NBP nie wpływał na notowania naszej waluty od sierpnia 1998 r. Do tej pory uważano że są to operacje kosztowne i nieskuteczne.
- W piątek Narodowy Bank Polski w godzinach południowych zakupił pewną ilość walut obcych po korzystnym kursie - czytamy w komunikacie przesłanym przez NBP. Bank opublikował go chwilę po tym, gdy agencja Reuters podała informację o możliwej interwencji banku centralnego, powołując się na relację dilerów walutowych trzech banków.
Skutek był natychmiastowy. Cena euro wzrosła z 3,84 zł do prawie 3,89 zł. - Na agencjach pojawiła się informacja, że NBP kupił ok. 9 mln euro - mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Interwencji przyklasnęło Ministerstwo Finansów. - W kwestii obaw związanych z umocnieniem złotego, po obu stronach ulicy Świętokrzyskiej panuje pełna zgodność. NBP przełożył słowa na czyny. Rozumiemy i popieramy krok banku centralnego. Jest to czynnik, który uczestnicy rynku muszą uwzględniać w swoich analizach - skomentował działania NBP wiceminister finansów Dominik Radziwiłł.
Aprobaty nie kryją też przedstawiciele Rady Polityki Pieniężnej. - Rada upoważniła zarząd do interweniowania, choć nie zajmowała stanowiska w sprawie konkretnych operacji. Nadmierne i szybkie umacnianie się złotego utrudniłoby utrzymanie inflacji w ryzach, a gospodarki na ścieżce wzrostu - powiedziała "Gazecie" Elżbieta Chojna-Duch z RPP.
Inflacja na razie wciąż przekracza cel inflacyjny określony przez Radę na poziomie 2,5 proc. Teraz jednak spada bardzo szybko i gdyby
złoty był coraz mocniejszy, to mogłoby się okazać, że Rada ma problem z inflacją poniżej celu. Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Invest Banku, gdyby tempo umocnienia złotego utrzymało się, to w III kwartale
inflacja byłaby zbliżona do zera.
Tempo umacniania się złotego już od dłuższego czasu niepokoiło przedstawicieli resortu finansów i Rady Polityki Pieniężnej. Nieraz zaznaczali, że może to mieć zły wpływ na nasz
wzrost gospodarczy. Gdy złoty szybko zyskuje na wartości, to przedsiębiorcom, głównie eksporterom, trudno się do tych zmian dostosować. W efekcie mogą przestać zarabiać na swojej działalności, a nawet tracić pozycję na rynkach międzynarodowych.
NBP już od dłuższego czasu zapewniał, że do interwencji walutowych jest gotowy instrumentalnie i "mentalnie". W czwartek wiceprezes Witold Koziński stwierdził: "Klimat dla interwencji jest pozytywny, ale nie wiem, czy ona nastąpi".
Wczoraj zaś pytany, czy będą kolejne, stwierdził: - Nie można wykluczyć tego typu działań w przyszłości.
- Miejmy świadomość, że to walka z własnym sukcesem. Szybsze umacnianie złotego w ostatnich trzech miesiącach to zasługa dużego popytu na polskie obligacje ze strony zagranicy, jak również oczekiwanych przepływów związanych z
prywatyzacją - komentuje Rafał Benecki, ekonomista
ING Banku Śląskiego.
Wszyscy inwestorzy wiedzą już, że bank nie zawaha się zagrać na rynku, zwiększyła się niepewność inwestowania, grania pod nieuchronne umocnienie złotego. Zdaniem analityków złoty przestanie piąć się tak szybko.
- Interwencje powinny jedynie przeciwdziałać spekulacyjnym wahaniom kursu. Jeśli trend umacniania wartości złotego jest trwały, to interwencje go nie przerwą - powiedział "Gazecie" Andrzej Kaźmierczak z RPP.
Ekonomiści są zdania, że bank nie będzie bronił określonych poziomów złotego, może pojawiać się na rynku przy różnych kursach. Invest Bank podtrzymuje jednak swoją dotychczasową prognozę, według której cena euro na koniec kwietnia wyniesie 3,88 zł, a na koniec roku 3,76 zł.
Na koniec dnia cena euro wyniosła 3,87 zł.