Biznes Ludzie Pieniądze

Jak to jest z tym euro? Spieszyć się, czy lepiej poczekać?

Mariusz Piotrowski
02.04.2010 , aktualizacja: 02.04.2010 23:35
A A A Drukuj
Globalny kryzys spowodował spustoszenie w gospodarce, zmienił też podejście nowych krajów członkowskich UE do strefy euro i wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty. O ile wcześniej wszystkie mniej lub bardziej aktywnie walczyły o wprowadzenie euro, tak teraz widzimy, że w ich gronie doszło do rozwarstwienia - jedne kraje czekają i odwlekają wprowadzenie wspólnej waluty o kilka lat, inne chcą wprowadzić euro jak najszybciej. Kto ma rację? Lepiej szybciej wprowadzić euro, czy poczekać na ustabilizowanie się gospodarki?

Fot. sxc.hu
Obecnie wśród nowych państw członkowskich UE do euro najbardziej spieszy się krajom bałtyckim, a szczególnie Estonii. Bałtycki tygrys początkowo planował przyjęcie euro już w latach 2007-08, na drodze stanął im jednak kryzys, który mocno dotknął ich gospodarkę. Teraz jednak Estonia zwiera szyki i zapewnia, że już wiosną spełni wszystkie kryteria z Maastricht tak, aby móc wejść do strefy euro już w 2011 roku. Choć niektóre agencje ratingowe, np. Moody's, powątpiewają w szanse tego kraju, swoje poparcie dał Estonii unijny komisarz ds. monetarnych Joaquin Almunia. Według niego Estonia jest w tej chwili jedynym krajem, który ma szanse na szybkie wprowadzenie euro, i jak dodał, zielone światło w tej sprawie UE może jej dać już w czerwcu 2010. - Liczymy, że wprowadzenie euro zwiększy zaufanie do naszej gospodarki i przyciągnie więcej zagranicznych inwestorów, co pomoże nam tworzyć miejsca pracy - stwierdziła w rozmowie z agencją AFP Kristi Joesaar, rzeczniczka resortu finansów.

Ambitnym planom sąsiada ze strachem przygląda się Łotwa, którą kryzys gospodarczy dotknął najmocniej. Ilmars Rimsevics, prezes łotewskiego banku centralnego, powiedział, że każdy inwestor, mając do wyboru Estonię posługującą się europejską walutą i osłabioną kryzysem Łotwę, wybierze raczej ten pierwszy kraj. I choć podczas niedawnej wizyty na Łotwie premier Estonii Andrus Ansip uspokajał, że wprowadzenie euro w jego kraju przyczyni się do rozwoju całego regionu, Łotysze są sceptyczni. Sama Łotwa ogłosiła w połowie marca, że zrobi wszystko, co w jej mocy, aby w strefie euro znaleźć się 1 stycznia 2014 roku. - Jeśli nam się nie uda, następna szansa na wprowadzenie euro pojawi się najwcześniej trzy-cztery lata później, a inflacja mocno przekroczy kryteria z Maastricht - stwierdził. Aby tak się stało, Łotwa musi ściąć deficyt finansów publicznych poniżej akceptowanego przez UE limitu 3 proc. PKB do 2012 roku. Będzie to jednak niezwykle trudne - w ubiegłym roku gospodarka Łotwy skurczyła się o 18 proc., bezrobocie sięgnęło 20 proc., a obecny rok nie zapowiada się lepiej - według prognoz MFW PKB Łotwy skurczy się o dalsze 4 proc., a deficyt sektora finansów publicznych wyniesie aż 8,6 proc. PKB.

Podobna sytuacja występuje na Litwie - w połowie lutego ministerstwo finansów ogłosiło, że celem rządu jest spełnienie kryteriów wejścia do strefy euro do 2012 roku i wprowadzenie wspólnej waluty w 2014. Analitycy wątpią jednak w powodzenie tak ambitnego planu - według agencji Moody's nawet jeśli Litwa zacieśni politykę fiskalną, jej wejście do strefy euro może się opóźnić przynajmniej do 2015 roku.

