"18 lutego robiłem zakupy w hurtowni Makro Cash & Carry w
Toruniu. Podczas gdy spisywałem ceny niektórych towarów, podszedł do mnie
ochroniarz. Zakazał spisywania cen, powołując się przy tym na wewnętrzny regulamin. Po wylegitymowaniu mnie powiedział, że zablokuje mi kartę klienta, co też uczynił. W związku z tym nie mam obecnie możliwości wstępu na salę Makro" - to fragment listu, jaki do toruńskiej redakcji "Gazety Wyborczej" przesłał czytelnik Michał Sumiński.
Makro Cash & Carry to sieć hurtowni. Aby robić w niej zakupy, trzeba wyrobić sobie bezpłatną kartę klienta. Mogą ją dostać tylko przedsiębiorcy. Na swojej stronie internetowej firma zastrzega: "Makro jest hurtownią dostępną tylko dla podmiotów gospodarczych. Dlatego też naszymi Klientami mogą zostać tylko i wyłącznie osoby lub instytucje prowadzące działalność gospodarczą".
Pan Michał działalności gospodarczej osobiście nie prowadzi. Pracuje w firmie usługowej (nie chce podawać jej nazwy). Jego pracodawca zgodził się wyrobić mu kartę klienta Makro. Czytelnik zdążył skorzystać z niej dwa razy. - Kupowałem artykuły spożywcze na użytek domowy, podobnie jak wielu innych klientów - opowiada. - Spisywałem ceny, aby potem sprawdzić, czy opłaca się korzystać z promocji oferowanych przez Makro.
W stanowisku, jakie do naszej redakcji przesłała Magdalena Figurna z działu PR Makro, czytamy, że... "spisywanie cen i ich udostępnianie konkurentom może być sprzeczne z ustawami o ochronie konkurencji i konsumentów oraz o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji".
Firma przyznaje, że boi się ankieterów cen wysyłanych przez konkurencję. W piśmie przesłanym do naszej redakcji przypomina, że zgodnie z jej wewnętrznym regulaminem na salę mogą wejść tylko posiadacze karty klienta. A ta uprawnia jedynie do robienia zakupów "na cele związane z działalnością gospodarczą". "Wykorzystywanie karty klienta Makro w celu gromadzenia danych, a nie dokonywania zakupów, jest sprzeczne z postanowieniami regulaminu i upoważnia Makro do wyciągnięcia wszelkich wynikających z tego konsekwencji" - czytamy dalej w piśmie przesłanym do redakcji.
Makro wskazuje też na przepis Ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który zakazuje konkurentom wymiany "informacji o istotnym znaczeniu gospodarczym". Zdaniem firmy taką informacją jest m.in. cena towaru. "Spisywanie cen produktów sprzedawanych przez Makro i udostępnianie ich jego konkurentom może stanowić czyn nieuczciwej konkurencji, jako że działanie takie zagraża interesom Makro i jest sprzeczne z dobrymi obyczajami" - podsumowuje firma.
Co na to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów? - Działanie przedsiębiorcy zabraniającego sprawdzenia czy zanotowania ceny może budzić wątpliwości. Podstawowym prawem każdego uczestnika rynku jest możliwość uzyskania niewprowadzającej w błąd informacji o cenie i jakości nabywanych towarów - przyznaje Grzegorz Pniewski z UOKiK. Ale zastrzega, że w tym przypadku jest inaczej. - Warto jednak zaznaczyć, że obowiązki nakładane na przedsiębiorców sprzedających towary konsumentom mogą różnić się od tych wymaganych w przypadku kontraktu przedsiębiorca - przedsiębiorca. A z takim mamy do czynienia w tym przypadku.
Czytelnik zwrócił też uwagę, że po zabraniu mu karty klienta pracownik Makro zaczął zdejmować z półek ceny. Ani on, ani inni klienci nie mogli sprawdzić, ile kosztuje dany towar. Okazuje się, że i w tym przypadku Makro nie łamie przepisów. Ba, cen w ogóle wywieszać nie musi. - Zgodnie z ustawą o cenach obowiązek umieszczania ceny na sprzedawanych w sklepie produktach istnieje jedynie w przypadku prowadzenia sprzedaży detalicznej - tłumaczy Pniewski.
A Makro, jak to hurtownia, sprzedaży detalicznej nie prowadzi...
Makro Cash & Carry w całej Polsce ma 29 dużych hal handlowych. Zatrudnia ok. 8 tys. pracowników. Danych o liczbie klientów i przychodach nie ujawnia.