Biznes Ludzie Pieniądze

Polska wciąż za mało przeznacza na pomoc rozwojową

Nina Hałabuz, Leszek Baj
05.04.2010 , aktualizacja: 06.04.2010 09:18
A A A Drukuj
Polska przeznacza na pomoc rozwojową o połowę mniej, niż powinna zgodnie z unijnymi zobowiązaniami. Musimy szybko odrobić lekcję, bo w przyszłym roku będziemy przewodniczyć UE i mamy wieść prym na światowych konferencjach dotyczących skuteczności pomocy rozwojowej
Haiti po tragedii
Fot. EDUARDO MUNOZ REUTERS
Haiti po tragedii


Co ma wspólnego kadra szermiercza w Palestynie, ośrodek opieki nad gruzińskimi dziećmi i panele społeczne w centrum kształcenia nauczycieli w afgańskim Panczszirze? Nie istniałyby bez polskich pieniędzy na pomoc rozwojową.

Unia Europejska wydaje na pomoc słabiej rozwiniętym krajom ok. 70 mld euro rocznie, czyli 0,4 proc. swego PKB. Polski wkład to 900 mln zł, czyli 0,08 proc. PKB. A obiecaliśmy dawać 0,17 proc. PKB.

- Polska jest dużym krajem. Jesteśmy 18. gospodarką na świecie i 6. w Unii. Jeśli chcemy odgrywać ważną rolę, musimy być istotnym dawcą pomocy rozwojowej - podkreśla w rozmowie z "Gazetą" Paweł Wojciechowski, wiceminister spraw zagranicznych, który odpowiada za polską współpracę na rzecz rozwoju.

Polacy chcą pomagać. Pięć lat temu 63 proc. z nas uważało, że nasz kraj powinien wspierać biedniejsze kraje. W 2009 r. tego zdania było już czterech na pięciu Polaków - wynika z badań TNS OBOP na zlecenie resortu spraw zagranicznych.

Teraz musimy udowodnić, że pomagać potrafimy. W drugiej połowie 2011 r. przejmiemy półroczną prezydencję w UE. Musimy wtedy zorganizować Europejskie Dni Rozwoju, imprezę porównywalną z ONZ-owską konferencją klimatyczną w Poznaniu, i reprezentować Unię na międzynarodowej konferencji w Seulu poświęconej skuteczności pomocy rozwojowej.

Priorytety są. Czy słuszne?

Polska skupia się na siedmiu krajach: Afganistanie (na projekty w tym kraju MSZ przeznaczy w 2010 r. 35 mln zł), Białorusi (ok. 24 mln zł), Ukrainie (13,6 mln zł), Gruzji (7 mln zł), Mołdowie (2 mln zł), Autonomii Palestyńskiej (1,5 mln) i Angoli (1 mln zł).

Większość pieniędzy wydają organizacje pozarządowe, samorządy albo jednostki badawcze, np. Polska Akcja Humanitarna, Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, Instytut Studiów Wschodnich, które co roku ubiegają się w MSZ o granty na konkretne projekty. - Projekty finansowane przez MSZ to tylko ułamek tego, co robimy - mówi przedstawiciel jednej z organizacji pozarządowych. Jego zdaniem te projekty trudno naprawdę nazwać pomocą rozwojową. - Trzeba je realizować w ciągu kilku miesięcy, bo taki terminarz narzuca ministerstwo. A projekty rozwojowe przynoszą efekty dopiero po kilku latach - mówi nasz rozmówca.

Przedstawiciele organizacji pozarządowych nie chcą mówić pod nazwiskiem, by nie stracić dotacji z MSZ, ale kwestionują listę naszych krajów priorytetowych, wybieranych według klucza politycznego.

- Tak postępuje większość krajów wysoko rozwiniętych - uważa Paweł Bagiński, ekspert Global Development Research Group, który bada skuteczność polityki rozwojowej. Przypomina, że Wielka Brytania, Hiszpania czy Francja też pomagają tym krajom, z którymi mają związki historyczne. Zdaniem Bagińskiego dla Polski wzorem do naśladowania mogą być Dania, Szwecja czy Norwegia - które nie mają przeszłości kolonialnej, a należą do największych i najskuteczniejszych donatorów. - Te kraje są nastawione na współpracę z lokalnymi społecznościami. Dzięki temu nie tylko budują drogę, szpital albo szkołę, ale przełamują też bezradność i budują kapitał społeczny - podkreśla Bagiński.

W sumie na bezpośrednią pomoc Polska przeznacza ok. 90 mln zł. Pozostałe 800 mln zł przekazujmy instytucjom międzynarodowym - Unii Europejskiej, ONZ, Bankowi Światowemu. - W Europie Zachodniej proporcje przekazywanej pomocy są odwrotne, gdyż kraje chcą mieć bezpośredni wpływ na to, gdzie płyną ich pieniądze - mówi Wojciechowski. - Docelowo wartość środków w ramach pomocy udzielanej dwustronnie powinna być wyższa niż wielostronnej - dodaje.

