Odlewnie Polskie były winne pięciu bankom gigantyczną sumę 101 mln zł, groziło im bankructwo. To dlatego, że - jako spółka w dużej mierze uzależniona od
eksportu do Unii Europejskiej - kupiły w pięciu bankach
opcje walutowe, które zabezpieczały je przed nagłym wzrostem wartości złotego. Ale gdy na przełomie 2008 i 2009 r. doszło do nagłego spadku polskiej waluty wobec euro, opcje zadziałały odwrotnie.
Po roku negocjacji z bankami
BGŻ, Handlowym, Fortis, ING i Millennium Odlewnie osiągnęły porozumienie. Banki zgodziły się umorzyć 51 proc. długu, Odlewnie muszą spłacić w ratach 25 proc. zadłużenia, a pozostałe 24 proc. zostanie zamienione na akcje starachowickiej spółki. W ten sposób w rękach banków znajdzie się 39,43 proc. kapitału zakładowego Odlewni Polskich SA.
- To dobra wiadomość, rozmawialiśmy długo, w końcu się udało. Spłata pozostałej części zadłużenia jest tak rozłożona, że damy sobie radę. Przecież banki zostaną akcjonariuszami, w ich interesie jest, żeby Odlewnie dobrze działały. Wciąż odczuwamy skutki kryzysu, ale utrzymujemy płynność, nie było zwolnień grupowych - powiedział "Gazecie" Zbigniew Ronduda, prezes Odlewni Polskich.
Spółka zatrudnia obecnie ponad 300 osób.
Informacje o porozumieniu doprowadziły dziś do wzrostu ceny akcji spółki na
warszawskiej giełdzie aż o 43,5 proc. do 2,21 zł.
