Awantura o podział pieniędzy wypracowanych przez NBP zaczęła się w połowie marca, gdy członkowie RPP uznali, że zarząd banku centralnego celowo tak interpretuje zasady rachunkowości obowiązujące w NBP, by jak najmniej z zysku wypłacić
budżetowi państwa. Postanowili więc zmienić zapis uchwały dotyczącej tworzenia rezerw. W efekcie do
budżetu mogłoby trafić nawet 8, a nie 4 mld zł. Zarząd banku uznał, że decyzja ta jest niezgodna z prawem, a prezes Sławomir Skrzypek zapowiedział, że uchwały nie wykona.
Dziś nie wiadomo, jak rozstrzygnąć pat w tej sprawie. Po jednej stronie jest przynajmniej sześciu członków RPP, po drugiej reszta RPP z prezesem Sławomirem Skrzypkiem na czele oraz zarząd banku. Rozgrywce przypatruje się rząd, zainteresowany jak największą wpłatą do budżetu.
Zdaniem Andrzeja Kaźmierczaka, który w Radzie znalazł się dzięki wskazaniu prezydenta, uchwałą powinien zająć się Trybunał Konstytucyjny. Nie jest jednak pewne, czy zarząd banku centralnego ma uprawnienia, by kierować sprawy do TK, i czy TK może orzekać w sprawie wewnętrznych rozporządzeń NBP.
Rozsierdzeni członkowie RPP, którzy głosowali za zmianami, powtarzają, że tylko Rada może decydować, jak się wylicza rezerwy i zysk NBP. - Nie może być więc żadnych mediacji między NBP a rządem, jak sugerowali publicyści "Gazety". To byłoby lekceważenie prawa - mówi "Gazecie" Andrzej Bratkowski z Rady.
- Ustawa o NBP jednoznacznie określa prawa i obowiązki poszczególnych organów NBP, w tym zarządu i Rady. Według ustawy zarząd wykonuje uchwały przyjęte przez RPP. Nie ma innych procedur przewidzianych przez tę ustawę ani możliwości oceny - negatywnej czy pozytywnej. Takie oceny, dyskusje mogą być prowadzone w ramach posiedzeń roboczych RPP, w których również biorą udział przedstawiciele zarządu. One miały miejsce - powiedziała agencji Reuters Elżbieta Chojna-Duch.
Bratkowski dopowiada: - Trudno sobie wyobrazić, by za to łamanie prawa zarządu banku i prezesa Skrzypka nie spotkałyby przykre konsekwencje.
Jego zdaniem za łamanie ustaw powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Sam zapowiedział, że gdyby zarząd nadal upierał się przy swoim, a rząd zgodził się na wyliczenia według "metodologii" zarządu, to rozważa odejście z Rady.
