Biznes Ludzie Pieniądze

Kim jest nowy unijny komisarz ds. handlu?

Konrad Niklewicz
05.04.2010 , aktualizacja: 06.04.2010 09:22
A A A Drukuj
Choć przez lata szefował belgijskiej dyplomacji, dyplomatycznej skłonności do autocenzury nie nabrał. Na odwrót: szczerymi aż do bólu komentarzami co rusz doprowadza do wściekłości innych polityków, a niekiedy nawet całe państwa. - Wiem, że mam opinię trudnego człowieka - przyznaje unijny komisarz Karel De Gucht
Karel De Gucht, Komisarz ds. Handlu
Fot. YVES HERMAN REUTERS
Karel De Gucht, Komisarz ds. Handlu


Gdyby sporządzić listę najtrudniejszych posad w Brukseli, stanowisko zajmowane przez Karela Lodewijka Georgette Emmerence De Guchta (tak brzmi jego pełne imię i nazwisko rodowe) pewnie znalazłoby się w pierwszej trójce.

Od dwóch miesięcy 56-letni Belg jest unijnym komisarzem ds. handlu. I próbuje godzić ogień z wodą: negocjuje porozumienia o ograniczaniu ceł i barier w handlu zagranicznym w czasie, w którym nawet niektóre kraje Unii Europejskiej głośno domagają się zamknięcia swojego rynku przed konkurencją z zewnątrz, o reszcie świata nawet nie wspominając.

Państwa członkowskie Światowej Organizacji Handlu od lat nie mogą dogadać się w sprawie kolejnej rundy obniżek ceł na towary i usługi (znanej jako "runda z Dauhy"). Spór w ramach WTO jest tak duży, że największe gospodarki świata - w tym także Unia Europejska - zaczęły zawierać dwustronne porozumienia handlowe. Tak jak to ostatnie, zawarte w ubiegłym roku przez Unię Europejską i Koreę Południową.

Dotychczasowe doświadczenie zawodowe powinno było dobrze przygotować De Guchta do tej mission impossible. Przynajmniej teoretycznie. W polityce obecny od młodości (już jako student związał się z flamandzką partią liberalną), w latach 2004-09 był ministrem spraw zagranicznych Królestwa Belgii. A w lipcu 2009 r. zastąpił na stanowisku unijnego komisarza ds. pomocy rozwojowej innego Belga, Louisa Michela - gdzie też na co dzień musiał współpracować z innymi rządami.

Kłopot w tym, że na obu stanowiskach De Gucht pokazał, że - zupełnie nie jak dyplomata - prawdę serwuje prosto z mostu, lekce sobie ważąc polityczną poprawność. Regularnie, przynajmniej raz na rok, flamandzki polityk wywoływał swoimi słowami dyplomatyczne trzęsienie ziemi.

W 2004 r. w czasie podróży do Konga (byłej belgijskiej kolonii) wygarnął gospodarzom, że nie radzą sobie z korupcją. Gazety cytowały jego słowa o "kłopotach, jakie są z kongijską klasą polityczną".

W 2005 r. nadepnął na odcisk sąsiadom z Holandii. W wywiadzie dla popularnej flamandzkiej gazety "Het Laatste Nieuws" powiedział, że holenderski premier Jan Peter Balkenende to "mieszanina Harry'ego Pottera i burżuja bez charyzmy" (i w Holandii, i w Belgii Balkenende ma właśnie taką opinię, ale politycy głośno o tym nie mówią).

W 2007 r. De Gucht nie zostawił suchej nitki na traktacie lizbońskim - nowym traktacie unijnym. - Celem tego traktatu jest to, żeby być całkowicie niezrozumiałym. I to się z sukcesem udało zrobić - kpił.

W 2009 r. Belg wziął na celownik papieża Benedykta XVI, którego skrytykował za wypowiedzi o sposobach walki z plagą AIDS na kontynencie afrykańskim.

Przed kilkoma miesiącami znów przyładował w Kongo. Występując przed Parlamentem Europejskim otwarcie przyznał, że wątpi w sens udzielania pomocy unijnej temu afrykańskiemu państwu. - Kongo stało się jednym wielkim bałaganem, krajem, w którym wszystko trzeba zrobić od nowa, począwszy od struktur państwa, których brak jest jądrem problemu - powiedział.

Obejmując tekę komisarza ds. handlu, De Gucht zwyczajów nie zmienił. Dziś z bolesną szczerością tłumaczy, co i kto szkodzi światowemu handlowi. Zbyt słaby chiński juan, celowo utrzymywany przez komunistyczne władze ChRL na zaniżonym poziomie wobec euro i dolara? - Chiny nawet minuty nie będą się przejmować naszymi, europejskimi narzekaniami na zbyt niski kurs juana. Możemy narzekać, ale oni nas po prostu nie słuchają. Swój kurs walutowy zmienią dopiero wtedy, gdy tego będzie wymagać ich sytuacja wewnętrzna. A już na pewno nie zrobią tego teraz, bo wyglądałoby na to, że ulegają presji - mówi komisarz. - Spodziewam się, że to nastąpi za dwa-cztery lata - dodaje de Gucht.

Ciągoty do protekcjonizmu, czyli ochrony własnych, narodowych firm, pod hasłem zatrzymania produkcji w Europie? - To nie ma sensu - mówi Belg. - Nie ma żadnej możliwości, żeby w Europie produkować stal taniej, niż robią to Chińczycy. Przecież nawet złoża rudy żelaza są bliżej Chin niż Europy - mówi.

Choć jest komisarzem dopiero od dwóch miesięcy, De Gucht już zdążył narazić się najpotężniejszym politykom europejskim. Prezydentowi Francji Nicolasowi Sarkozy'emu - bo zwalcza jego pomysł wprowadzenia na granicach Unii specjalnego podatku nakładanego na towary wyprodukowane w państwach, w których nikt nie przejmuje się ochroną środowiska (i kosztami z tym związanymi): - Jestem zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzenia takiego podatku węglowego. Z kilku powodów. Po pierwsze, taki system byłby trudny do wprowadzenia. Po drugie, mógłby być niezgodny z zasadami Światowej Organizacji Handlu. A po trzecie, to by się zakończyło wojną handlową. A tego nie chcemy! Jeśli Europa wprowadzi podatek węglowy, mogę szukać nowego miejsca pracy - mówi De Gucht.

Belg naraził się też niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, bo krytykował jej pomysł, by do ratowania finansów Grecji zaprząc także Międzynarodowy Fundusz Walutowy. - Wolałbym, żeby Europa rozwiązała problem grecki o własnych siłach - mówił na kilka dni przed unijnym szczytem, na którym szefowa niemieckiego rządu ostatecznie przeforsowała swoją koncepcję.

De Gucht zdaje się jednak nie przejmować niechęcią europejskich polityków. - Wiem, że mówi się o mnie, że jestem trudnym człowiekiem - mówi. - Ale jeśli ktoś nie umie wysłuchać krytyki, to lepiej niech zostanie dziennikarzem. Bo wówczas sam będzie mógł bezkarnie krytykować - wzrusza ramionami.

Wierzy, że obronią go fakty: w tej chwili kończy negocjować bardzo ważną umowę o wolnym handlu z Indiami. Ma być gotowe do października. Ale pewności nie ma, bo Indie nie chcą się zgodzić na jakiekolwiek ustępstwa w sprawach związanych z ochroną środowiska. - Będzie bardzo, bardzo ciężko - rozkłada ręce. - Ale jestem optymistą z ducha. Realistą z nawyku - mówi "Gazecie".



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy