Jedną z cech naszej gospodarki jest niestety stosunkowo niska innowacyjność. Wynika to z kilku przyczyn, do których należą niedostatki kapitału, słaba ochrona własności intelektualnej, niewystarczające wsparcie ze strony państwa, które mogłoby polegać choćby na zachętach podatkowych. Skutkiem tego duża część przedsiębiorców uważa, że nie stać ich ani na koszty, ani na ryzyko wiążące się z innowacyjnością.
Zastanówmy się nad konsekwencjami tej rezygnacji. W dużym uproszczeniu - oznacza ona utrwalanie technologicznej, czy wręcz cywilizacyjnej dyfuzji. Przejawia się ona tym, że jedne kraje (nazwijmy je - kraje A) ugruntowują swoją pozycję jako "dawcy" kolejnych wynalazków i coraz to lepszych rozwiązań. Pozostałe (powiedzmy tu - kraje B) mają do zaoferowania przede wszystkim wytwórczość i to zwykle tę mniej skomplikowaną. Także w tych krajach rodzą się genialni ludzie a wraz z nimi przeróżne pomysły i wynalazki. Większości tych walorów nie udaje się jednak wykorzystać na ojczystej ziemi, więc zasilają tych bardziej otwartych na innowacyjność.
Mija drugie dziesięciolecie, odrodzonej po półwieczu, polskiej przedsiębiorczości. Ostrożne kopiowanie niemal wyłącznie rozwiązań cudzych a do tego jeszcze nie najnowszych uzasadnione było może w czasach pionierskich. Teraz, po 20 latach, stać nas na więcej. Wystarczy przywołać osiągnięcia okresu międzywojennego, by przekonać się, jak wiele śmiałych i udanych inicjatyw było dziełem naszych poprzedników. Ideę dwumiejscowego górnopłatowca autorstwa Rogalskiego, Wigury i Drzewieckiego do dziś powielają najbardziej renomowani producenci samolotów. Inżynier Bryła udowodnił, że konstrukcje mostowe można spawać i spowodował, że wcześniejsze metody przeszły do historii. Przypomnijmy też, że w upowszechnieniu zwyczaju picia kawy główną rolę odegrał żołnierz Sobieskiego Franciszek Kulczycki, który w 1683 otworzył w Wiedniu pierwszą kawiarnię. Z kolei wysokiej jakości
zegarki kieszonkowe na masową skalę jako pierwszy produkować zaczął także nasz rodak - Antoni Patek, a do tej do tej galerii "kreatorów" warto dodać jeszcze Jana Czochralskiego, który wynalazł metodę otrzymywania monokryształu. Bez niej pewnie wciąż byśmy oglądali i słuchali odbiorników lampowych.
Podobne przykłady moglibyśmy wymieniać długo. Wytwarzanie według metod wymyślonych gdzie indziej i znanych od lat wcale nie jest zadaniem trwale przypisanym Polakom. Osiągnięcia Łukaszewicza czy Kwiatkowskiego dowodzą też, że innowacyjność wcale nie jest zarezerwowana dla okresów zasobności i stabilizacji.
Unikanie innowacyjności ma też swoje małe plusy. Skoro coś zostało przetestowane już przez wszystkich - to na pewno działa. Wynikające z takiego wniosku poczucie bezpieczeństwa bywa jednak złudne. Może się przecież zdarzyć i to, co kiedyś przytrafiło się manufakturom, w sąsiedztwie których wyrosły fabryki pełne urządzeń napędzanych maszyną parową. Łatwo też sobie wyobrazić dramat zakładów fotochemicznych, które dały się zaskoczyć upowszechnieniem aparatów cyfrowych czy wytwórców maszyn do pisania, w porę nie przestawionych na produkcję komputerowych drukarek.
Rezygnacja z eksperymentowania, ze śmiałych i pionierskich kroków, skutkować musi tym, że każdy, kto ambitny, kreatywny, wybitny szybko zorientuje się, że nie ma czego u nas szukać. A to oznacza trwały exodus najlepszych, najzdolniejszych i najbardziej przedsiębiorczych do "krajów A". "Dyfuzja talentów" zawsze się bowiem odbywa w kierunku przeciwnym do "dyfuzji technologiczno - cywilizacyjnej".
Promocja innowacyjności powinna ogniskować się nie tylko na rozwoju nowych rozwiązań ale też zagospodarowywać je w ramach polskiego krwioobiegu gospodarczego. Rezygnując z innowacyjności przyczyniamy się do tego, że potencjały mogące zmniejszyć nasz dystans do krajów przodujących - emigrują do nich i tam są pożytkowane. Skutkiem tego zamiast pracować na rzecz zmniejszania naszego dystansu do liderów - przyczyniają się do jego wydłużenia. Bez nowatorstwa pozbawiamy się wręcz szans na szybkie dołączenie do szeregu tych, do grona których słusznie aspirujemy.
Polska już dziś ma wspaniałych ludzi, twórców, inżynierów, naukowców, biznesmenów, którzy w nieco lepszym klimacie dla przedsiębiorczości i biznesu mogą konkurować z najlepszymi. Troska o umiejętną promocję innowacyjności i jej późniejsze zagospodarowanie jest naszą racją stanu.