To pierwsza grupa: państwa, które chcą wprowadzić euro jak najszybciej, nawet jeśli jest ryzyko, że im się to nie uda. Uważają, że wspólna waluta pozwoli im wyprowadzić ich gospodarkę na prostą i szybciej wyjść z kryzysu. Mają rację? - Jeżeli kraj boi się ataku spekulacyjnego i ma słabe rezerwy, to zdecydowanie lepsze jest dla niego euro. Właśnie dlatego tak mocno dąży do tego Estonia i inne państwa bałtyckie - to małe kraje, które spekulanci mogą zniszczyć przypadkiem, nawet niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę - komentuje Piotr Kuczyński, główny analityk X-Trade Brokers.

- Na pewno możemy trochę zazdrościć Estończykom, bo ten kraj wdraża teraz bardzo głębokie reformy gospodarcze, ma przy tym spore polityczne problemy, jednak na dłuższą metę dużo na tym skorzysta i powróci na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego - analizuje Krzysztof Rybiński, profesor SGH i były wiceprezes NBP.

W kryzysie nie ma to jak własna waluta

Spośród nowych krajów UE, które przystąpiły do Wspólnoty po 2004 roku, europejską walutę wprowadziły już: Słowenia, Cypr i Malta, a 1 stycznia ubiegłego roku dołączyła do nich Słowacja. - Słowacy cały czas uważają euro za bezpieczną przystań. Pamiętamy, jakie zawirowania wprowadzała własna waluta i płynny kurs w takiej otwartej gospodarce jak słowacka. Wtedy wszystko to, co się działo na Węgrzech, w Polsce, wpływało na kurs korony. Euro to dla nas teraz dodatkowa osłona przed zawirowaniami na świecie. Choć gdybyśmy mieli własną walutę w kryzysie, to recesja mogłaby być mniejsza - mówił w niedawnej rozmowie "Gazetą Wyborczą" Igor Barat, były pełnomocnik rządu Słowacji ds. wprowadzenia euro.

Czy rzeczywiście euro pomaga przezwyciężyć kryzys? - Moim zdaniem w kryzysie nie ma to jak własna waluta i własna polityka stóp procentowych. Najlepiej przekonały się o tym Grecja i Słowacja, której gospodarka też mocno ucierpiała. Gdyby Słowacy zostali przy koronie, ich waluta osłabiłaby się, zmniejszając skutki kryzysu i jednocześnie zwiększając konkurencyjność ich gospodarki - tłumaczy Kuczyński.

Inni też się spieszą, a raczej chcieliby się spieszyć

Pozostałe nowe kraje UE w większości chcą przyjąć wspólną walutę jak najszybciej, na drodze stają im jednak wyśrubowane kryteria członkostwa i inne czynniki. Tak jest na przykład z Węgrami. Pod koniec stycznia premier Gordon Bajnai powiedział, że jego kraj chce wejść do strefy euro najpóźniej w 2014 roku. - Węgry potrzebują euro tak szybko, jak się da - powiedział w rozmowie z "Süddeutsche Zeitung", dodając, że niezbędnym warunkiem jest kontynuacja reform gospodarczych.

W tym miejscu pojawia się jednak znak zapytania związany z nadchodzącymi wyborami do parlamentu. Odbędą się one 11 i 25 kwietnia i wszystko wskazuje na to, że w ich wyniku nastąpi zmiana władzy, a miejsce rządzących socjalistów zajmie prawicowa partia Fidesz, której liderzy są mniej entuzjastyczni w sprawie euro. W związku z tym wielu analityków uważa, że może opóźnić to nie tylko wprowadzenie europejskiej waluty, ale też samo wejście do strefy ERM-II.

Jak najszybszego wprowadzenia euro chciałyby też kraje z najkrótszym stażem w UE, czyli Bułgaria i Rumunia. Jednak w ich przypadku perspektywy są naprawdę marne. - Nadmierny deficyt oznacza, że możemy zapomnieć o marzeniach o szybkim wejściu do strefy euro - powiedział ostatnio premier Bułgarii Bojko Borisov. W niedawnej ankiecie przeprowadzonej przez agencję Reutersa analitycy wskazali, że Bułgaria może przyjąć euro najwcześniej w 2015 roku.

