W ten oto sposób jeden z bardziej skomplikowanych sporów prawnych i ekonomicznych znalazł swoje miejsce... w maglu.
Być może wypowiedź Tomasza Wróblewskiego nie zrobiłaby takiej furory, gdyby nie podchwyciły jej ochoczo środowe "Wiadomości" TVP, przygotowując materiał pod hasłem "Niedopuszczalne naciski rządu na RPP". A jedynym źródłem był właśnie Wróblewski. Pusty śmiech człowieka ogarnia. Już widzę, jak to wybrani przez parlament członkowie RPP prof. Jerzy Hausner czy prof. Jan Winiecki biegają dziś na posyłki u Tuska. Owszem, Winiecki powinien w relacjach z dziennikarzami zachować umiar, bo jego obraźliwe wypowiedzi pod adresem niektórych mediów są niedopuszczalne. Ale też właśnie ostry język Winieckiego pokazuje, że nie jest to człowiek, który będzie wykonywał jakiekolwiek polecenia z zewnątrz. Są jakieś granice absurdu. Niestety, plotki redaktora Wróblewskiego także przez inne media są dziś prezentowane jako wiarygodna informacja.
Od kilku dni między większością Rady Polityki Pieniężnej a prezesem NBP trwa spór, jaka część zysku Narodowego Banku ma zostać przekazana do
budżetu. To spór istotny, bo
deficyt budżetowy jest bardzo wysoki i każdy miliard jest na wagę złota. Rządowi zależy na jak najwyższej wpłacie i taką też decyzję podjęła większość RPP. Prezes NBP Sławomir Skrzypek jest temu przeciwny. Uważa, że NBP powinien dysponować większymi rezerwami zabezpieczającymi przed skutkami umacniania złotego. Laikom trudno rozstrzygnąć ten spór, który dziś zamienił się w polityczną awanturę. Z jednej strony mamy rząd Tuska i nowych członków Rady powołanych przez większość sejmową, z drugiej - ludzi nominowanych przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Nie potrafię przesądzić, czym kierują się członkowie RPP wybrani przez koalicję rządową. Ale wierzę, że dobrem publicznym. Wiem, że każdy z nich ma odpowiednie wykształcenie, poważny dorobek naukowy i większość z nich nie była związana z partią rządzącą. Wiem także, że niektórzy członkowie RPP wybrani przez prezydenta Kaczyńskiego nie potrafili do tej pory powściągnąć swoich politycznych nienawiści. "Nie miałam pojęcia, że w zakładaniu PO brali udział ludzie ze służb specjalnych. A dowiedziałam się o tym w 2006 roku od jednego z generałów, który na tyle mnie starannie informował o tym fakcie, że nawet podawał rozmaite szczegóły" - to wypowiedź prof. Zyty Gilowskiej, która reprezentuje RPP. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" sprzed dwóch dni powiedziała o premierze, że "jest kapryśny i skłonny do okrucieństwa". Ataki na rząd i na PO ze strony przedstawicieli instytucji, które z założenia powinny być apolityczne, to łamanie standardów cywilizowanego państwa prawa. Ale też wypowiedzi prof. Gilowskiej dają odpowiedź na pytanie, czym kierują się niektórzy przedstawiciele prezydenta, podejmując decyzje dotyczące zysku NBP.
Wojna trwa. Obok takich deklaracji, jak ta Gilowskiej, padają wzajemne oskarżenia o łamanie prawa. Jesteśmy bliscy kompromitacji Rady Polityki Pieniężnej i NBP. Dziś jedynym wyjściem jest natychmiastowa mediacja premiera i prezydenta, która doprowadzi zwaśnione strony do kompromisu.