Od momentu zainstalowania w Polsce pierwszego
bankomatu przez Bank
Polska Kasa Opieki u schyłku PRL-u biznes bankomatowy nieustannie się rozwijał. Banki i niezależni operatorzy chwalili się, kiedy ich statystyki przekraczały sto, tysiąc, dwa tysiące maszyn. Dzisiaj liczba
bankomatów w Polsce sięgnęła ok. 15 tys. PKO BP ma ich prawie 2,4 tys., Pekao ponad 1,8 tys., a największy niezależny operator Euronet 2,2 tys. sztuk. Wiele wskazuje jednak na to, że osiągnęliśmy szczyt. Rynek, zamiast dalej się rozwijać, zacznie się kurczyć. Euronet zaczął niedawno demontować 30 bankomatów i zagroził, że zrobi to samo z kolejnymi 700 maszynami, choć - przypomnijmy - jeszcze niedawno zapowiadał, że w tym roku postawi nawet 600 nowych urządzeń.
Euronet zagroził likwidacją Co tak zdenerwowało właściciela Euronetu, że posunął się aż do takich deklaracji? Do tej pory sytuacja z grubsza wyglądała tak: jeżeli klient banku X wypłacał gotówkę z bankomatów Euronetu i korzystał z karty MasterCard, bank X płacił za to ok. 3,5 zł organizacji płatniczej, a ta przekazywała tę opłatę właścicielowi bankomatu. To był jego przychód nazywany w branży interchange fee lub bankomatową opłatą międzybankową. Przepływ pieniędzy mógł wyglądać też inaczej. Bank mógł dogadać się z operatorem bankomatu bez udziału MasterCard czy Visy. Operator dostawał co prawda niższe stawki niż te przekazywane przez MasterCard, ale w zamian miał zapewnioną promocję ze strony banku, gwarancję, że klienci będą korzystać z jego bankomatów, słowem - miał zapewniony ruch. Tymczasem MasterCard od kwietnia nie płaci już 3,5 zł za każdą transakcję, lecz tylko 1,2-1,6 zł, w zależności od rodzaju karty. Czyli o połowę mniej. O tyle samo spadną więc przychody operatora z tytułu wypłat. Na miejscu Euronetu każdy by się zdenerwował. Euronet zaczął liczyć i doszedł do wniosku, że w takiej sytuacji nie tylko musi przestać rozbudowywać sieć, ale zacząć ją zwijać. Zaczął od 30 bankomatów, ale zagroził, że może zlikwidować nawet 700.
Cash4You zbadał grunt Inny niezależny operator DieBold, właściciel sieci Cash4You, na wieść o planach MasterCard postanowił szukać oszczędności, a raczej utrzymać dotychczasowe przychody. Ustawił limit jednorazowej wypłaty gotówki na poziomie 400 zł. Jeżeli klient potrzebowałby więcej pieniędzy, mógłby dokonać dwóch transakcji, a więc operator dostałby dwa razy stawkę interchange fee. Pomysł - nie ukrywajmy - bardzo uciążliwy dla klientów. Poza tym średnia wartość wypłaty i tak jest niższa niż 400 zł, a więc tylko część klientów wypłacałby podwójnie (lub częściej) przy jednej wizycie w bankomacie. Firma szybko wycofała się z tego planu.
A co z dużymi bankowymi operatorami? Mogą spać spokojnie. PKO BP czy Pekao budują sieci głównie dla swoich klientów, koszt ich utrzymania wpisany jest w ich biznes. A jeśli z ich bankomatów korzystają klienci innych banków, dostają ekstra pieniądze - stawkę rynkową od MasterCard albo Visy.
Co decyzja MasterCard oznacza dla banków? To dla nich bardzo dobra wiadomość. Jeżeli MasterCard zmniejsza o połowę wynagrodzenie dla operatorów bankomatów, o tyle samo mniej muszą płacić banki. To one de facto zrzucają się na interchange fee, wliczając tę opłatę w koszty prowadzenia biznesu. Muszą liczyć się z potrzebami klientów. Gdyby nie dawały możliwości taniej lub bezpłatnej wypłaty przynajmniej z części bankomatów, to trochę tak, jakby nagle zlikwidowały swoje oddziały.
Panika czy realne groźby Wróćmy jednak do planów likwidacji przez Euronet 700 bankomatów. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że Euronet wywołuje panikę, próbuje zastraszyć klientów, sprawić, by pod ciężarem krytyki MasterCard odwołał swoją decyzję. Ale groźba może być jak najbardziej realna i uzasadniona. Euronet i inne niezależne sieci mogą nie mieć wyjścia. Szukają sposobu na utrzymanie rentowności. Demontując
maszyny, firma zaoszczędzi na transporcie gotówki, jej konwojowaniu i serwisowaniu bankomatów. Warto pamiętać też o tym, że gotówka leży w bankomacie, czyli de facto w skarpecie. Pieniądze nie pracują na żadnym rachunku. To kolejny koszt dla operatora. Z drugiej strony, likwidując
bankomaty, zmniejsza się liczba maszyn, które potencjalnie robiłyby mu obrót.
