Nowym szefem rady nadzorczej białoruskiego monopolisty gazowego Biełtransgaz został wiceprezes Gazpromu Walerij Gołubiew, przejmując to stanowisko od wicepremiera Białorusi Uładzimira Siemaszko - poinformował wczoraj rzecznik białoruskiej firmy cytowany przez rządową agencję prasową Biełta. Siemaszko pozostał w radzie, ale już tylko na fotelu jej wiceszefa - zajmowanym dotąd przez Gołubiewa. To jeden z najbardziej wpływowych menedżerów rosyjskiego koncernu. Od 1979 r. był funkcjonariuszem KGB, a po rozpadzie ZSRR pracował w merostwie Sankt Petersburga wraz z obecnym premierem Rosji Władimirem Putinem.
Roszady na szczytach Biełtransgazu w symboliczny sposób przypieczętowały przejęcie przez Gazprom połowy udziałów firmy, która jest wyłącznym
sprzedawcą gazu na Białorusi oraz zajmuje się tranzytem gazu do Polski, Litwy i Kaliningradu. Zgodnie z umową władz w Mińsku i Moskwie od 2007 r. Gazprom co rok za 625 mln dol. kupował po 12,5 proc. akcji Biełtransgazu. Ostatnią ratę Rosjanie uiścili przed miesiącem.
Obecny podział władzy w Biełtransgazie przypomina polsko-rosyjską spółkę EuRoPol Gaz, do której należy gazociąg tranzytowy do Niemiec (białoruska część tej rury należy tylko do Gazpromu). Od środy w radzie Biełtransgazu zasiada po czterech przedstawicieli Gazpromu oraz rządu Białorusi. Rosjanie i Białorusini mają też równą liczbę członków w dyrekcji spółki. Jak w tej sytuacji rozwiązywać ewentualne spory?
Na razie zgodnie z umową rządów w Mińsku i Moskwie decyzje w Biełtransgazie są podejmowane jednogłośnie. Ale Gazprom po przejęciu połowy akcji białoruskiej firmy chce to zmienić. Nowa umowa wspólników białoruskiej spółki "będzie przedmiotem przyszłych, skomplikowanych negocjacji" - powiedział anonimowy przedstawiciel Gazpromu cytowany przez
dziennik "Kommiersant".
Rosjanie nie kryją, że po prostu chcą kontroli nad białoruską firmą. - W swoich inwestycjach Gazprom dąży do uzyskania kontroli - powiedział w zeszłym tygodniu w Mińsku wiceprezes rosyjskiego koncernu Andriej Krugłow. Dodał, że zajmą się tym rządy Rosji i Białorusi.
Mińsk oddał Rosjanom połowę udziałów swojego gazownictwa w zamian za tani gaz i teraz władze Białorusi mogą powtórzyć taki handel, odstępując Gazpromowi kontrolę nad Biełtransgazem za dostawy gazy po ulgowych cenach. Rosjanie zapowiedzieli, że w tym roku średnioroczna cena za 1000 m sześc. gazu dla Białorusi wyniesie 171 dol., a w przyszłym roku ceny wzrosną. Tymczasem Mińsk chce utrzymać ceny z zeszłego roku, kiedy za 1000 m sześc. gazu Białoruś płaciła 155 dol. Już w zeszłym roku Mińsk miał problemy z terminowym regulowaniem rachunków od Gazpromu, a Rosjanie twierdzą, że także w br. Białoruś zgromadziła już 94 mln dol. długu za gaz.
Faktyczne przejęcie władzy nad białoruskim gazownictwem przez Gazprom ma wielkie znaczenie dla naszego rynku. W ostatni wtorek, powołując się na źródła dyplomatyczne, Biełta poinformowała, że rządy Białorusi i Polski negocjują połączenie sieci gazociągów w obu krajach.