Budowa Nord Stream miała się rozpocząć 1 kwietnia. Ten termin zapowiadał niemiecki Federalny Urząd Żeglugi i Hydrografii (BSH), pod koniec zeszłego roku wydając zezwolenie na ułożenie rury na terenie niemieckiej wyłącznej strefy ekonomicznej na Bałtyku.
Zezwolenie wydano w trybie natychmiastowej wykonalności, aby rozpatrywanie ewentualnych skarg na tę decyzję nie zakłóciło harmonogramu inwestycji, bo - jak tłumaczył BSH - "opóźnienie prac budowlanych tylko o kilka tygodni może postawić pod znakiem zapytania całe przedsięwzięcie". Zainwestuje w nie konsorcjum kontrolowane przez Gazprom, którego udziałowcami są także niemieckie koncerny E.ON i BASF oraz holenderski Gasunie.
Jednak inwestycja nie zacznie się w zapowiadanym terminie, chociaż pod koniec zeszłego tygodnia na Morze Bałtyckie wpłynął już gigantyczny statek do układania rur Castoro 6 i w poniedziałek nocą zacumował w pobliżu szwedzkiej wyspy Gotlandia na środku Bałtyku, gdzie zacznie się układanie rury. Ale we wtorek Nord Stream przesunęło ceremonię rozpoczęcia inwestycji "na kwiecień", nie precyzując nowego terminu.
- Trzeba przeprowadzić kilka ostatecznych kontroli wyposażenia. Także załoga nie jest w komplecie i doleci w najbliższych dniach - poinformowała "Gazetę" Maud Amelie Hanitzsch z biura prasowego Nord Stream.
Znamienne, że ceremonię rozpoczęcia budowy gazociągu przez Bałtyk przełożono nazajutrz po zamachu w moskiewskim metrze. W atmosferze żałoby panującej teraz w Rosji trudno sobie wyobrazić, jak liderzy tego państwa świętowaliby gazową inwestycję. Najbliższym możliwym terminem ceremonii wydaje się 9 kwietnia, po spotkaniu premierów Polski i Rosji w Katyniu oraz po ceremonii podpisania w Pradze układu
Rosja -
USA o redukcji strategicznej broni nuklearnej.
Nie spełniły się też zapowiedzi, że do końca marca udziałowcem Nord Stream zostanie francuski koncern GDF Suez - jak na początku miesiąca uzgodniono podczas wizyty prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa w Paryżu. Dziennik "Kommiersant" pisał, że niemieckie koncerny spierają się z GDF Suez o zapłatę za akcje Nord Stream. Ale zazgrzytało też w relacjach Francji z Rosją, gdy Paryż zaczął się wahać przed sprzedażą Moskwie nowoczesnych okrętów Mistral. Transakcja ta budzi zaniepokojenie państw nadbałtyckich i Departament Stanu USA zapowiedział, że będzie o niej rozmawiać z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, który jest właśnie w Waszyngtonie.