Początkowo można było sądzić, że MasterCard chce wygryźć Visę, zwiększyć swój udział w rynku. Jeśli MasterCard proponuje bankom obniżenie opłaty o połowę, to staje się bardziej konkurencyjny niż Visa. Banki powinny więc chcieć robić interesy właśnie z nim, a nie z Visą. Ale wystarczy, że Visa zrobi ten sam ruch co MasterCard, na co wiele wskazuje, i równowaga na rynku będzie zachowana. O co więc chodzi? Mamy do czynienia ze wspólnym interesem organizacji płatniczych i banków. Wspólny interes polega na promowaniu płatności bezgotówkowych, bo na tej działalności można dobrze zarabiać. Jeżeli płacimy kartą w sklepie, część utargu, 1-2 proc., trafia do banków, operatorów POS (urządzenia akceptujące transakcje kartowe w sklepach) i organizacji płatniczych. W przypadku banków rozwój rynku transakcji bezgotówkowych niekoniecznie bezpośrednio wiąże się z przychodami, bo te de facto często kompensują koszty wydawnictwa kart. Raczej chodzi o ubankowienie społeczeństwa. Posiadanie karty wiąże się z posiadaniem konta, dzięki czemu pieniądze nie leżą w skarpecie. Pochodną ubankowienia jest wyższy wynik odsetkowy - jeden z podstawowych przychodów banków.
PKO BP i Pekao wykorzystają sytuację? Całe zamieszanie mogłyby teoretycznie wykorzystać banki, które mają dużą sieć własnych bankomatów, a więc PKO BP i Pekao. To tylko czarny scenariusz, ale możliwy. Jeżeli skutkiem obniżki interchange fee będzie zwijanie lub ograniczenie biznesu przez niezależnych operatorów bankomatowych, wspomniane banki mogłyby zamknąć się na klientów innych banków kosztem pozornego odcięcia się od dodatkowych zysków. Pozornego, bo w ten sposób bankom niemającym własnej sieci bankomatów, z dostępem jedynie do zdziesiątkowanych maszyn niezależnych operatorów, przyłożyłby nóż do gardła. Klienci z pewnością byliby wściekli, gdyby nie mieli swobodnego dostępu do gotówki. "Odblokowanie" dostępu do bankomatów dla obcych klientów byłoby możliwe, ale po stawkach wyższych niż rynkowe, czyli tych oferowanych przez MasterCard i Visę. Z pewnością koszt korzystania z bankomatów by wzrósł.
Czy jest alternatywa dla gotówki i bankomatów? Oczywiście - przejście na system płatności bezgotówkowych. Liczba sklepów wyposażonych w POS, a więc urządzenia akceptujące karciane płatności, stale rośnie. Jest ich dzisiaj w Polsce około 200 tys. Prognozy Visy mówią, że do 2012 r. ma ich być pół miliona. Powoli stawia pierwsze kroki usługa Cashback, czyli możliwość wypłaty gotówki w sklepach (do 200 zł). Taki sklep pełni w pewnym sensie funkcję bankomatu. Nawet jeżeli płacimy kartą, przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że opłaca się to przy większych zakupach. Ile razy spotykamy się w sklepie z informacją typu "płatność kartą powyżej 20 zł"? Można zrozumieć właścicieli sklepów, bo to oni muszą odpalić część swojego utargu na rzecz wydawcy karty. Poza tym płatność kartą wydaje się dłuższa niż gotówką i mniej komfortowa, kiedy czujemy w sklepie irytację innych klientów. Lekarstwem na ten problem może być usługa PayPass, a więc płatność bezstykowa. Za zakupy płacimy, zbliżając specjalną kartę do czytnika. Nie musimy nawet wypuszczać jej z rąk. Taką kartą można płacić nawet za drobne zakupy i prawie tak szybko jak gotówką (bez podpisów, wstukiwania kodu PIN). No i oczywiście jest internet - wszelkie rachunki można regulować z domu, zamiast chodzić z gotówką na pocztę.
Bankomaty to podstawa! Wszystko pięknie, ale czy klienci gotowi są na gwałtowny spadek liczby bankomatów? Na to jest zdecydowanie za wcześnie! Jeżeli chcemy, żeby więcej sklepów akceptowało karty, należy najpierw zachęcić do tego ich właścicieli, obniżając pobierane od nich prowizje. System PayPass? Karty w tym systemie wydaje tylko kilka banków, akceptuje niewiele sklepów. Cashback? Żeby zastąpić bankomaty, system musiałby być powszechny, a dostępne limity wypłat wyższe, a do tego wszystkiego daleka droga.
Niewątpliwie rola transakcji bezgotówkowych będzie coraz bardziej popularna. I bardzo dobrze. Ale doprowadzenie do gwałtownego zniknięcia z ulic i ze sklepów tysięcy bankomatów może narazić banki na gniew ludu. I paradoksalnie - nie po myśli banków - przyczynić się do tego, że słupki ubankowienia nie drgną. W ubiegłym roku stan ubankowienia polskiego społeczeństwa sprawdził Narodowy Bank Polski. Badanie pokazało, jak bardzo jesteśmy przywiązani do żywej gotówki. Aż 25 proc. ankietowanych brak konta tłumaczyło tym, że woli trzymać pieniądze w gotówce. Trudno będzie ich przekonać do założenia rachunku, jeżeli jednocześnie kasowane będą bankomaty - naturalny dostęp do gotówki.