Bankowcy w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że od kilku miesięcy zasypuje ich góra próśb o umorzenie części lub całości zaciągniętych kredytów.
- Piszą, że stracili
pracę, że pieniądze poszły na leki lub rehabilitację, że kredyty zaciągali w lepszych czasach, kiedy łatwiej im było związać koniec z końcem - opowiada anonimowo członek zarządu jednego z banków, odpowiedzialny za windykację.
Trudno się dziwić - jak wynika ze statystyk NBP, tylko w ciągu roku wartość zagrożonych kredytów Polaków wzrosła z 14,2 do 24,4 mld zł! Większość klientów nie ma co liczyć na ulgę w spłacanych odsetkach - banki co najwyżej sprzedają kłopotliwe kredyty firmom windykacyjnym za ułamek ich wartości i pozbywają się problemu.
Ale zdarzają się przypadki wyjątkowe, kiedy mięknie nawet najtwardsze serce bankowca. Takie jak historia pani Elżbiety z Gliwic, która w styczniu 2010 r. zwróciła się do kilku banków z prośbą o zmniejszenie rat kredytów. Pismo trafiło m.in. do banku BPH, w którym pani Elżbieta do tej pory spłaciła prawie połowę rat - prawie 300 zł miesięcznie każda - ale teraz, jak napisała, nie jest już w stanie "wywiązać się ze swojej finansowej powinności".
Kilka lat temu zachorowała i po wielomiesięcznym leczeniu okazało się, że musi mieć amputowane nogi. W czasie operacji złapała jeszcze infekcję i leczenie przedłużyło się. Pani Elżbieta "dorobiła się" dziewięciu kredytów, których raty miesięczne wynoszą łącznie 3200 zł. Do wszystkich banków zwróciła się o zmniejszenie rat. Napisała, że nadal chce spłacać długi z 1,3 tys. zł emerytury.
Bank odpuści, fiskus złapie Nie wiemy, jak zareagowały inne banki, ale BPH, uznając wyjątkowo trudną sytuację klientki, zgodził się na zmniejszenie raty. Ale radość pani Elżbiety nie trwała długo. Razem z decyzją o umorzeniu części rat bank przysłał jej prośbę o numer identyfikacji podatkowej (NIP). I zapowiedział, że prześle jej formularz PIT-8C, by mogła zapłacić podatek od umorzonej części kredytu.
Pani Elżbieta nie rozumie tej sytuacji. - Skoro nie mam pieniędzy na spłatę rat, to skąd wezmę na podatek? - pyta. Bankowcy nie mają wyjścia, bo muszą działać zgodnie z ustawą o podatku PIT. - Fiskus traktuje umorzenie części należności z tytułu kredytu jako przychód, który klient musi uwzględnić w zeznaniu podatkowym - tłumaczy Jerzy Bańka, główny prawnik Związku Banków Polskich.
Potwierdza to Najwyższy Sąd Administracyjny, który w orzeczeniu z listopada 2008 r. uznał, że "zarówno umorzenie kapitału, jak i odsetek powoduje powstanie u podatnika przychodu, który podlega opodatkowaniu".
Problem może dotyczyć nawet kilkunastu tysięcy kredytobiorców! - Tylko u nas będzie w tym roku takich przypadków kilkaset, w zeszłym roku było tylko kilka - mówi "Gazecie" rzecznik jednego z większych banków. Nie chce ujawnić nazwy banku, bo obawia się lawiny próśb o umorzenia.
- Banki umarzają część rat w wyjątkowych i dobrze udokumentowanych sytuacjach. Chodzi zwykle o osoby będące w dramatycznej sytuacji życiowej. Obowiązek zapłacenia podatku od umorzonej kwoty może być dla nich problemem. Niewykluczone, że część klientów, którym banki będą chciały pomóc, dowiedziawszy się o konieczności zapłacenia podatku, zrezygnuje z restrukturyzacji długu - obawia się Bańka. I dodaje, że w niektórych krajach UE wprowadzono ustawy ułatwiające restrukturyzację zadłużenia. - Polskie władze powinny pomyśleć nad regulacjami, które choć na pewien czas usuną kłody spod nóg klientów - apeluje.
Renegocjujcie, nie umarzajcie Co na to Ministerstwo Finansów? Na nasze pytanie, czy resort widzi potrzebę zmiany przepisów, otrzymaliśmy odpowiedź, z której wynika, że nie. "Umorzenie kwot niezapłaconych odsetek od kredytu jest tzw. przysporzeniem, skutkującym powstaniem dochodu podlegającego opodatkowaniu" - pisze ministerstwo. Ale rzeczniczka resortu Magdalena Kobos przypomina, że banki mogą też zastosować inne rozwiązania, np. renegocjować umowę kredytową. - Zmiana wysokości odsetek od kredytu w stosunku do pierwotnej umowy należy do swobody kształtowania umów kredytowych i nie wywołuje skutków podatkowych - przypomina. Oznacza to, że klientowi bardziej opłaci się spisać aneks do umowy i w ten sposób obniżyć raty, niż godzić się na umorzenie części kredytu przez bank.