy wiarygodności obu instytucji - mówi.
Spór nr 2: ile zysku do budżetu "Dziennik Gazeta Prawna" spekulował wczoraj, że stanowisko NBP to rewanż za działania Rady Polityki Pieniężnej w sporze o podział pieniędzy wypracowanych przez bank w 2009 r. Pisaliśmy o tym w ubiegłym tygodniu. Stawką są 4 mld zł, które albo podwoją pulę wpłaconą do budżetu (z 4 do 8 mld zł), albo zostaną odłożone w NBP na czarną godzinę.
Dyskusja o zysku może zdominować trwające właśnie dwudniowe posiedzenie RPP. Część członków Rady twierdzi, że zarząd robi wszystko, aby zmniejszyć ostateczny zysk NBP i w efekcie mniej przekazać do budżetu państwa. W tym celu chce zwiększyć rezerwę na przyszłe ryzyko kursowe. Robi to jednak, interpretując przepisy o tworzeniu rezerw zgodnie z własnym przekonaniem, a nie intencją autorów.
Przepisy te ustala Rada Polityki Pieniężnej, więc teraz część członków chce zmienić je tak, aby nie dawały pola do interpretacji. Zarząd NBP poprosił
Europejski Bank Centralny o oficjalną opinię na temat planowanych zmian. Zdaniem części Rady tylko po to, aby przeciągnąć całą sprawę. EBC ma na odpowiedź 30 dni, tymczasem do końca kwietnia
bank centralny musi przedstawić swój bilans.
Spór nr 3: pieniądze dla MFW Wczoraj po południu doszło do kolejnej odsłony sporu. Ministerstwo Finansów wydało komunikat, w którym zarzuciło NBP, że blokuje udostępnienie MFW dodatkowej polskiej składki do tej instytucji. Chodzi o to, że kryzys znacznie uszczuplił zasoby finansowe MFW, dlatego w zeszłym państwa członkowskie UE zgodziły się wesprzeć Fundusz dodatkową składką. To niebagatelna kwota 175 mld dol. Polski udział to 4,06 mld dol. Nie są to jednak pieniądze, które musimy wpłacić do MFW. Zobowiązanie finansowe Polski ma charakter potencjalny. Kraje uczestniczące w zwiększeniu zasobów Funduszu mogą być wezwane do dostarczenia dodatkowych pieniędzy tylko wtedy, gdy Fundusz wyczerpie dotychczasowe zasoby. Jednak sytuacja światowej gospodarki poprawia się systematycznie, dlatego w ocenie Ministerstwa Finansów prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji maleje. Podwyższenie zasobów finansowych MFW ma przy tym charakter czasowy, a Fundusz zwróci pożyczkodawcom udostępnione pieniądze, gdy jego potrzeby finansowe się zmniejszą.
W poniedziałkowym komunikacie Ministerstwo Finansów przypomniało, że zgodnie z ustawą o Narodowym Banku Polskim wydatki związane z członkostwem Polski w MFW pokrywa ze środków własnych bank centralny. Tymczasem jednak NBP uzależnia swój udział w czasowym zwiększeniu składki do MFW od zawarcia porozumienia w tej sprawie banku z Ministerstwem Finansów. Ale Ministerstwo porozumienia nie chce, bo jak twierdzi - oznaczałoby to przerzucenie kosztów (m.in. ryzyka kursowego) pożyczki dla MFW na skarb państwa, czyli podatników. Przekonuje, że byłoby to niewłaściwe. No i nie pozwala na to ustawa o NBP.
