Sawicki nie przedstawił szczegółów oczekiwanej interwencji. Podobnie jak przedstawiciele Europarlamentu przekonuje jednak, że jest ona konieczna. - Dochody rolników spadły od Hiszpanii do Polski, od Holandii do Grecji. Ceny są bardzo niskie i zmienne, rynki są niestabilne - tłumaczy Paolo de Castro, przewodniczący komisji rolnictwa w PE. I przypomina, że w 2009 r. nie było lepiej: wówczas dochody europejskich rolników spadły aż o jedną czwartą.
W polskich rolników kryzys uderzył nieco słabiej, ale także w ich przypadku spadek dochodów szacuje się na kilkanaście proc. - Sytuację ratuje to, że jedna piąta produkcji jest eksportowana - mówi Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. - Rolnictwo wchodzi w spowolnienie później niż reszta gospodarki, ale wychodzi z niego znacznie dłużej - wyjaśnia prof. Kowalski. Obecnie producenci borykają się ze spadkiem zapotrzebowania, bo konsumenci zaciskają pasa. Mają także mocną konkurencję. Przykładowo coraz większą rolę jako producenci mleka zaczęły odgrywać
USA i
Brazylia. Globalna produkcja mleka wzrosła, a udział krajów unijnych w światowym
eksporcie się zmniejszył.
Jeszcze kilka miesięcy temu w najgorszej sytuacji byli właśnie europejscy producenci mleka. We wrześniu wylali na pola, ulice i pod oknami urzędów, w tym Komisji Europejskiej, ok. 40 mln l mleka. Protestowali, bo ceny mleka dramatycznie spadły. Unia wysupłała 300 mln euro dla farmerów.
Teraz sytuacja trochę się poprawiła. - Z pewnością ta produkcja nie przynosi takich dochodów, jakich rolnicy by sobie życzyli, ale ceny są zdecydowanie powyżej kosztów wytwarzania - mówi Sawicki, podkreślając, że jednak dziś równie trudna sytuacja jak ta, która była na rynku mleka, jest na rynku trzody chlewnej. A jeśli małe gospodarstwa zrezygnują z tej produkcji, już do niej nie wrócą. - Dlatego zwracamy się do KE, żeby również dla tego rynku podjęła działania interwencyjne - mówi Sawicki.