Bezrobocie to teraz jeden z poważniejszych problemów gospodarczych Hiszpanii. Na koniec ubiegłego roku stopa
bezrobocia wynosiła 18,8 proc., a w ciągu dwunastu miesięcy liczba bezrobotnych zwiększyła się o blisko jedną piątą. To efekt m.in. załamania się sektora budowlanego. Kiedy na rynku
nieruchomości pękła bańka spekulacyjna, wielu deweloperów zamroziło inwestycje bądź w ogóle zaniechało ich ukończenia. Dlatego w pierwszej kolejności wymówienia dostały rzesze niewykwalifikowanych pracowników budowlanych. Za wysokie
bezrobocie zdaniem ekspertów odpowiada także złe prawo, które utrudnia zwalnianie etatowych pracowników. Analitycy szacują, że do końca tego roku oficjalna stopa bezrobocia może wynieść 19 proc.
Liczba Hiszpanów bez
pracy rośnie już ósmy miesiąc z rzędu, ale zdaniem przedstawicieli rządu, że wzrosty nie są już tak gwałtowne jak w ubiegłym roku. Zdaniem Marii Teresy Fernander de la Vega to najlepszy wynik od trzech miesięcy, który potwierdza tylko, że kraj jest na dobrej drodze do wyjścia z recesji.
Rząd chce teraz inwestować w infrastrukturę, budować szybką kolej. Ale lewicowi politycy z gabinetu premiera Zapatero podkreślą także, że kraj zacznie przeznaczać spore sumy na inwestycje w zielone technologie. Niedawno ogłoszono również, że rząd będzie się starał ożywić sektor budowlany i stworzy 350 tys. nowych miejsc pracy. Władze zaproponowały obcięcie podatków na remonty domów i prace naprawcze. Efektem ma być coraz więcej zamówień w branży budowlanej.
