Wczoraj w rosyjskim portowym mieście Wyborg rozpoczęła się oficjalnie budowa gazociągu Nord Stream (Północny Strumień), który przez Bałtyk ma dostarczać rosyjski gaz bezpośrednio do Europy Zachodniej. Kontrolę nad tą rurą ma Gazprom, a jego głównymi partnerami są niemieckie koncerny E.ON i BASF, które mają teraz po 20 proc. akcji Nord Stream, a 9 proc. sprzedały holenderskiej firmie gazociągowej Gasunie.
Bliźniaczy gazociąg South Stream (Południowy Strumień) Gazprom chce wraz z włoskim koncernem ENI ułożyć przez Morze Czarne, aby omijając Ukrainę, dostarczać gaz do Europy Południowej i Środkowej. Wczoraj, chwaląc się rozpoczęciem budowy bałtyckiej rury, Gazprom zarzucił jednak ENI, że blokuje prace nad South Stream. - Nie można się od ENI doczekać niczego konstruktywnego, żadnych rzeczowych dowodów
pracy - powiedział Stanisław Cygankow, naczelnik departamentu międzynarodowej działalności Gazpromu.
Do tej pory z centrali rosyjskiego koncernu dochodziły tylko nieoficjalne doniesienia o sporach z ENI. Rzecz w tym, że Gazprom nie ma kontroli nad South Stream. Udziały tej spółki są podzielone równo między Rosjan i Włochów. Gazprom postanowił jednak sprzedać 10 proc. udziałów w South Stream francuskiemu koncernowi EDF i wtedy rozgorzał spór. Bo Rosjanie chcieli, by te akcje Francuzom odstąpili Włosi ze swojej puli. A Gazprom w ten sposób przejąłby kontrolę nad spółką. Włosi się nie zgadzają i chcą się na równi z Rosjanami zrzucić na udziały w South Stream dla Francuzów.
Rosjanom nie spodobał się też pomysł ENI, by połączyć South Stream z konkurencyjnym gazociągiem Nabucco. Tę rurę chcą zbudować europejskie koncerny, aby przez Turcję importować gaz z Azji Środkowej, zmniejszając zależność Europy od Gazpromu.
Niewykluczone też, że kolejne spory zahamują rozpoczętą wczoraj budowę Nord Stream.
Bo także bałtycką rurę rozdzierają problemy własnościowe. Do końca marca 9 proc. akcji Nord Stream od niemieckich akcjonariuszy miał kupić francuski koncern GDF Suez. Transakcji nie sfinalizowano w terminie, bo GDF Suez chce mieć na zarządzanie Nord Stream taki sam wpływ jak niemieccy wspólnicy. A ci się nie zgadzają. Niemieckie koncerny zażądały też od Francuzów wyższej zapłaty za udziały w bałtyckiej rurze. Wczoraj francuski koncern zapewniał, że wkrótce jednak zostanie akcjonariuszem Nord Stream.
Inwestycja ta już jest nieznacznie opóźniona, bo początkowo ceremonię zespawania pierwszych rur bałtyckiego gazociągu planowano na 1 kwietnia. Jednak wtedy Nord Stream informował "Gazetę", że nie ukończono jeszcze testów na statku do układania rury i nie skompletowano jego załogi. Nord Stream nie potwierdził też doniesień Gazpromu, który już w ostatni wtorek poinformował o ułożeniu pierwszej partii rur na dnie Bałtyku. Ciągle miały trwać prace na specjalnym statku do układania rur, który należy do... spółki koncernu ENI - tak krytykowanego przez Gazprom. Dopiero wczoraj Nord Stream mógł ogłosić ułożenie pierwszej partii rur na dnie Bałtyku.
Na rozwiązanie czeka jeszcze spór z Polską o ułożenie Nord Stream przez trasę do Świnoujścia. Zdaniem naszych władz obecnie Nord Stream chce zbyt płytko ułożyć rurę, blokując szanse na dostosowanie Świnoujścia do przeładunku dużych statków. Rozmowy władz Polski i Niemiec w tej sprawie zaplanowano na 30 kwietnia - dowiedzieliśmy się w biurze prasowym Ministerstwa Infrastruktury.