Atak ujawniono w tym tygodniu - niektórzy dziennikarze pracujący w Chinach i na Tajwanie od 25 marca zaczęli mieć problem z zalogowaniem się na konto pocztowe.
- Dopiero dziś mi się to udało - mówi Kathleen McLaughlin, freelancerka z Pekinu cytowana przez agencję Reuters.
Z kolei dziennikarz "New York Timesa" Andrew Jacobs odkrył, że na jego koncie pocztowym Yahoo! Plus ktoś bez jego wiedzy ustawił przekierowanie wszystkich nowych wiadomości na nieznany mu adres. W sumie takich sygnałów o włamaniach do skrzynek dziennikarzy jest osiem.
Włamano się też do skrzynek należących do członków Światowego Kongresu Ujgurów - to grupa na uchodźstwie, którą
Chiny oskarżają o podsycanie nastrojów separatystycznych wśród Ujgurów zamieszkujących prowincję Xinjiang.
- Podejrzewam, że wiele z informacji, które przechowywałem na koncie Yahoo!, zostało ściągniętych - mówi rzecznik grupy Dilxat Raxit. Dodaje, że jego konto było niedostępne aż przez miesiąc.
- Do wielu osób z Lanzhou czy Xi'an, z którymi wcześniej się kontaktowałem, nie mogę się dodzwonić od kilku tygodni - mówi Raxit, zauważając, że pisywał do nich także z konta na Yahoo!, gdzie włamali się
hakerzy.
Yahoo! nie chce komentować ataków. Ani ich źródła, ani tego, czy była to zorganizowana akcja, czy raczej niezwiązane ze sobą incydenty.
- Yahoo! potępia wszelkie ataki hakerskie niezależnie od ich pochodzenia, celu czy motywów - mówi tylko rzeczniczka internetowej spółki Dana Lengkeek. I zapewnia, że koncern podejmie stosowne kroki.
Podobne ataki hakerskie na konta
Gmail należące do chińskich dysydentów sprowokowały
Google do zrezygnowania z cenzury w chińskiej wyszukiwarce, i w efekcie do otwartego konfliktu z władzami w Pekinie.
W przeciwieństwie do Google Yahoo! część swoich serwerów pocztowych ma w Chinach. W 2005 r. na żądanie władz Yahoo! przekazało e-mail, w którym dziennikarz Shi Tao opisał instrukcję rządu dotyczącą relacjonowania obchodów 15. rocznicy wydarzeń na placu Tiananmen. Trafił na dziesięć lat do więzienia, a Yahoo! zostało przesłuchane przed Kongresem
USA i publicznie skarcone.