Aspiracje Rumunii do wprowadzenia euro w 2014 roku ostudził zaś w tym tygodniu prezes MFW Dominique Strauss Kahn. - Wprowadzenie euro nie powinno być celem samym w sobie, to zmiana na stałe - stwierdził. Zgadzają się z nim rumuńscy analitycy. - Nawet jeśli 2014 rok pozostaje datą, do której zmierzamy, euro powinno być wprowadzone dopiero wtedy, gdy sytuacja gospodarcza się ustabilizuje. Z tej perspektywy roczne lub nawet dwuletnie opóźnienie wejścia do strefy euro wydaje się usprawiedliwione - komentuje Laurain Lungu, analityk z Macroanalitca Managing.

Znacznie spokojniej do wspólnej waluty podchodzą Czesi - do 2014 roku chcą zmniejszyć nadmierny deficyt finansów publicznych, co pozwoli im na wprowadzenie euro najwcześniej w 2017 roku. - Nasz deficyt znacząco opóźnił przyjęcie przez Czechy europejskiej waluty - przyznał premier Jan Fischer. Przez nadmierny deficyt, który w ubiegłym roku wyniósł 6,9 proc. PKB, a w 2010 roku ma osiągnąć poziom 5,3 proc. PKB, Czechy z jednego z liderów, który miał wprowadzić euro, najszybciej osunęły się na pozycję marudera w lidze aspirantów.

Co z tą Polską?

Polskiemu rządowi do przyjęcia euro chyba się spieszy. - 2015 rok to realna data wprowadzenia euro, ale nie jest to oficjalny cel rządu. Cel powinien być określony wtedy, kiedy będą ku temu realne przesłanki - powiedział w tym tygodniu Ludwik Kotecki, wiceminister finansów i pełnomocnik ds. przyjęcia euro w Polsce.

Nasuwa się pytanie, czy Polska ma szansę, zwlekając? Według Krzysztofa Rybińskiego Polska przespała swoją szansę, bo w strefie euro mogła się znaleźć już od 1 stycznia 2008 roku. - Była realna szansa, aby Polska razem z Węgrami i Słowacją weszła do ERM-II już w 2005 roku, co z kolei dałoby nam realną szansę wejścia do strefy euro już w 2008 roku. Niestety, nasi liderzy byli wówczas pogrążeni w swoich problemach i nic z tego nie wyszło. Teraz rząd musi postawić sobie ambitne cele i podjąć reformy, tak aby w 2015 roku, może wcześniej, udało się wprowadzić euro, bo innej drogi nie ma. Polska będąca częścią strefy euro może tylko zyskać, będąc częścią silnego obszaru gospodarczego - uważa Rybiński.

- Odpuściliśmy trochę temat euro, dyskusja na ten temat toczy się gdzieś z boku i moim zdaniem to błąd. Politycy zbyt dużą wagę przyłożyli do osłabienia złotego, a dobra sytuacja naszej gospodarki mogła ich dodatkowo rozleniwić - komentuje Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku, którego zdaniem Polskę mogą wyprzedzić na przykład Węgry. - Oni przeprowadzają właśnie poważną restrukturyzację gospodarki i mają jasno określony cel: euro w 2014 roku - uważa.

- Polska ma dylemat, czy lepiej mieć stabilny kurs euro, czy własną walutę i stopy procentowe, żeby w razie czego lepiej bronić się przed spekulacjami i kłopotami - komentuje Piotr Kuczyński. - Bo w czasie kryzysu nikt nie będzie zwracał uwagi na biedną Polskę, tak jak teraz pozostawiono Grecję. Przed kryzysem nasi rządzący nie mieli świadomości, co tak naprawdę daje członkostwo w strefie euro, ścigali się na hasła jak premier Tusk, który dwa lata temu w Krynicy chlapnął, że jego celem jest wejście do strefy euro w 2011 roku. Teraz, kiedy politycy przekonali się, że osłabienie złotego pomogło złagodzić skutki kryzysu, przestali rzucać hasłami i datami. Dla euro nie ma alternatywy, ale wydaje się, że obecna strategia Polski, która nie chce uczestniczyć w tym wyścigu i spokojnie przygotowuje się do spełnienia kryteriów, jest słuszna - mówi Kuczyński.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów