Komisarz Hahn podkreślił, że w statystykach Komisji Europejskiej
Polska wypada znacznie poniżej unijnej średniej. Na poparcie tej tezy na środowej konferencji prasowej w Brukseli przedstawił dane... z września ubiegłego roku. Wynikało z nich, że Polska ma podpisane umowy na projekty warte w sumie 19,5 proc. sumy, którą UE dała nam do dyspozycji w
budżecie na lata 2007-13. - Unijna średnia w tym czasie wynosiła 27 proc. - powiedział Hahn.
Zastrzegł jednak, że nawet ten wynik poniżej średniej nie powodował żadnego ryzyka utraty pieniędzy. Zaś towarzyszący komisarzowi Hahnowi ekspert z dyrekcji ds. polityki regionalnej KE - cytowany przez PAP - wyjaśnił, że dane za marzec br. są już znacznie lepsze: poziom zakontraktowania sięga 32 proc.
- Polska wciąż ma czas, choć nie tak wiele, na wykorzystanie funduszy i jestem pewien, że polska administracja jest dobrze przygotowana, by wykorzystać te środki - mówił Hahn.
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego zapewnia jednak, że faktyczne dane są znacznie, znacznie lepsze niż to, co przedstawiciele Komisji pokazali w środę w Brukseli. Bowiem urzędnicy komisji w swoich wyliczeniach w ogóle nie uwzględnili tych projektów, które dostały dotację unijną nie w drodze konkursu, ale dzięki obecności na tzw. liście projektów kluczowych. A takie inwestycje wykorzystają aż 40 proc. wszystkich unijnych funduszy w Polsce (pod tym względem nasz kraj jest dość wyjątkowy). - Łącznie z tymi środkami poziom zakontraktowania wynosi obecnie 78 proc. A we wrześniu 2009 r. było to sześćdziesiąt kilka procent - tłumaczy PAP minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska.
