Brak pieniędzy w miejskiej kasie oznacza, że zabraknie środków nie tylko na bieżące wydatki ratusza, ale też na wypłatę pensji dla urzędników i pracowników m.in. w szkolnictwie. Miasto nie będzie też miało pieniędzy na opłaty za wywóz śmieci, opłatę rachunków etc.
Skąd problemy? Wszystko przez miejski Departament Wody i Energii, który zamiast oczekiwanych 220 mln dol. wypłacił "tylko" 147 mln, czyli o 73 mln dol. za mało. Te pieniądze to równowartość 8 proc. przychodów z opłat za energię, które departament płaci miastu każdego roku w formie podatku. Zdaniem kontrolującej finanse Greuel oznacza to, że 5 maja miastu nie tylko zabraknie pieniędzy. Niespłacone zobowiązania miasta mogą sięgnąć w tym dniu 10 mln dol.
- W czasie kryzysu budżetowego często zadawałam pytania, kiedy miastu zabraknie pieniędzy. Niestety, dzisiaj znamy już odpowiedź - mówi Wendy Greuel, która wysłała
pismo do burmistrza LA Antonio Villaraigosy i rady miasta, w którym pisze o konieczności wypłacenia 90 mln dol. z rezerwowego funduszu miasta i przeznaczenie tej kwoty na pokrycie bieżących wydatków, takich jak
pensje dla urzędników, na które także zabraknie pieniędzy. Zdaniem wydziału kontrolującego miejskie wydatki taka kwota wystarczy, by pokryć wydatki miasta do końca roku fiskalnego, który upływa 30 czerwca.
Czemu departament energii nie wpłacił całej sumy? To efekt odrzuconej przez radę miasta w zeszłym tygodniu propozycji podwyżki cen wody i elektryczności. W związku z tym departament także wpadł w problemy finansowe - podaje "Los Angeles Times".
- To najpoważniejszy kryzys fiskalny w najnowszej historii tego miasta - alarmuje Greuel.
W sprawie przetransferowania pieniędzy z funduszu rezerwowego pojawia się jednak poważna komplikacja - te fundusze mogą być uruchomione tylko wtedy, gdy dany departament lub podmiot spóźnia się ze spłatą swoich zobowiązań, nie wtedy, gdy nie spłaca całej sumy. Tym bardziej że nie wiadomo, czy miastu uda się wyegzekwować od departamentu całą zaległą kwotę.
