Biznes Ludzie Pieniądze

Grecja i Niemcy - dwa oblicza strefy euro

Andrzej Sławiński
02.04.2010 , aktualizacja: 02.04.2010 21:32
A A A Drukuj
Gospodarki Grecji, Włoch i Portugalii są za mało otwarte i za mało konkurencyjne. To także przyczyna kłopotów tych krajów - pisze prof. Andrzej Sławiński*.
Andrzej Sławiński
Andrzej Sławiński


Od dłuższego już czasu kłopoty budżetowe Grecji i pytania o ich wpływ na sytuację w całej strefie euro nie schodzą z czołówek gazet. Warto więc zajrzeć pod powierzchnię bieżących wydarzeń i przypomnieć, skąd to wszystko się bierze.

Utrata konkurencyjności

Ważną przyczyną kłopotów Grecji jest nie tylko jej nierozważna polityka budżetowa, ale również to, że w ciągu ostatniej dekady jej gospodarka traciła konkurencyjność kosztową w stosunku do gospodarki niemieckiej. Problemem strefy euro jest to, że stopniowe pogarszanie się kosztowej konkurencyjności eksportu dotyczyło także gospodarek Włoch, Portugalii, Hiszpanii i Irlandii. Z tego powodu tempo wzrostu gospodarczego we Włoszech i w Portugalii w ciągu ostatniej dekady wyraźnie słabło. Wprawdzie w Hiszpanii i Irlandii wzrost był do niedawna dość wysoki, ale główną tego przyczyną były boomy budowlane. W tej sytuacji naprawa finansów publicznych w części krajów strefy euro będzie zależała nie tylko od determinacji rządów w przeprowadzaniu reform fiskalnych, ale także od reform strukturalnych na rzecz odzyskania utraconej konkurencyjności.

Skalę problemu ilustruje to, że od czasu utworzenia strefy euro jednostkowe koszty pracy w Grecji, we Włoszech, w Portugalii, Hiszpanii i Irlandii zwiększyły się o prawie 25-30 proc., a w Niemczech jedynie o 2 proc. Odzyskanie konkurencyjności w stosunku do Niemiec będzie rzeczą trudną, skoro koszty pracy w ich gospodarce rosły tak niewiarygodnie, wręcz wolno. Często stawia się Niemców za wzór pod tym względem. Rzecz jednak w tym, że optymalne tempo wzrostu płac jest równe tempu wzrostu wydajności powiększonemu o cel inflacyjny. Takie tempo wzrostu płac podtrzymuje popyt krajowy, a nie zagraża inflacji. Tymczasem w Niemczech tempo wzrostu płac było w ciągu ostatniej dekady niższe niż tempo wzrostu wydajności powiększone o cel inflacyjny EBC. Prowadziło to do chronicznej słabości popytu krajowego. Motorem wzrostu musiał być eksport. Ten jednak może podtrzymywać wzrost w małej gospodarce. W dużej gospodarce, jak niemiecka, sam eksport zapewnia przyzwoite tempo wzrostu tylko w okresach wyjątkowo dobrej koniunktury globalnej; jak było w latach poprzedzających obecny kryzys. Na razie nic nie zapowiada, by taki okres miał szybko wrócić.

Niedostatek integracji

Dlaczego przez lata rosło wewnątrz strefy euro zróżnicowanie konkurencyjności poszczególnych gospodarek? Paul De Grauwe, z którego podręczników od lat uczą się teorii integracji walutowej studenci na całym świecie, uważa, że główną przyczyną jest niedostatek integracji politycznej. Powoduje on, że w różnych krajach strefy euro prowadzona jest różna polityka socjalna i płacowa, a poszczególne rządy różnie podchodzą do konieczności wydawania pieniędzy na badania naukowe i oświatę. Rodzi to różnice w tempie wzrostu płac i wydajności. Niedostatek integracji politycznej sprawia również, że nie ma w strefie euro instytucji, które byłyby potrzebne w czasach kryzysu, takich jak Europejski Fundusz Walutowy, którego utworzenie proponowali niedawno Daniel Gros i Thomas Mayer.

