Biznes Ludzie Pieniądze

Gazprom ruszył z Nord Stream, ale ma problemy z South Stream

Andrzej Kublik
09.04.2010 , aktualizacja: 09.04.2010 21:14
A A A Drukuj
Rozpoczęto budowę gazociągu Nord Stream przez Bałtyk do Niemiec. Ale pod znakiem zapytania stanęła budowa przez Gazprom bliźniaczej rury South Stream przez Morze Czarne.
ZOBACZ TAKŻE
Rozpoczęła się budowa Nord Stream
Rozpoczęła się budowa Nord Stream


Wczoraj w rosyjskim portowym mieście Wyborg rozpoczęła się oficjalnie budowa gazociągu Nord Stream (Północny Strumień), który przez Bałtyk ma dostarczać rosyjski gaz bezpośrednio do Europy Zachodniej. Kontrolę nad tą rurą ma Gazprom, a jego głównymi partnerami są niemieckie koncerny E.ON i BASF, które mają teraz po 20 proc. akcji Nord Stream, a 9 proc. sprzedały holenderskiej firmie gazociągowej Gasunie.

Bliźniaczy gazociąg South Stream (Południowy Strumień) Gazprom chce wraz z włoskim koncernem ENI ułożyć przez Morze Czarne, aby omijając Ukrainę, dostarczać gaz do Europy Południowej i Środkowej. Wczoraj, chwaląc się rozpoczęciem budowy bałtyckiej rury, Gazprom zarzucił jednak ENI, że blokuje prace nad South Stream. - Nie można się od ENI doczekać niczego konstruktywnego, żadnych rzeczowych dowodów pracy - powiedział Stanisław Cygankow, naczelnik departamentu międzynarodowej działalności Gazpromu.

Do tej pory z centrali rosyjskiego koncernu dochodziły tylko nieoficjalne doniesienia o sporach z ENI. Rzecz w tym, że Gazprom nie ma kontroli nad South Stream. Udziały tej spółki są podzielone równo między Rosjan i Włochów. Gazprom postanowił jednak sprzedać 10 proc. udziałów w South Stream francuskiemu koncernowi EDF i wtedy rozgorzał spór. Bo Rosjanie chcieli, by te akcje Francuzom odstąpili Włosi ze swojej puli. A Gazprom w ten sposób przejąłby kontrolę nad spółką. Włosi się nie zgadzają i chcą się na równi z Rosjanami zrzucić na udziały w South Stream dla Francuzów.

Rosjanom nie spodobał się też pomysł ENI, by połączyć South Stream z konkurencyjnym gazociągiem Nabucco. Tę rurę chcą zbudować europejskie koncerny, aby przez Turcję importować gaz z Azji Środkowej, zmniejszając zależność Europy od Gazpromu.

Niewykluczone też, że kolejne spory zahamują rozpoczętą wczoraj budowę Nord Stream.

Bo także bałtycką rurę rozdzierają problemy własnościowe. Do końca marca 9 proc. akcji Nord Stream od niemieckich akcjonariuszy miał kupić francuski koncern GDF Suez. Transakcji nie sfinalizowano w terminie, bo GDF Suez chce mieć na zarządzanie Nord Stream taki sam wpływ jak niemieccy wspólnicy. A ci się nie zgadzają. Niemieckie koncerny zażądały też od Francuzów wyższej zapłaty za udziały w bałtyckiej rurze. Wczoraj francuski koncern zapewniał, że wkrótce jednak zostanie akcjonariuszem Nord Stream.

Inwestycja ta już jest nieznacznie opóźniona, bo początkowo ceremonię zespawania pierwszych rur bałtyckiego gazociągu planowano na 1 kwietnia. Jednak wtedy Nord Stream informował "Gazetę", że nie ukończono jeszcze testów na statku do układania rury i nie skompletowano jego załogi. Nord Stream nie potwierdził też doniesień Gazpromu, który już w ostatni wtorek poinformował o ułożeniu pierwszej partii rur na dnie Bałtyku. Ciągle miały trwać prace na specjalnym statku do układania rur, który należy do... spółki koncernu ENI - tak krytykowanego przez Gazprom. Dopiero wczoraj Nord Stream mógł ogłosić ułożenie pierwszej partii rur na dnie Bałtyku.

Na rozwiązanie czeka jeszcze spór z Polską o ułożenie Nord Stream przez trasę do Świnoujścia. Zdaniem naszych władz obecnie Nord Stream chce zbyt płytko ułożyć rurę, blokując szanse na dostosowanie Świnoujścia do przeładunku dużych statków. Rozmowy władz Polski i Niemiec w tej sprawie zaplanowano na 30 kwietnia - dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Ministerstwa Infrastruktury.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy