To, że Rada nie będzie zgodna, można było zgadnąć już w momencie jej powoływania. Zasiadają w niej bowiem osoby wskazane przez niechętne sobie strony - koalicja PO - PSL kontra przedstawiciele prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Są to ludzie o wyrazistych poglądach i osobowościach, a nawet skonfliktowane ze sobą (np. prezes Sławomir Skrzypek procesuje się z członkiem RPP prof. Janem Winieckim).
Ale że do kulminacji sporu dojdzie już na drugim wspólnym posiedzeniu, trudno było przewidzieć. Tymczasem wczorajszą decyzję Rady o pozostawieniu
stóp procentowych bez zmian całkowicie przysłonił spór o zysk NBP.
To, że konflikt jest naprawdę ostry, widać było po zachowaniu członków Rady Polityki Pieniężnej obecnych na wczorajszej konferencji prasowej. Stojący po przeciwnych stronach barykady Zyta Gilowska, Sławomir Skrzypek i Anna Zielińska-Głębocka odpowiadali na pytania dziennikarzy, ale także przerzucali się argumentami i ripostowali nie kryjąc zdenerwowania. W pewnym momencie prezes Skrzypek ostro przerwał Zielińskiej-Głębockiej. - Pani nie mówi prawdy - napisał na kartce, którą Zielińska-Głębocka natychmiast przeczytała na głos.
Przygrywka do wczorajszej awantury miała miejsce już w poniedziałek. Zarząd NBP przyjął tego dnia sprawozdanie finansowe banku centralnego, według którego zysk wyniósł 4,2 mld zł.
Dzień później RPP (w większości wskazana przez rządzącą koalicję parlamentarną) tak zmieniła reguły księgowe, że kwota, którą ze swego zysku NBP przekaże do
budżetu państwa, może być dwukrotnie wyższa: nie 4, lecz prawdopodobnie 8 mld zł. O tym, że RPP szykuje taki ruch, "Gazeta" pisała już w ubiegłym tygodniu.
Zarząd NBP natychmiast zareagował na działania Rady. Wczoraj wydał oświadczenie, w którym zarzuca członkom RPP łamanie prawa, a w szczególności, że:
-nie skonsultowali projektu zmian reguł księgowości z
Europejskim Bankiem Centralnym, naruszając w ten sposób decyzję Rady Unii Europejskiej
- nie respektowali konstytucyjnej zasady, że prawo nie działa wstecz - postanowiono, że zmiany mogą być zastosowane do bilansu za miniony, 2009 rok
- złamali zasady rachunkowości obowiązujące w NBP
- wbrew odpowiedniej ustawie zmianę wprowadzają w życie z dniem uchwalenia.
Czy faktycznie zmiany wprowadzone przez RPP nie mogą dotyczyć zysku NBP z minionego roku? - Są standardy limitujące wsteczną moc działania prawa - tłumaczy konstytucjonalista Ryszard Piotrowski. - Ta reguła ma jednak pewne ograniczenia w przypadku ochrony wartości konstytucyjnych o dużym znaczeniu. Teoretycznie jedną z takich wartości mogłoby być zachowanie równowagi budżetowej - dodaje Piotrowski.
Przedstawiciele RPP nic nie wiedzieli o tym stanowisku do momentu zaprezentowania go na konferencji prasowej przez prezesa Sławomira Skrzypka.
Zyta Gilowska, która w Radzie zasiada ze wskazania prezydenta, przekonywała, że rezerwy na ryzyko kursowe muszą być możliwie duże, bo sytuacja na rynku finansowym jest bardzo zmienna, a kierunek zmian jest nieprzewidywalny. I przypomniała, że już kiedyś próbowano "dobrać się" do pieniędzy NBP. -Wracamy do tego rozumowania - oceniła.
Zmiany wprowadzone przez RPP ucieszyły za to Ministerstwo Finansów. - Uchwała Rady doprecyzowuje uchwałę z 2006 r., rozwiewając wszystkie wątpliwości na temat tego, jak zysk NBP powinien być liczony - ogłosił resort. Co konkretnie zmieniła RPP? Zdaniem większości jej przedstawicieli przy tworzeniu rezerwy na przyszłe ryzyko kursowe powinno się uwzględnić drugą poduszkę bezpieczeństwa - przychody z tzw. niezrealizowanych różnic kursowych. Rezerwa może być mniejsza o wartość tych różnic, bo gdy
złoty się umacnia, to najpierw topnieją te różnice, a dopiero potem "do gry wkracza" rezerwa. W nowej uchwale napisano to wprost.
Prezes Skrzypek przekonuje, że zarząd obliczał zysk dokładnie tak, jak zalecała uchwała poprzedniej Rady z 2006 roku. Ale jego zdaniem przychody z niezrealizowanych różnic kursowych nie mogą być traktowane jako zabezpieczenie przed skutkami umocnienia złotego. Według Dariusza Filara, który zasiadał w poprzedniej RPP, jest to niezgodne z intencjami autorów. Prezes NBP zarzuca mu jednak stronniczość. - Pan Dariusz Filar jest stroną w tym konflikcie. Teraz doradza premierowi Tuskowi - stwierdził Skrzypek.