Dlaczego zdecydowano się na utworzenie unii walutowej przed osiągnięciem dostatecznego postępu w integracji politycznej? Prawdziwym początkiem strefy euro były przemyślenia polityków francuskich po doświadczeniach pierwszej połowy lat 80. Francuzi przekonali się wtedy, że stosując ekspansywną politykę pieniężną w świecie dużej mobilności przepływów kapitałowych, można raczej sprowokować presję na spadek kursu własnej waluty, niż ożywić wzrost gospodarczy. Po kolejnych dewaluacjach franka w stosunku do marki niemieckiej Francja zdecydowała się prowadzić politykę niskiej inflacji i w ten sposób utrwalać swą konkurencyjność. Uznała, że będzie robić to, co od dawna robili Niemcy. I od tamtej pory to się Francji udaje, podobnie jak Holandii, Finlandii, Belgii i Austrii, które - będąc silnie zintegrowane z gospodarką Niemiec - od lat nie mają innego wyjścia, jak dotrzymywać im kroku w poprawie efektywności. Wymownie świadczą o tym zawierane w tych krajach umowy społeczne, w których związki zawodowe nieodmiennie godzą się na to, by punktem odniesienia w trakcie negocjacji płacowych było tempo wzrostu płac w Niemczech. Krótko mówiąc, w przypadku wymienionych krajów sprawdziły się wcześniejsze oczekiwania, że konkurencja na wspólnym rynku europejskim nie pozwoli na dużą skalę różnicowania się efektywności gospodarek tworzących strefę euro. Dlaczego w śródziemnomorskich krajach strefy euro to się dotąd jeszcze nie udało? W części stało się tak dlatego, że są to gospodarki mało otwarte na wymianę. Konieczność konkurowania na wspólnym rynku europejskim była dotąd w ich przypadku zbyt słabym czynnikiem, by wymuszać stałą poprawę efektywności.

Reformy i nadzór finansowy

Przyczyną dzisiejszych kłopotów Portugalii, Hiszpanii i Irlandii było to, że niski poziom stóp procentowych EBC przyczynił się do wystąpienia w ich gospodarkach silnych boomów kredytowych. Optymizm wywołany wejściem do strefy euro skłaniał do masowego brania kredytów i zwiększania konsumpcji kosztem oszczędności. Początkowo traktowano szybki wzrost akcji kredytowej za rzecz nieomal naturalną w krajach, które w latach 90. odniosły, dzięki wejściu do Unii Europejskiej, spektakularne sukcesy gospodarcze. Akcja kredytowa rosła jednak zbyt szybko, co powodowało, że płace rosły szybciej niż wydajność. Ta zaś spadała, ponieważ spadek oszczędności przyniósł zmniejszenie się inwestycji, a zasoby produkcyjne w coraz większym stopniu trafiały do budownictwa, które charakteryzuje niska wydajność. Boom kredytowy w Portugalii załamał się już w 2002 r. O skutkach niedawnego załamania boomów budowlanych w Irlandii i Hiszpanii jeszcze długo będziemy czytać.

Czy obecna trudna sytuacja przyspieszy reformy strukturalne, które sprawią, że różnicowanie się konkurencyjności wewnątrz strefy euro zacznie się zmniejszać? Zapewne tak, jakkolwiek będzie to proces trudny, ponieważ na razie niewiele zapowiada, by mogło go wesprzeć zwiększenie się integracji politycznej. A szkoda, ponieważ zwiększenie uprawnień Komisji Europejskiej otworzyłoby drogę między innymi do demonopolizacji sektorów energetycznych i telekomunikacyjnych w wielu krajach. Co do zmian w polityce gospodarczej można powiedzieć o tych, które nastąpią. Bolesne doświadczenia boomów kredytowych sprawią, że zmieni się nadzór nad bankami. Instytucje nadzorcze będą chronić nie tylko same banki przed bankructwem, ale także gospodarki poszczególnych krajów przed niestabilnymi boomami kredytowymi. Będą zmieniały się także nadal rynki pracy i mechanizmy płacowe, by w tych krajach strefy euro, które traciły konkurencyjność w stosunku do Niemiec i Francji, płace nie rosły już szybciej niż wydajność. Wszystko to będzie bolesne i trudne, ale trzeba mieć nadzieję, że uda się w krajach mających dzisiaj trudności to, co udało się przecież w innych krajach strefy euro.



* Prof. Andrzej Sławiński jest wykładowcą Szkoły Głównej Handlowej, doradcą przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów