- Nie widzę tu dla siebie przyszłości, w tym kraju nie będzie dobrych perspektyw przez najbliższe 20 lat - mówi Anna Margret Bjoernsdottir, 46-letnia samotna matka i były agent
nieruchomości, która straciła pracę blisko dwa lata temu i w czerwcu zamierza przeprowadzić się do Norwegii. I nie jest osamotniona, bo odkąd kryzys finansowy uderzył w Islandię, coraz więcej mieszkańców tego kraju decyduje się na emigrację, którą miejscowe media określają jako największą w jego nowożytnej historii. Według oficjalnych statystyk w ubiegłym roku na opuszczenie Islandii zdecydowało się 10,6 tys. osób - ostatnio tak wielu ludzi wyjechało w 1887 roku, kiedy szczytowy poziom osiągnęła masowa emigracja mieszkańców Islandii do
USA i Kanady. Co gorsza, zdecydowanie najczęściej na opuszczenie Islandii decydują się młodzi ludzie w wieku 25-29 lat. Obecnie Islandczycy emigrują głównie do innych krajów nordyckich, najbardziej popularnym kierunkiem jest
Norwegia.
Poważnym problemem Islandii jest stale rosnąca stopa
bezrobocia, która w lutym wyniosła 9,3 proc. Bez
pracy pozostawało ponad 15 tys. mieszkańców Islandii, z czego ponad połowa przez dłużej niż pół roku. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja wśród emigrantów, gdzie stopa bezrobocia jest dwukrotnie wyższa. Szczególnie odczuli to Polacy, którzy choć także zaczęli wyjeżdżać, wciąż są najliczniejszą mniejszością na wyspie. Według danych z połowy lutego co czwarta osoba z liczącej ok. 7,5 tys. polskiej mniejszości pozostawała bez pracy. Wyjazdy emigrantów są też złą wiadomością dla gospodarki, która choć pod koniec ubiegłego roku zaczęła okazywać oznaki ożywienia, w całym 2009 roku skurczyła się o 6,5 proc.
Oprócz braku pracy wielu Islandczyków boryka się też ze spłatą kredytów w obcych walutach. Po tym, gdy w następstwie upadku sektora bankowego kurs korony poszybował w dół, ludzie odczuli to na własnej kieszeni. - Moje raty kredytowe są teraz dwukrotnie wyższe niż wcześniej i cały czas rosną. Dlatego jestem zmuszona wyjechać - mówi Bjoerndottir, która ma kredyty we frankach i w jenach.
Wielu Islandczyków wybiera też tymczasową emigrację, tak jak Svanbjoern Einarsson, który pracuje po sześć tygodni w norweskim Stavanger, skąd wraca na jeden-dwa tygodnie do Islandii. Jak mówi, nie chce opuścić kraju i rodziny na stałe, ale zdaje sobie sprawę z tego, że swoją przyszłość będzie zmuszony związać z Norwegią. Sen z powiek spędza też wielu ludziom nierozwiązana sprawa banku Icesave i jego zobowiązań wobec 340 tys. klientów z Wielkiej Brytanii i Holandii sięgających 3,9 mld euro. Choć początkowo rząd zgodził się spłacić te zobowiązania, sami mieszkańcy miażdżącą większością głosów odrzucili ten pomysł w ogólnonarodowym referendum na początku marca. Od tej pory rozmowy pozostają w impasie, co pogarsza wizerunek Islandii na arenie międzynarodowej i zmniejsza szanse kraju na szybsze wyjście z kryzysu.