Eksperci Global Development Research Group, wskazują, że z brakiem długofalowej koncepcji pomocy rozwojowej i jej nieefektywnością zmaga się większość nowych członków Unii. Ich zdaniem pomoc rozwojowa jest postrzegana jako oderwane od siebie działania, realizowane przez grupki osób, które z nie wiedzieć czemu bardziej przejmują się problemami Afryki niż własnego kraju.

Musimy się poprawić

Od lat nad poprawą efektywności pomocy pracuje Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) skupiająca 30 najbardziej uprzemysłowionych państw na świecie. - Idzie to powoli, ale widzimy postępy - mówi "Gazecie" Marjolaine Nicod, doradca w departamencie współpracy rozwojowej w OECD. - Dalsze reformowanie wymaga jednak większej woli politycznej - dodaje.

Co może zrobić Polska?

MSZ, które zajmuje się pomocą rozwojową, chce zwiększyć działania. - Chcemy jednak rozdzielić programowanie od wdrażania - deklaruje wiceminister Wojciechowski. - Założenia do ustawy o współpracy na rzecz rozwoju, nad którymi prace w MSZ dobiegają końca, zakładają m.in. utworzenie specjalnej agencji, która realizowałaby cele polskiej polityki rozwojowej - dodaje. Agencja mogłaby podejmować działania wieloletnie. - Teraz problemem jest to, że finansowanie z budżetu ma charakter jednoroczny - mówi Wojciechowski.

- Na pewno warto, by takie kraje jak Polska zaczęły intensywniej rozwijać program pomocy rozwojowej - mówi Thomas Laursen, menedżer Banku Światowego dla Polski i krajów bałtyckich. - Polscy eksperci mają dużą wiedzę na temat transformacji gospodarczej czy budowania instytucji w gospodarce rynkowej.

Czy uda się odbudować Haiti?

Bogate kraje w styczniu musiały błyskawicznie zareagować na trzęsienie ziemi na Haiti, które pochłonęło 220 tys. ofiar. Ponad milion ludzi zostało bez dachu nad głową, wody i jedzenia. 105 tys. domów legło w gruzach. Kolejne 208 tys. domów, 1300 szkół i 50 szpitali uległo takim zniszczeniom, że nie nadają się użytku.

Zespół międzynarodowych ekspertów oszacował, że trzęsienie ziemi kosztowało Haiti 7,9 mld dol., czyli ponad 120 proc. PKB kraju z 2009 r. Na zeszłotygodniowej konferencji w Nowym Jorku dotyczącej odbudowy Haiti ogłoszono, że około 50 darczyńców obiecało przekazać w ciągu najbliższych trzech lat 9,9 mld dol. na odbudowę tego kraju.

- Nie ma co ukrywać: ani Polska, ani wspólnota międzynarodowa nie były przygotowane na taką katastrofę - mówi wiceminister Wojciechowski i przyznaje, że początkowa reakcja - 50 tys. dol. na rzecz Międzynarodowego Czerwonego Krzyża - była niewspółmiernie skromna wobec rozmiarów tragedii.

Ale się poprawiliśmy. Rząd RP wysłał wyszkoloną ekipę ratowniczą, która przez tydzień przeczesywała ruiny i pomagała rannym. Wysłanie dwóch samolotów z ratownikami i sprzętem kosztowało 5 mln zł, a jeśli do tego dodamy jeszcze wpłatę 200 tys. dol. na Światowy Program Żywnościowy, wartość naszej pomocy wzrosła do około 6 mln zł. To 1,25 proc. tego, co Haitańczykom przekazała cała Unia.

W obozach namiotowych pod zrujnowaną stolicą Port-au-Prince koczuje dziś ponad milion osób. Ale Haiti nie należy do grupy krajów objętych priorytetami naszej pomocy rozwojowej. - Będziemy pomagać w odbudowie za pośrednictwem organizacji międzynarodowych, a także wspierać polskie organizacje pozarządowe - deklaruje Wojciechowski. Cztery z nich: Caritas, Polska Akcja Humanitarna, Fundacja Polska-Haiti "Kombit" i UNICEF zebrały w sumie ponad 12 mln zł - dwa razy więcej, niż wydał polski rząd.

- 8 kwietnia ruszamy na Haiti z pierwszą wizytą studyjną - mówi Zofia Pinchinat-Witucka, prezes Fundacji Polska-Haiti (z pochodzenia Haitanka). Fundacja chce zbudować i utrzymywać szkołę w Jacmel, nadmorskim miasteczku, przed trzęsieniem ziemi uważanym za kulturalną stolicę Haiti. Prezes Fundacji Polska-Haiti jedzie, by poznać lokalnych partnerów, którzy będą na miejscu realizować projekt i przygotować pierwsze plany budowy.



Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów