Biznes Ludzie Pieniądze

Polscy inwestorzy indywidualni liderami rynku kontraktów terminowych

Ireneusz Sudak
02.04.2010 , aktualizacja: 04.04.2010 14:19
A A A Drukuj
Polska giełda przynajmniej pod jednym względem jest fenomenem na skalę światową - 51 proc. wartości obrotów na rynku kontraktów terminowych wygenerowali w ubiegłym roku inwestorzy indywidualni. - Inwestorzy instytucjonalni inwestują w kontrakty, bo chcą się zabezpieczyć. Indywidualni, bo chcą szybko zarobić. To nasza ułańska fantazja - mówią eksperci
Liczba kontraktów terminowych zawieranych na GPW
Liczba kontraktów terminowych zawieranych na GPW
Kontrakt terminowy jest rodzajem instrumentu finansowego, który daje możliwość zarabiania zarówno wtedy, gdy giełdy rosną, i wtedy, gdy tracą. W dużym uproszczeniu inwestorzy mogą "zakładać się" np. o to, czy indeks WIG20 wzrośnie, czy spadnie, lub czy złoty się umocni. Pierwszymi graczami na rynku kontraktów terminowych przed ponad stu laty byli... rolnicy, którzy nabywali dane produkty po akceptowanej przez nich cenie, zabezpieczając się tym samym przed niekorzystnym wpływem warunków meteorologicznych.

W 2009 r. wolumen kontraktów na GPW osiągnął 13,2 mln sztuk, co uplasowało warszawską giełdę na czwartym miejscu w Europie. Połowę dziennych wartości obrotów generują inwestorzy indywidualni - na zachodnich rynkach ich udział waha się ok. 10 proc. - To fenomen na skalę europejską, a może i światową - mówi "Gazecie" Michał Masłowski ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Według danych Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych w ub.r. 17,2 tys. osób uczestniczyło w handlu kontraktami, co oznacza, że liczba ta zwiększyła się w ciągu 12 miesięcy o 1,3 tys.

Ostatnio nasi "indywidualni" byli wyjątkowo aktywni. 17 marca wolumen obrotu kontraktami terminowymi sięgnął 148 tys. kontraktów. Była to najwyższa w historii warszawskiej giełdy wartość tego wskaźnika.

CZYTAJ także komentarz prezesa GPW Ludwika Sobolewskiego

Skąd taka popularność kontraktów wśród Polaków? - Główną przyczyną jest występowanie dźwigni finansowej, dzięki której inwestorzy mogą obracać większymi kwotami - mówi Adam Mizera, makler papierów wartościowych TMS Brokers. Michał Masłowski dodaje, że wynika to z naszych cech charakterologicznych. - Chodzi o zamiłowanie do ryzyka, pewną ułańską fantazję, która w nas drzemie. - Na całym świecie inwestorzy instytucjonalni inwestują w kontrakty, bo chcą się zabezpieczyć przed wahaniem kursów. A u nas indywidualni chcą szybko zarobić - mówi Mizera.

Niestety, dźwignia finansowa, czyli to, co zachęca inwestorów indywidualnych, jest dla nich największym zagrożeniem. - Tak jak w fizyce dzięki dźwigni możemy podnieść przedmiot o wiele cięższy, niż moglibyśmy to zrobić sami, tak na rynku finansowym przy użyciu dźwigni możemy obracać daną sumą bez konieczności posiadania pełnej kwoty - mówi Mizera. Dźwignia finansowa pozwala kupować kontrakt o wartości 10 tys. zł za 1 tys. zł. Jeśli wartość kontraktu wzrośnie o 10 proc., czyli o 1 tys. zł, oznacza to dla nas 100 proc. zysku w stosunku do zainwestowanej kwoty. Gorzej, jeśli kontrakt straci 10 proc. - wtedy nasze pieniądze przepadają.

- Nie wystarczy poczytać książki, żeby przeprowadzać inwestycje z dużą dźwignią finansową, ponieważ bardzo szybko może okazać się, że inwestor będzie musiał dopłacić wielokrotność początkowej inwestycji, nawet przy relatywnie małych zmianach cen - mówi Piotr Pochmara, specjalista ds. interwencji i analiz Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Biura maklerskie twierdzą, że uprzedzają klientów o ryzyku, a inwestycje zalecają jedynie doświadczonym graczom. Nie wiadomo jednak, ilu początkujących inwestorów straciło swoje oszczędności przez nieumiejętne posługiwanie się dźwignią.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów