Coraz bardziej niepewni swojego losu w Kazachstanie są nafciarze z międzynarodowego konsorcjum, które szykuje eksploatację złóż Karaczaganak - jednego z największych pól naftowych w Kazachstanie.
Wczoraj prokuratura generalna w Kazachstanie ogłosiła, że siedmiu zagranicznych nafciarzy pracujących dla konsorcjum naruszyło przepisy wizowe i być może ten zarzut usłyszy jeszcze 270 kolejnych zagranicznych specjalistów. Pracują oni w Kazachstanie na rzecz wspólników konsorcjum, czyli włoskiego koncernu ENI, brytyjskiego BG, amerykańskiego Chevronu i rosyjskiego Łukoilu.
- O ewentualnych deportacjach zdecyduje sąd - stwierdził przedstawiciel kazachskiej prokuratury generalnej cytowany przez agencję Reuters.
Nafciarzom pracującym na Wschodzie ta sytuacja kojarzy się z wydarzeniami z Rosji sprzed dwóch lat. Wtedy grupa rosyjskich oligarchów chciała przejąć zarząd w kompanii naftowej TNK-BP, której wspólnikiem jest brytyjski koncern BP. Brytyjczycy nie zgadzali się na te roszczenia, a wtedy władze emigracyjne Rosji nie przedłużyły wiz ponad stu zachodnim specjalistom pracującym w koncernie, w tym mianowanemu przez BP amerykańskiemu prezesowi koncernu Robertowi Dudleyowi. Zachodni menedżerowie musieli wyjechać z Rosji, a Dudley został nawet zaocznie pozbawiony przez sąd prawa do kierowania spółkami w Rosji. TNK-BP zagroził paraliż i BP skapitulowało, odstępując wspólną firmę pod zarząd Rosjan.
W Rosji popularne jest też nacjonalizowanie firm naftowych pod zarzutem nadużyć podatkowych. Najgłośniejsza była historia koncernu Jukos, który rosyjski fiskus doprowadził do bankructwa zarzutami o gigantyczne machlojki i zaległości podatkowe. Po upadku prywatnego Jukosu najcenniejszy majątek koncernu przejęły państwowe rosyjskie giganty naftowe. Kazachowie korzystają także z tego wzoru i w marcu oskarżyli zagranicznych nafciarzy, że w 2008 r. nielegalnie zarobili 708 mln dol., wydobywając więcej ropy, niż uzgodnili z władzami w Astanie.
Reuters przypuszcza, że władze Kazachstanu rozpalają konflikt z zachodnimi nafciarzami, bo chcą zwiększyć swoje udziały w eksploatacji złóż Karaczaganak. W 2008 r. Astana groziła nacjonalizacją złóż Kaszagan, także eksploatowanych przez zachodnich nafciarzy. Konflikt skończył się, gdy Kazachowie podwoili swoje udziały w konsorcjum eksploatującym złoża.
