Sławomir Skrzypek w drugą połowę kadencji wkroczył z optymizmem. Po fali krytyki za słabe przygotowanie merytoryczne do pełnienia funkcji szefa banku centralnego i polityczną zależność od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, po trzech latach na fotelu prezesa NBP i roku zmagania się z kryzysem finansowym został doceniony. I to nie tylko w Polsce, ale również za granicą przez szefów innych banków centralnych. Ekonomiści przyznawali, że szybko się uczy, robi postępy, a NBP pod jego kierownictwem podejmował dobre decyzje w najtrudniejszych chwilach kryzysu.
Śmierć Skrzypka nastąpiła dzień po tym, jak
bank centralny wkroczył w nową erę - po raz pierwszy od 12 lat zdecydował się na interwencję na
rynku walutowym. Do tej pory sądzono, że to narzędzie na dłuższą metę mało skuteczne, a kosztowne. Operacja była udana,
złoty osłabił się, a analitycy sądzą, że choć nie uda się umacniania złotego powstrzymać, to jednak jego tempo będzie słabsze. I oczekują, że bank centralny nie będzie stronił od kolejnych zagrywek na rynku walutowym.
Choć interwencji przyklasnęło Ministerstwo Finansów, to jednak na linii rząd - NBP od lat tliły się spory. Ostatni dotyczył elastycznej linii kredytowej z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Rząd chce jej przedłużenia, a NBP przeciwnie - uważa, że gospodarka jest już w dobrej formie i nie potrzebuje tej dodatkowej polisy ubezpieczeniowej. Sprawa ta pozostaje nierozstrzygnięta.
Bank centralny pod przewodnictwem Skrzypka wyraźnie przestał być eurooptymistyczny. Prezes nie krył swego sceptycyzmu co do szybkiego przyjęcia wspólnej waluty, pojawiały się zarzuty, że raport opracowany w NBP eksponuje koszty tej operacji, a tuszuje korzyści. Jednak bank centralny i Ministerstwo Finansów powołały wspólny komitet koordynujący przygotowania do przyjęcia euro.
W ciągu ponad trzech lat mówiło się też o sporach wewnątrz NBP. Istniało napięcie między Skrzypkiem a starym zarządem banku i członkami poprzedniej RPP powołanymi jeszcze za Leszka Balcerowicza. W 2008 r. ostro iskrzyło, gdy wiceprezes Jerzy Pruski zrezygnował ze stanowiska, oskarżając Skrzypka o ograniczanie jego kompetencji.
Także z nową Radą od początku się nie układało. Ostatnie tygodnie media elektryzował otwarty konflikt o podział pieniędzy wypracowanych w 2009 r. Część członków Rady zarzucała nowemu zarządowi (obecnie wszystkie osoby w zarządzie powołano za kadencji Skrzypka), że celowo tak interpretuje przepisy, by zysk wypłacony
budżetowi państwa był możliwie najmniejszy. Druga strona argumentowała, że chodzi jej o stabilność finansową NBP, a dążenie do zwiększenia zysku to działanie na zamówienie resortu finansów walczącego z gigantyczną dziurą budżetową. Obie strony oskarżały się o łamanie prawa.
Sprawa wysokości zysku pozostaje nierozwiązana. A jest pilna, bo do końca kwietnia zarząd musi przesłać premierowi sprawozdanie finansowe. Wcześniej zaakceptowane przez RPP. Członkowie Rady mieli nadzieje na porozumienie już w tym tygodniu (dziś RPP zbiera się na posiedzeniu). Elżbieta Chojna-Duch postanowiła przekonać do kompromisu prezesa Skrzypka. Jeszcze w piątek wieczór rozmawiała z nim o tym przez telefon.