Wczoraj ministerstwo energetyki Ukrainy ogłosiło, że w 2010 r. kupi od Gazpromu 36,5 mld m sześc. gazu, czyli prawie o 3 mld m sześc. więcej niż pod koniec 2009 r. uzgodnił poprzedni rząd Ukrainy. W czwartek porozumienie w tej sprawie zawarli szef Gazpromu Aleksiej Miller i nowy minister energetyki Ukrainy Jurij Bojko. Zwiększanie
importu gazu przez Ukrainę domagali się w połowie marca przedstawiciele Gazpromu w dzienniku "Kommiersant".
Resort Jurija Bojki tłumaczy, że zwiększa import gazu, bo obecna umowa z Gazpromem nie pozwoliłaby Ukrainie zgromadzić odpowiednich rezerw surowca na zimę. W ukraińskich magazynach jest jeszcze 15 mld m sześc. gazu, czyli trzy piąte tego, co było na początku zimy. Jednak o większość gazu z ukraińskich magazynów w arbitrażu w Sztokholmie procesuje się przedsiębiorca Dmytro Firtasz, którego zdaniem rok temu Gazprom nielegalnie sprzedał ten surowiec Naftohazowi.
Większe zakupy rosyjskiego gazu poważnie obciążą kasę Ukrainy. W pierwszym kwartale ukraiński koncern Naftohaz sprowadził z Rosji 6,5 mld m sześc. surowca - mniej, niż zakładała umowa z Gazpromem. A po uzgodnieniu zwiększenia dostaw do końca roku Naftohaz musi importować jeszcze 30 mld m sześc. Tymczasem cena rosyjskiego surowca idzie w górę. Już od kwietnia jest o ponad 5 proc. wyższa niż w pierwszym kwartale i do końca roku jeszcze wzrośnie. Powód? Ceny gazu zależą od cen ropy naftowej, a te idą w górę. Na dodatkowy import 3 mld m sześc. gazu po dotychczasowych cenach Kijów wyda minimum 1 mld dol. A już teraz władze Ukrainy narzekają na wysokie ceny gazu z Rosji i rozmawiają o ich obniżce.
Ukraińskie gazety spekulują, że w zamian za obniżkę cen gazu Kijów może zwolnić Gazprom z opłat za tranzyt surowca.